Jeżeli więc zdarzy się, że naukowcy trafnie opiszą, co się stało, co zadziałało, a co nie zadziała, to można mieć nadzieje, że nie zadziałają trzy rzekome prawa czytelnictwa. Pierwsze mówi o tym, że nikt nic nie czyta, drugie, że jak ktoś czyta to i tak nie rozumie, a trzecie, że jak ktoś przeczyta i zrozumie to i tak zapomni.
Byłoby więc doskonale, gdyby: oceny naukowców były trafne, politycy przeczytali te opracowania, zrozumieli je i nie zapomnieli, co w nich jest zapisane. Pesymista (czyli dobrze poinformowany optymista) zapewne stwierdzi, że takie wyzwanie, jakie stanie przed politykami, może przerosnąć ich możliwości percepcyjne. Nic nie przeczytają, jak coś przeczytają, to nic nie zrozumieją, a jak coś zrozumieją to i tak zapomną. Niestety zbyt często tak się dzieje.
Epidemia oczywiście może nie wygasnąć, tylko trwać i stać się trwałym elementem naszej egzystencji (życia i śmierci). Jednak, jak Bóg pozwoli, epidemia wygaśnie, i w takim pozytywnym scenariuszu wydarzeń trzeba byłoby ocenić czy zadziały procedury kryzysowe. Aparat państwa będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy byliśmy przygotowani, czy scenariusze sytuacji kryzysowych trafnie przewidywały wyzwania, przed jakimi stanął świat, czy może nikt nie przewidywał takiej sytuacji, oraz czy można było ja przewidzieć – epidemie przecież zdarzają się non stop, a nawet było ich kilka w powojennej Polsce.
 
Takich pytań i kwestii do oceny będzie wiele. Trzeba będzie sobie odpowiedzieć na pytanie, czy zasadne jest nieposiadanie kontroli granicznej – choć na to pytanie powinniśmy sobie odpowiedzieć dużo wcześniej z racji na setki tysięcy ton śmieci wwożonych do naszego kraju z zagranicy.
 
Na rozwiązanie będzie też czekał problem lecznictwa. Od lat wielu ekspertów wskazuje, że państwo marnuje gigantyczne środki na wyszukiwanie w systemie osób nieubezpieczonych, zamiast wszystkich Polaków objąć systemem ochrony zdrowia. Obecna sytuacja, gdy część obywatelu nie jest objęta systemem, jest nie dość, że sprzeczne z Konstytucją to i zyskują na tym tylko banki komercyjne partycypujące w transferze pieniędzy na ubezpieczenia zdrowotne dla bezrobotnych. Dzisiejszy system i tak wymusza świadczenie usług medycznych wszystkim potrzebującym, i generuje absurdalne koszty sprawdzania, czy ktoś jest ubezpieczony – ci zidentyfikowani jako nieubezpieczeni dostają i tak pomoc, choć mają z czego pokryć. Dodatkowo epidemia wskazuje, że udzielanie pomocy medycznej jest w interesie całego społeczeństwa.
 
Już wielokrotnie przekonywaliśmy się, że uzależnianie się od dostaw leków czy produktów medycznych tylko z zagranicy jest niebezpieczne – awaria w chińskiej czy indyjskiej fabryce powodowała, że polscy pacjenci byli pozbawieni leków produkowanych z substancji wytwarzanych w tych fabrykach. W czasie epidemii sytuacja powtórzyła się np. ze środkami ochronnymi. Pokazuje to, że warto byłoby, by państwo dysponowało na swoim terenie możliwościami wytwarzania niezbędnych towarów w prywatnych fabrykach. Dziś tych towarów nie wytwarza, bo stoją na przeszkodzie istnienia prywatnych fabryk dób strategicznych wysokie podatki i szkodliwe przepisy utrudniające działalność gospodarczą – byśmy mogli zapewnić dostęp społeczeństwa do strategicznych dóbr, trzeba będzie obniżyć podatki i usunąć szkodliwe przepisy.
 
Niestety, by obniżyć podatki i usunąć szkodliwe przepisy, niezbędne dla stworzenia w naszym kraju prywatnych producentów strategicznych dóbr, a także dla ożywienia gospodarki wpędzonej w kryzys przez kwarantanne będziemy musieli odpowiedzieć sobie na pytanie o zasadność naszej obecności w Unii Europejskiej. Niewątpliwie wspólny rynek w Europie, wspólna ochrona środowiska czy wspólna walka z przestępczością są korzystne nie tylko dla europejskiej gospodarki, ale polityczna struktura Unii Europejskiej nie ma sensu. Dziś nie możemy obniżyć wysokich podatków i zlikwidować szkodliwych przepisów, bo jesteśmy w Unii Europejskiej, bo biurokraci z Brukseli i ich przepisy na to nam Polakom nie pozwalają. Dziś UE jest przeszkodą dla wprowadzenia koniecznych reform – obniżki podatków i likwidacji szkodliwych przepisów. W obliczu wyzwań będziemy musieli sobie odpowiedzieć czy chcemy ratować Polskę poza UE, czy będziemy chcieli gnić razem z UE. Trzeciej opcji nie ma – nie ma we mnie wiary w to, że piekło zamarznie i biurokraci z Brukseli będą odpowiedzialni.
 
Jan Bodakowski