Solidarność Walcząca była najbardziej radykalną organizacją solidarnościowego podziemia powstałą w połowie 1982 roku we Wrocławiu. Powołał ją do życia Kornel Morawiecki, nieżyjący ojciec premiera Morawieckiego. Celem organizacji była walka o niepodległość Polski i innych narodów zniewolonych przez komunistów, likwidacje komunizmu, „Rzeczpospolita Solidarna” i solidaryzm społeczny (ustrój dostrzegający interesy jednostek i dbający o ich wspólną z interesami ogółu realizację). Solidarność Walcząca nie odżegnywała się od działań ocierających się o terroryzm.

 

„Głównym organem prasowym był ukazujący się od czerwca 1982 tygodnik <<Solidarność Walcząca>> [...] wydawany techniką sitodruku, w formacie A5, o objętości 4 str., i nakładzie 10 000 egz.”. Solidarność Walcząca wydawała też wiele innych pism, książki, plakaty i ulotki.

 

Solidarność Walcząc przeciwna była kontraktowi zawartemu przy okrągłym stole między komunistami a częścią opozycji wybranej przez komunistów (w tym i jak się okazało tajnymi współpracownikami komunistycznej bezpieki), wzywała do bojkotu wyborów 4 czerwca. W 1990 Solidarność Walcząca zakończyła swoją działalność.

 

Kornel Morawiecki rozpoczął swoją działalność w 1968 podczas strajków studenckich. Był członkiem NSZZ Solidarność, inicjatorem "Posłania do narodów Związku Radzieckiego i krajów Europy Wschodniej". W noc wprowadzenia stanu wojennego zszedł do podziemia i rozpoczął druk nielegalnej prasy. Po 6 latach konspiracji pod koniec 1987 został złapany przez SB, na wiosnę 1988 zmuszono go do emigracji do Włoch, po kilku miesiącach nielegalnie wrócił do PRL. W III RP był nauczycielem akademickim w Instytucie Matematyki Politechniki Wrocławskiej a pod koniec życia posłem z listy Kukiza (który głosił dość oryginalne poglądy).

 

W kilka dni po wyborach 4 czerwca 1989 ukazało się „Oświadczenie” Solidarności Walczącej. Organizacja pisała w nim, że „dziękujemy tym wszystkim, którzy posłuchali naszych wezwań i powstrzymali się od udziału w głosowaniu. Postawa nasza, wbrew sugestiom naszych solidarnościowych oponentów, nie utrudniła kandydatom Komitetu Obywatelskiego uzyskania zdecydowanej większości głosów. Wykazaliśmy natomiast, że liczącą się cześć społeczeństwa nie zadowala się częściową demokracją i nie zamierza nawet w pośredni sposób uwiarygadniać i wspierać rząd. Nasze podziękowanie kierujemy także do tych, którzy nie akceptując naszej postawy głosowali na kandydatów "Solidarności" lub niezależnych i skreślali wszystkich pozostałych — zwłaszcza z listy krajowej”.

 

W tym samym numerze „Solidarności Walczącej” opisywano rozmiar klęski niezależnych kandydatów. Według organizacji „w głosowaniu zdecydowaną porażkę ponieśli wszyscy kandydaci niezależni. Członkowie KPN zdobywali jedynie po kilka procent głosów. Przywódca Konfederacji znany działacz opozycyjny Leszek Moczulski uzyskał niecałej 10% głosów, co można uznać za jego wyborczą kieskę. W tych wyborach o sukcesie decydowało poparcie Komitetu Obywatelskiego i Lecha Wałęsy. Przekonał się o tym nawet prymas J. Glemp udzielone przez niego poparcie K. Świtoniowi i W. Sile Nowickiemu na niewiele się zdało. Obydwoje zdecydowanie przegrali z A . Michnikiem i J. Kuroniem”

 

„Solidarność Walcząca” definiowała też sytuacje po wyborczą, stwierdzając, że „wyniki wyborów do sejmu i senatu PRL stworzyły w Polsce nową sytuację polityczną. Zwycięstwo kandydatów Kom. Obyw. "S" jest znaczącym sukcesem L. Wałęsy i skupionych wokół niego działaczy. Zwycięstwo ta jest równocześnie sukcesem NSZZ „S” oraz społeczeństwa polskiego walczącego z determinacją o demokratyczny porządek w naszym kraju. Organizacja SW składa gratulacje L. Wałęsie i wszystkim posłom i senatorom z ramienia Kom. Obyw. "S"”.

 

Zdaniem Solidarności Walczącej „w wyborach- znacząca część społeczeństwa stanowczo odrzuciła władzę komunistyczną. Wybory z 4.06.br przez swój plebiscytowy charakter pozbawiły jednoznacznie komunistów prawa do rządzenia Polską. Fakt ten musi determinować działania i postawy polityczne wszystkich znaczących sił w naszym kraju oraz znaleźć odpowiedni wydźwięk na arenie międzynarodowej. SW wezwała do bojkotu wyborów do sejmu i senatu PRL, widząc poważne zagrożenie dla przyszłości Polski w umowie okrągłego stołu. Wynik wyborów umożliwia inicjatorom polityki ugody z władzami PRL zminimalizowanie tamto zagrożenia. Zwracamy uwagę, że w wyborach nie wzięło udziału ponad 37% uprawnionych do głosowania. Wobec ogromnej presji i ze strony Kościoła, Kom. Obyw."S" i wielu niezależnych autorytetów na uczestniczenie w wyborach jest to fakt o kapitalnym znaczeniu”.

 

W swoim stanowisku Solidarność Walcząca zaznaczyła, że „SW potwierdza swoje wcześniejsze stanowisko w sprawie prezydentury. SW wyrazi stanowczy sprzeciw w wypadku wysunięcia kandydatury W. Jaruzelskiego do tego stanowiska. Zwracamy przy tym uwagę posłów i senatorów z ramienia Kom. Obyw."S", że wyniki wyborów świadczą dobitnie o woli ich elektoratu pozbawienia komunistów władzy, a nie szukania z nimi consesusu. W tym właśnie świetle L. Wałęsa powinien poddać rewizji swoje dotychczasowe posunięcia. W tym również swoje pośrednie wezwanie do głosowania na kandydatów z listy krajowej”

 

Krytycznie o wyborach 4 czerwca wypowiadał się też Andrzej Gwiazda. Gwiazda jako dziecko był ofiarą sowieckich deportacji do Kazachstanu. Uczestniczył w protestach 1968 i 1970. Od 1977 działał w KOR. W 1978 był jednym z założycieli Wolnych Związków Zawodowych. Brał udział w strajkach 1980. Od 1980 do 1989 był członkiem NSZZ Solidarność. W stanie wojennym internowany i więziony przez parę lat. Przeciwnik okrągłego stołu. W III RP pracował jako elektronik. Dziś na emeryturze, członek kolegium IPN.

 

W wywiadzie dla Jerzego Jachowicza Andrzej Gwiazda uznał, że „wielkim nieszczęściem naszej opozycji jest to, że większość ważnych sporów politycznych sprowadza się do problemów personalnych. Kryzys, jaki związek przeżywa, jest może wywołany nie tyle postępowaniem niektórych przywódców, ile tym, że fałszywa propaganda, fałszywe tezy głoszone również przez działaczy opozycyjnych odebrały ludziom nadzieje na skuteczność walki i rozbiły Solidarność. A Solidarność trzeba budować nie od góry, a trzeba budować między kolegami w zakładzie”.

 

Według Andrzeja Gwiazdy wybory 4 czerwca „to wielki sukces polityczny komunistów – nawet jeżeli doznali ilościowej porażki. Uzyskali oni po raz pierwszy w historii komunizmu szansę, żeby stać się legalną władzą, zalegalizowaną przez społeczeństwo. Nie wiem, czy im się to uda. Sam fakt, że jednak czołowe nazwiska, grupa osób najpopularniejszych, wywierających niezwykle silny wpływ na sposób myślenia społeczeństwa, zaakceptowała bolszewicką zasadę wyborów, jest już ogromnym sukcesem. Bo przecież w tej ordynacji zmieniło się tylko tyle, że powstały dwa ośrodki desygnujące kandydatów, a bolszewicką zasadą wyborczą jest nie to, że jest jeden ośrodek, ale ze w ogóle kandydaci są wyznaczani. Zostaje z góry narzucona decyzja, kto spośród kandydatów będzie wybrany”.

 

Zdaniem Andrzeja Gwiazdy „jest rzeczą bezsporną, że należało wezwać do bojkotu, powiedzieć, że te wybory będą nie do przyjęcia. Również dlatego, że należało przeciwstawić się tej zmasowanej propagandzie, która wielu ludzi pozbawiła zdolności, możliwości wyborów. Ludzie muszą mieć kontr propozycje, ażeby mogli wybrać”.

 

W opinii Andrzeja Gwiazdy „Bogdan Borusewicz, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Jan Lityński, Henryk Wujec. Cała ta grupa niespodziewanie czy spodziewanie (bo był to długi proces ewolucji i u różnych osób z tego kręgu odbywał się w różnym czasie) przeżyła – jak to Miłosz nazywa – wielki przełom. Dokładnie zaprzeczyła temu, tym ideom, tezom, koncepcjom, które postawiła w 76 roku. Dokonała zwrotu przeciw samej sobie”.

 

Andrzej Gwiazda uważał, że „są dowody ze <<okrągły stół>> by spektaklem. Przynajmniej zasadnicze ustalenia zapadały znacznie wcześniej niż posadzono porządnych ludzi przy <<okrągłym stole>>”.

 

Jan Bodakowski