Sieć Zero jest niczym innym, jak koncepcją usunięcia globalnego ocieplenia z życia ludzi. Kwestia, czy emisja dwutlenku węgla przez człowieka ma taki wpływ na klimat w debacie jest uznana za przesądzono. Pomija się głosy osób uważających, że nie ma tutaj pewności i są uzasadnione wątpliwości. Usuwanie dwutlenku węgla (CDR - carbon dixide removal) stanowi dziś filar na rzecz opodatkowania i narzucania haraczy. Jednocześnie skoro już przesądza się szkodliwość między innymi węgla wprowadzana jest koncepcja bioenergii, czyli pozyskiwania jej bez szkody dla środowiska. Unika się tutaj uzasadnienia ekonomicznego na rzecz politycznego i ideowego, że „czynimy tak dla przyszłych pokoleń”.

Dlatego wprowadza się między innymi BECCS, czyli bioenergy with carbon capture and storage. Bioenergia z przechwytywaniem i składowaniem dwutlenku węgla sprowadza się do kwestii spalania biomasy. Spaliny gromadzi się w podziemnych silosach, aby nie skaziły atmosfery. Ustalenia Richarda Kinga wskazują, że BECCS na papierze jest korzystne dla środowiska, bo wedle nowomowy są one „ujemne węglowo”. Obok nich pojawia się kwestia DACCS (direct air carbon capture and storage). Jest to, jak sama nazwa wskazuje połykanie węgla w atmosferze i pakowania ich do zbiorników. W praktyce efektem tego rozwiązania jest tworzenie czegoś na wzór odkurzacza. Nie powoduje on produkcji energii, nie przynosi innego zysku poza tym, że oczyszcza powietrze. Takie rozwiązanie ma również swoje plusy, ale wymaga tak samo uznania i dodatkowych, ubocznych kosztów. Tracimy materiały na rzecz bycia w Sieci Zero z naciskiem na posługiwanie się bioenergią.

Europejski Doradcza Rada Naukowa (EASAC) w 2018 już podejmowała temat technologii z ujemną emisją dwutlenku węgla. Rozwiązania BECCS dla miłośników ekologii brzmią jak wyjście dla przemysłu, ale w rzeczywistości istnieje problem ustalenia, czy są one w rzeczywistości skuteczne. Pełnią one rolę ciekawostki, bo wbrew temu, co by sugerowali niektórzy nie mają one istotnego wpływu na klimat. Jednak pozwala na zyskiwanie grantów i dofinansowań.

W praktyce BECCS sprowadza się do na przykład wykorzystania odpadów z drzewa. Tego, co zostało po obróbce z tego materiału. Przykładem są na przykład śmieci jakie tworzą się przy okazji produkcji papieru. Inną możliwość zapewniają uprawy energetyczne. Na przykład używa się zmodyfikowanej genetycznie trzciny cukrowej. Stosuje się również miskant, trawy spotykanej również w Polsce. Jako bioenergie wykorzystuje się między innymi też liście i to, co zostaje z roślin po ich przygotowaniu do produkcji.

Pomysł na BECCS zawdzięczamy Międzynarodowemu Panelowi na Rzecz Zmian Klimatu (IPCC). Wtedy w ramach czwartego raportu IPCC uznało BECCS za jeden ze sposobów walki z globalnym ociepleniem. Zarazem w 2011 ta sama agenda wskazała, że udział bioenergii będzie znikomy w całym procesie. Od 2014 kolejne scenariusze spowodowania spadku temperatury je obejmują. Oznacza to nic innego, jak fakt, że rolnictwo będzie motywowane do wprowadzania ich na szerszą skalę. W 2018 IPCC wypuściło raport „Globalne ocieplenie o półtora stopnia Celsjusza” (SR1.5). Przedstawił on tak zwane cztery ścieżki ograniczenia emisji. Wersja czwarta opierała się na redukcji o dwadzieścia miliardów ton dwutlenku węgla do 2050-2060 roku. Jednocześnie ów model zawiera przewidywania, że do połowy tego stulecia zmaleje ponad sześć razy stosowanie paliw kopalnianych.

Model P4 zakłada, że za pomocą BECCS przechwyci się ponad tysiąc sto gigaton CO2. Tylko scenariusz P1 pomija zastosowanie tego rozwiązania. Bioenergia tym samym urasta do rangi świętego Graala. Jakkolwiek stosowanie odpadków i wykorzystanie tego, co rośnie jako dodatkowego surowca dla przemysłu ma sens pojawiają się wątpliwości praktyczne. Nie wiadomo bowiem, czy rolnicy nie będą zmuszeni do obowiązkowych upraw, czy w ramach przestrzegania przepisów uprawniających ich do działalności, aby wykorzystywali bioenergię.


Jacek Skrzypacz