W niezwykle dramatycznych słowach opisuje zmaganie lekarzy z epidemią. W swoich możliwościach doszli już do ściany. Ich praca polega teraz na sortowaniu ludzi, których można jeszcze uratować i tych skazanych na śmierć.  Lekarz pisze o sobie, że do tej pory był stuprocentowym ateistą, tak jak i jego koledzy. Śmiał się z rodziców, którzy w każdą niedzielę chodzili do kościoła. Uważał, że sam jest panem swojego życia i śmierci. W jego racjonalnym umyśle nie było miejsca na Boga. Do szpitala, w którym pracuje, trafił starszy duszpasterz zarażony koronawirusem. Lekarz zaczął go z kolegami obserwować. Duchowny trzymał cały czas w ręku Biblię, modlił się z chorymi, umierających trzymał za rękę, dodawał im otuchy. W końcu sam odszedł do Pana. Ale jego postawa sprawiła, że w tamtym środowisku lekarskim coś drgnęło. Jak domek z kart rozpadł się ich racjonalny świat. Przez rozpacz, cierpienie, codzienny widok śmierci naleźli drogę do Boga. Wspomniany lekarz, zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie umrze, ale teraz już wie, że pójdzie do Pana.
Przez ile ścieżek krętych trzeba iść, od ilu murów zadufania trzeba się odbić, aby w końcu dostrzec światełko wiary, które nadaje naszemu życiu sens. Na jakie dno trzeba spaść, aby oprzytomnieć i zrozumieć, że człowiek nie może stać się Bogiem, że jest ułomną istotą, która bez oparcia w miłości Boga nie przetrwa.
Świat Zachodu od długiego już czasu sukcesywnie rugował ze swego życia Boga. Nagminnie zamykano kościoły, które podczas odprawiania mszy św. świeciły pustkami. Burzono je, aby w tych miejscach stawiać apartamentowce. Zamieniano kościoły na dyskoteki, galerie handlowe, w luksusowe mieszkania. Nierzadko sami duchowni dopuszczali się kontrowersyjnych decyzji – promocji obrazoburczych wystaw, pikników urządzanych we wnętrzu kościoła itd.  Człowiek osiągnął już taką doskonałość, że Bóg był mu niepotrzebny. Naukowcy, twórcy przeróżnych reklam dowodzili, że długość życia ludzkiego można maksymalnie wydłużyć. Że zdrowie i młody wygląd zależą od nas. Medycyna poradzi sobie ze wszystkim. Człowiek przekraczał kolejne granice, chciał decydować o życiu i śmierci. Kolejne kraje usankcjonowały eutanazję, nie mówiąc już o aborcji. Starych ludzi, aby nie zawadzali w hedonistycznym życiu młodym, przekonywano o możliwości tzw. dobrej śmierci. Dzieci chore mogły być poddane eutanazji. W tym wspaniałym, kolorowym świecie nie mogło być miejsca dla Boga i dla istot chorych, nieszczęśliwych, niepełnosprawnych. Miliony istnień ludzkich były poddawane aborcji. Krzyczano o prawie kobiety do własnego brzucha. To ona miała decydować o tym, czy chce urodzić dziecko, czy usunie je bez żadnej konsekwencji. W bezrefleksyjnym swym życiu zabije najpierw pierwsze dziecko, a potem kolejne, które staną na drodze jej kariery, wygody.
Czy dzisiejsza pandemia jest odpowiedzią Boga na nasze życie?  Daleka jestem od wydawania na kogokolwiek wyroków. Bóg jest miłością, przecież nie może nas w ten sposób karać. Gdzie jest miłosierdzie Boskie? – słyszymy. Ale nie wiemy, co jest dla nas w globalnym spojrzeniu dobre. Całe nasze życie zna jedynie Bóg i w swojej miłości czasami bardzo trudnej i dla nas z naszego ograniczonego kręgu niezrozumiałej, prowadzi nas drogą, którą osiągniemy życie wieczne.
Często myślimy, jeżeli Bóg jest miłością, to wszystko nam wolno. Możemy grzeszyć do woli i tak nam wybaczy. Pamiętajmy jednak, że taka postawa to grzech przeciwko Duchowi Świętemu, który nie może być odpuszczony. Pamiętajmy również o tym, że oprócz miłosierdzia jest i sprawiedliwość. Jezus św. Faustynie powiedział, że nie ma takiego grzechu, jeżeli za niego szczerze żałujemy, aby go nie odpuścił, ale dla tych, którzy nie przejdą przez bramę Miłosierdzia, będą musieli przejść przez bramę Sprawiedliwości. Oby nie musieli przechodzić przez takie piekło, jakie rozgrywa się we włoskiej Lombardii.
W obliczu takiego zagrożenia w kąt powinny pójść wszelkie głupoty lewackie. Myślący człowiek zobaczy ich pustkę. W chwilach trudnych nie dają nikomu żadnego oparcia.
Pomimo najwspanialszych technologii, ciągłego rozwoju umysłu ludzkiego nigdy nie pozbędziemy się swojej ograniczoności, poza którą jest albo krzycząca pustka, albo Bóg.  Im  szybciej do tego dojrzejemy, tym dla nas lepiej. Może koronawirus to najlepszy sposób na przemodelowanie swojego życia i położenie tamy powszechnej laicyzacji, która nieuchronnie pukała dotąd do granic Polski?