Projekt zakłada stworzenie urządzenia podobnego do klocków lego. Zakładają łatwość wyprodukowania samemu, a także niski koszt. Stoją za nim międzynarodowy zespół wolontariuszy. W jego skład wchodzą medycy, inżynierowie oraz projektanci. Razem zjednoczyli się do walki z koronawirusem. Projek w ciągu tygodnia przekroczył już sześciuset członków. Założył go inżynier doświadczalny Colin Keogh.

„Wezwaliśmy świat do wypowiedzenia swojego zdania i przesłania swoich pomysłów. Odpowiedź okazała się wspaniała”. Chociaż Open Lung, znany też jako Open Source Ventilator (OSV) rozrasta się. Ukazuje, że w obliczu kryzysów, jak pandemia znikają ludzkie podziały. Ludzie nie podają się bez walki. Jednoczą się i działają dla wspólnego dobra. Sam Keogh zauważa: „Ludzie dołączają do zespołu, ponieważ jak sądzę uważają, że jest z natury dobry. Oni pragną zrobienia czegoś i oni pragną rozwiązać ten globalny kryzys”. Czy to jest wyraz zwolenników wolnego rynku głoszących, że ludzie bez kontroli państw i biurokracji sami rozwiążą swoje problemy? Tego nie wiadomo, ale jest pewne, że w skali świata brakuje respiratorów. Dzięki nim istnieje szansa na wyjście, szczególnie w najcięższych przypadkach.

O skali ludzkiego ducha świadczy fakt, że w przeciągu pierwszej doby działania programu organizatorzy otrzymali tysiąc pięćset komentarzy, informacji i kontaktów z całego świata. Związany z projektem David Pollar uważa: „To pokazuje nam, że mamy pasję do pracy razem i wolę do przekraczania granic do sprostania temu dzielonemu globalnie kryzysowi”.

Członkowie projektu zauważają, że jest „gwałtowny postęp”. Przewidują, że w następnym tygodniu, czyli końcem marca, pojawi się już działający prototyp. Potrzebne jest bowiem dostarczenie go do środowisk medycznych, aby został przetestowany i zbadany, czy spełnia pokładane w nim nadzieje. Keogh ma nadzieje, że urządzenie nie znajdzie zastosowania w jego kraju, ale uważa, że: „Jesteśmy przywódcami zmiany w tej sprawie, pracujemy opracować rozwiązanie tak szybko jak to tylko możliwe dla uzyskania najlepszego możliwego produktu”.

Irlandzkie media, a obok nich także Forbes zauważają, że tempo rozwoju projektu imponuje. Ukazuje, co oznacza ludzka determinacja. Jego sukces to nie tylko kwestia powstania czegoś, co ratuje życie, ale możliwość odciążenia służb medycznych. Twórcy zakładają między innymi drukowanie części za pomocą drukarek 3D. Oznacza to, że amatorzy w domach, pracownie dla robotyków, czy szkoły wyposażone w ten sprzęt w ramach projektów unijnych na terenie Polski mogłyby dostarczać części wykorzystywane do stworzenia niezbędnego sprzętu medycznego. Możliwe, że początkiem kwietnia i ty będziesz to robił sam w swoim domu.

Ta prosta w swej istocie akcja oznacza przełamanie liczby ofiar śmiertelnych. Dla porównania dla Stanów Zjednoczonych na ponad trzysta milionów ludzi jest sześćdziesiąt dwa tysiące respiratorów i w rezerwie dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy. Niektóre polskie szpitale mają ich po kilkanaście. Wedle New York Times sam Nowy Jork będzie ich wkrótce potrzebował osiemnaście tysięcy. W chwili, jak ludzie tracą nadzieje nagle pojawia się odpowiedź na problemy - oddolna, nie kierowana przez rządy, organizacje międzynarodowe inicjatywa.

Wykorzystuje ona części jakie są ogólnie dostępne. Za projektem stoją założyciele firmy Sapien Innovation. Pollard i Keogh mają na swoim koncie projekty zmierzające do poprawy służby zdrowia. Dzięki ich staraniom powstają na przykład protezy dla dzieci, czy rozwiązania skierowane dla osób z niepełnosprawnością. Oznacza to, że mają oni już na starcie przewagę oraz pewne zaplecze.

Takie jednak aspekty nie są, aż tak istotne, bo liczy się zgoła co innego. Ważne, że w zalewie statystyk o zakażeniach i zgonach ludzie nie poddają się. Przesłanie informacji o ich działaniach, a może i samemu stanie się członkami projektu jest możliwe między innymi za pomocą Github (platforma dla programistów), kanałów na Slack, czy chociażby przez zapoznanie się z dokumentami Google Docs.

Jacek Skrzypacz