W ostatnich dniach lutego Tomasz Terlikowski zamieścił kilka wpisów na swoim profilu na Faceboku, w których pisał m.in. "Na razie mamy do czynienia z pandemią histerii, a nie koronawirusa COVID-19. I kto wie, czy ta pandemia nie jest nawet groźniejsza niż wirus. Dane są zaś takie, że koronawirus jest rzeczywiście groźny u osób powyżej 80. roku życia, bo wtedy śmiertelność z jego powodu wynosi 15 procent (tak, piętnaście), u pacjentów po 70. to już 8 procent (nadal dużo, ale ogromna większość z nich wychodzi z choroby zdrowa), a w przypadku sześćdziesięciolatków to 3.6 procenta, u pięćdziesięciolatków wskaźnik ten wynosi 1.4, a w mojej grupie wiekowej 0.4".

Uwagi te były dość trafne, biorąc pod uwagę podawane liczby. Na publicystę posypała się za to jednak fala krytyki za to, że bagatelizuje zagrożenie. Po 25 lutym Terlikowski przestał w ogóle publikować na Facebooku i przynajmniej do 5 kwietnia nie pojawił się żaden jego nowy wpis. Jest to o tyle zaskakujące, że wcześniej publicysta pisał na nim często, nawet jeśli przebywał za granicą.

Myślałem, że postanowił nie wypowiadać się koronawirusie i dopóki trwa epidemia na żaden inny temat. Ma do tego prawo. Ale tak nie jest. W "Rzeczpospolitej", a dokładnie w "Plus minus" natknąłem się bowiem na jego tekst, w którym, co ciekawe, bronił wszelkich obostrzeń rządu dotyczących ograniczeń ludzi w kościołach i podkreślał, że Komunia św. może przenosić wirusa. Te dwie uwagi odwoływały się do Tradycji Kościoła, który zawsze mówił o tym, że w Przeistoczeniu następuje zmiana substancji a nie przypadłości, a także był gotów podporzadkowywać się władzy świeckiej w sprawach świeckich.

Nie jestem przekonany do tych dwóch stanowisk. Po pierwsze, ograniczenia w Kościołach dotyczą kultu a nie tylko kwestii sanitarnych, po drugie, teoretycznie Komunia może przenosić zarazki, ale może to robić zawsze - tymczasem wierzymy, że jest to także Ciało Chrystusa, która daje życie wieczne. Gdybyśmy nawet mieli zachorować na chorobę ciała, czy nie warto zaryzykować dla dobra duszy?

Co ważne, sam Terlikowski sugerował to we wpisie z 24 lutego, pod którym się podpisuję: "Zbiorowe histerie kompletnie mnie nie ruszają. Sto procent z nas umrze, ogromna większość na choroby zupełnie inne niż koronawirus. Dlatego robienie zapasów suchej żywności, odwoływanie Mszy świętych zupełnie mnie nie przekonuje. A Kościół (w tym przypadku diecezje w Lombardii), który w momencie zagrożenia śmiercią (wątpliwego w przypadku tego wirusa) odwołuje Msze święte, czyli źródło jedynego prawdziwego życia, w istocie pokazuje swoją niewiarę w Eucharystię, Msze Świętą i życie wieczne".