Za wkraczającymi na terytorium Polski oddziałami Armii Czerwonej, szły krok w krok oddziały NKWD, które poza nadzorowaniem i kontrolowaniem oddziałów czerwonoarmistów otrzymały za zadanie oczyszczenie Polski z ludzi, którzy mogli stanowić zagrożenie dla wprowadzenia ustroju komunistycznego w Polsce. Na celowniku znaleźli się zarówno żołnierze organizacji podziemia niepodległościowego jak i  działacze polityczni czy  społeczni.  Wyłapywanych Polaków  torturowanych na przesłuchaniach kierowano następnie do Specjalnych Obozów, których na terytorium Polski było kilkadziesiąt. Jednym z nich  był utworzony jesienią 1944 r. Specjalny Obóz NKWD nr 10 w podwarszawskim Rembertowie.


Do Obozu NKWD nr 10 trafiali żołnierze AK, NSZ i innych organizacji niepodległościowych, działacze społeczni i polityczni. Wśród działaczy politycznych najliczniejszą grupę stanowili działacze ruchu narodowego: SN, OWP, MW. W dniu 25 marca z Rembertowa wyjechał  transport, w którym jechało  na Ural do wyrębu lasu ponad półtora tysiąca więźniów tego obozu. Po blisko  miesięcznej podróży, ponad 350 więźniów zmarło na skutek warunków w jakich więźniowie byli transportowani.  Najbardziej znanym więźniem tego transportu, był generał Emil August Fieldorf ps. „Nil”, zastępca Komendanta Głównego AK i szef Kierownictwa Dywersji AK.


Na dzień 25 maja 1945 r. planowana była wywózka kolejnego transportu w głąb ZSRR. Komendant  Obwodu AK „Mewa-Kamień” kpt. Walenty Suda ps. „Młot” podjął decyzję o odbiciu więźniów obozu w Rembertowie.  Wykonanie zadania otrzymały dwa oddziały podziemia niepodległościowego składający się z żołnierzy AK i Szarych Szeregów. Pierwszym dowodził  ppor. Edwarda Wasilewski ps. „Wichura” i drugim ppor. Edmund Świderski ps. „Wicher”. Termin przeprowadzenia ataku wyznaczono na noc z 20 na 21 maja 1945 roku. Akcję poprzedziło rozpoznanie terenu. Ponadto w przekazywanych przez rodziny więźniów paczkach przekazano znaczne ilości alkoholu licząc, że alkohol ten przejmą sowieccy wartownicy i tak też się stało, dzięki czemu część z nich w trakcie polskiego ataku była pijana. Nim jednak do tego doszło, w ciągu dnia ochrona obozowa musiała otrzymać informację o planowanym odbiciu lub próbie ucieczki, ponieważ wzmocniła zamknięcie drzwi w poszczególnych pomieszczeniach, w których trzymano więźniów, co utrudniło później wydobycie wielu z nich. Ponad 40 atakujących podzielono na 4 oddziały, z których każdy miał do odegrania inną rolę ale równie istotną dla powodzenia całości  akcji czyli wydostania z obozu jak największej liczby więźniów. Obozowi wartownicy byli kompletnie zaskoczeni atakiem polskich partyzantów, jego skalą i koordynacją akcji. Akcja trwała mniej niż pół godziny. W jej trakcie udało się uwolnić około pół tysiąca więźniów obozu. W czasie szturmu śmierć poniosło, co najmniej kilkunastu enkawudzistów, przy jedynie trzech rannych po stronie polskiej. Poziom profesjonalizmu w trakcie realizacji akcji można porównać do operacji specjalnych współczesnych komandosów, wywodzących się z takich jednostek jak GROM czy DELTA.


W pościg za uciekinierami ruszyli obozowi wartownicy, ściągnięte z okolicy oddziałały sowieckie i polskie. Oddziały Wojska Polskiego nie chciały jednak podejmować walki z oddalającymi się z miejsca akcji partyzantami, w trackie bezpośredniego kontaktu oddając sobie honory. Wkrótce do obozu wracali wyłapani uciekinierzy. W sumie ponad 200 osób.  Tu czekała ich rozprawa z wściekłym nadzorem obozowym, którzy postanowili odreagować swoją porażkę masakrując uciekinierów. Bito ich prętami, skakano po nich łamiąc im żebra i kończyny. Część została po tych aktach bestialstwa rozstrzelana i zakopana na obrzeżach pobliskiego lasu. Resztę wrzucono bez opatrzenia ran i pomocy medycznej do obozowych cel, gdzie leżeli tak przez trzy dni. Dopiero wtedy udzielono im pomocy.


Informacja o jednym w historii przypadku rozbiciu Specjalnego Obozu NKWD, dotarła na biurko Stalina, który nie ukrywał swojej wściekłości. Podjęto dochodzenie na skutek, którego odwołano komendanta Obozu. Pozytywnym efektem ataku było złagodzenie  reżimu obozowego. Zaniechano również planowanej wywózki kolejnego transportu w głąb ZSRR. W obawie przed kolejnym atakiem obóz rozwiązano na początku lipca 1945 r., wywożąc więźniów do Wronek, Łodzi i Rawicza. Podczas transportu do Rawicza pociąg wiozący więźniów został zaatakowany przez dwa oddziały podległe majorowi Marianowi Bernaciakowi ps. Orlik. Z pociągu udało się uwolnić około 120 więźniów. W 1995 roku w Rembertowie nieopodal miejsca obozu powstał pomnik upamiętniający zarówno więźniów obozu jak i  żołnierzy, którzy go rozbili. Mimo upływu 30 lat od upadku komunizmu żadna instytucja państwowa nie zajęła  się pracami ekshumacyjnymi na terenie tego obozu, pomimo wiedzy o zakopanych tam masowych grobach więźniów. Dopiero pod koniec ubiegłego roku prace poszukiwawcze rozpoczęło Stowarzyszenie „Wizna 1939”, które nie otrzymało jednak zgody na możliwość wykorzystania w poszukiwaniach ciężkiego sprzętu, co znacząco spowalnia tempo prac. Na odnalezienie i godny pochówek czeka kilkuset więźniów tego obozu.

 Arkadiusz Miksa