Związana ze Światowym Instytutem Zasobów (WRI) Amruta Ponkshe w opracowaniu z maja 2020 ukazuje, że spojrzenie na większą skalę łączy się z Agendą 2030 i między innymi celem „nie pozostawiamy nikogo za sobą”. Innymi słowy założenia i plany są skierowane do wszystkich bez wyjątku. Nie ma tutaj możliwości podążania własną drogą. Wprowadzanie takiego myślenia do projektów o największym kapitale ma szkodliwy wpływ na resztę społeczeństwa. Oznacza włączanie ideologii do wykonawstwa, co kształtuje jego docelową formę. Już teraz nie licz się, czy na przykład dane przedsięwzięcie ma racje bytu, ale czy na przykład poprawi HDI, czyli indeks ludzkiego rozwoju. Wyrazem realizacji są cele zrównoważonego rozwoju, czyli sto sześćdziesiąt dziewięć szczegółowych wskazówek, czego oczekuje się od przedsiębiorcy.

Agenda 2030 ma w swym wymiarze pięć wymiarów. Należą do nich ludzie. Bez wciągnięcia ich w swe działania nie ma szansy realizacji i trwałego zakorzenia procesów ideologicznych. Mówienie o majętności stanowi wędkę na którą łowi się biedne państwa gotowe na ustępstwa ideologiczne w imię kredytów oraz inwestycji zagranicznych. Tak samo wymiar współpracy przekracza wielokrotnie dobrowolność, bo sprowadza się w praktyce na przyjmowanie regulacji dla uzyskania udziału w przeznaczonych środkach. Zamorski Instytut Rozwoju (ODI) opracował nawet scenariusz. Ujął w nich wymyślone Państwo Progressia. Pod lupę wziął wszystkie czynniki jakie stoją na przeszkodzie we wprowadzaniu celów zrównoważonego rozwoju oraz potencjalne konflikty.

Efektem tego rodzaju działań jest wniosek, że Agenda 2030 potrzebuje wpisywania w projekty. Innymi słowy takie kwestie jak gender, czy socjalistyczna koncepcja człowieka będą wprowadzane przy okazji na przykład budowania nowych bloków, chociaż o tym nikt nie będzie mówił wprost. Ponkshe nie pozostawia złudzeń: „projekty muszą mieć włączone w siebie mechanizmy do wprowadzania celów zrównoważonego rozwoju na każdym etapie życia projektu na przykład koncepcji, planowaniu, finansowaniu, projektowaniu, operacji, implementacji i codziennych działań”. Dla kamuflażu o co chodzi w szczegółach służą matryce projektowe priorytetów. Od pierwszej dekady XXI wieku EIA (ocena wpływu środowiskowego) i ESIA (ocena wpływu na środowiskowo i społeczeństwo) budują biurokratyczny moloch jaki stoi za przedsięwzięciami. Przykładowo EIA w praktyce to analiza ile znaków drogowych znajduje się przy autostradzie łączącej Mumbai z Pune w Indiach, czy zgadza się przewidziana na papierze liczba barierek, a także ostrzeżeń.

Dalszym elementem analizowanym przy tworzeniu projektów jest „pozytywność węglowa”. Oznacza ona nic innego, czy realizacja danego działania zwiększy „odcisk węglowy”. Innymi słowy, czy spowoduje ograniczenie lub zwiększenie dwutlenku węgla. Tym samym ten wskaźnik wymusza promowanie w pierwszej kolejności tych rozwiązań, co wpisują się w politykę zielonej energii. Z tego wynika, że przykładowo postawienie wiatraka w terenie o małym ruchu powietrza wygląda lepiej, niż postawienie w tym samym miejscu elektrowni blisko kopalni węglowej. Rozlicza się następnie ile to oszczędności w dwutlenku węgla spowodowała inwestycja.

Przykładowo metro w Delhi wedle wyliczeń pozwoliło na zmniejszenie wedle obliczeń czterdzieści pięć milionów siedemset osiemdziesiąt tysięcy ton między 2015 a 2031 rokiem. Projekt trafił w kategorię CDM, czyli mechanizm rozwoju czystości (clean development mechanism), co z kolei jest przeliczane na kredyty węglowe. Wprowadzanie ogniw społecznych jest tutaj uznane na plus i wliczane do ostatecznego rachunku. Znamienne, że metro w Delhi na koniec nie było rozliczone z rachunku ekonomicznego, ile osób przewozi i tym sposobem, czy ułatwia rzeczywiście życie mieszkańców, czy stanowi tylko dekorację. Wedle metodyki zrównoważonego rozwoju liczył się wynik hipotetycznego ograniczenia dwutlenku węgla, bo przyjęte wyliczenia na przykład nie ujęły takich sytuacji, jak ogólnoświatowa pandemia. Wliczenie ich do rozważań, by ograniczyły wskaźnik, a to by już groziło wykazaniem, że inwestycja ma mniejsze oddziaływanie na ekologię, niż wskazują wyliczenia.

Jacek Skrzypacz