W dniu 27 marca portal WP.PL publikuje artykuł pt. „Żegnaj Polsko, może kiedyś wrócimy”, autorstwa Konrada Bagińskiego. Artykuł jest jednym wielkim biadoleniem nad losem Ukraińców źle potraktowanych przez Polskę w dobie rozwoju pandemii COVID-19. Bagiński pisze, że Ukraińcy podejmowali się prac których Polacy nie chcieli wykonywać a teraz w dobie rozwoju zarazy w Polsce są wyrzucani na bruk. Polskie państwo żyjące z ich pracy nie powiedziało zostańcie. Ukraińcy wyjeżdżają bo nie mają środków, żeby utrzymać się w Polsce w czasie kryzysu oraz obawiają się  czy w związku z tym, że nie mają ubezpieczenia, to będą leczeni bezpłatnie w wypadku zakażenia. Bagiński stwierdza:  Polscy pracodawcy ich cenią: są sumienni, pracują uczciwie, nie są wybredni, jeśli chodzi o pensje. Ukrainiec jest po prostu bardziej opłacalny od Polaka. Tymczasem teraz jak dodaje w upokarzający sposób stoją stłoczeni na granicy w drodze do domu.  Dziennikarz jak widać uważa, że sprawiedliwie jest jeśli na rynku pracy konkuruje ze sobą polski pracownik, który oczekuje, że pracodawca opłaci jego składki zdrowotne i Ukrainiec, który mówi, że on decyduje się na pracę bez ubezpieczenia dzięki czemu to on, a nie Polak otrzymuje pracę. Następnie w dobie pandemii  w myśl powiedzenia - „jak trwoga to do Boga” - taki Ukrainiec oczekuje bezpłatnego leczenia  i redaktor Bagiński zdaje się nie widzieć w tym nic niemoralnego. Poza tym oczywistym jest, że Ukraińcy w Polsce z koronawirusem bez względu na to czy posiadają ubezpieczenie zdrowotne czy nie będą leczeni, bo w dobie zagrożenia życia ludzkiego takie kwestie schodzą na dalszy plan. Dobrze byłoby gdyby autor artykułu podkreślił, że płacenie składek przez 2-3 miliony Ukraińców żyjących w Polsce w znaczący sposób wzmocniłoby system ochrony zdrowia w Polsce. Mielibyśmy teraz więcej potrzebnego sprzętu do leczenia, więcej łóżek w szpitalach oraz więcej pracowników służby zdrowia. Pismak Wirtualnej nie martwi się o los setek tysięcy bezrobotnych Polaków, którym w przeciągu najbliższych miesięcy przyjdzie konkurować na rynku pracy z tańszymi Ukraińcami pracującymi na czarno, tylko bliższy jest mu los obcokrajowców o których powinny dbać władze ich państw.


Jeszcze bardziej niedorzeczny jest dzisiejszy artykuł Piotra Kozaneckiego na portalu Onet.pl pt. „Szczęście w koszmarze koronawirusa”. To jeszcze jeden z tych artykułów, które ma się wrażenie, że powstają z pustki jaka gnieździ się w umyśle ich autorów. „Byliśmy o włos od najgorszych zamieszek, najgorszej fali nienawiści i najbardziej ponurych zachowań w historii Europy od czasów wojny na Bałkanach. Wystarczyłoby, żeby koronawirusa przynieśli imigranci z Bliskiego Wschodu. Mamy w tym całym koszmarze jako Europejczycy mnóstwo szczęścia”.  Autor każe czytelnikowi wyobrazić sobie sytuację, w której za pośrednictwem wyspy Lesbos  wraz z emigrantami trafia do Europy koronawirus i rozlewa się po Serbii, Bułgarii czy Węgrzech. „Co zrobiłyby władze tych krajów z setkami tysięcy ludzi koczujących w obozowiskach, albo po prostu śpiących przy drogach, na dworcach, w nielicznych ośrodkach dla uchodźców. Co zrobiłyby społeczeństwa tych krajów?” – retorycznie pyta Kozanecki. Oczywiście dobór państw do zdiagnozowania sytuacji nie jest przypadkowy. Kozanecki daje do zrozumienia, że są to kraje, w których „biednych” emigrantów  w tej sytuacji spotykałyby  z pewnością pogromy. Tymczasem według szefa działu Wiadomości ONET,  to my Europejczycy rozwlekliśmy tę zarazę po Europie i całym świecie. Włochom współczujemy według autora tylko dlatego, że to Włosi, do których z natury czujemy sympatię. Gdyby podobna rzecz się działa w Rumunii czy Szwecji, to nie bylibyśmy już tak empatyczni.


Dziennikarze najbardziej poczytnych polskich portali mają jak widać przy okazji pandemii garść „serdecznych” przemyśleń pod adresem nas Polaków jak i mieszkańców naszej części Europy. Katastrofalna sytuacja nie zmusza ich do powstrzymania się od głoszenia absurdalnych i krzywdzących teorii, wręcz odwrotnie sytuacja ta jest okazją do jeszcze głębszego brnięcia w ideologicznie ślepy zaułek.

Arkadiusz Miksa