Ks. Misiak napisał na Facebooku: "Od 8 lat prosiłem Ojca Świętego o możliwość bycia księdzem i założenia rodziny, z powodu rozeznanego na 2 tygodniowych rekolekcjach ignacjańskich, powołania do małżeństwa i ewangelizacji. W zeszłym roku ksiądz abp Grzegorz [Ryś - przyp. M. K.] próbował rozwiązać mój wewnętrzny konflikt i zaproponował mi odejście z kapłaństwa lub parafię w Konstantynowie Łódzkim. Wybrałem parafię. Po trzech miesiącach, na prośbę mojego proboszcza, zostałem odwołany z przyczyn „niewłaściwego wypełniania posługi wikariusza”. To był dla mnie znak od Boga, że On ma inne miejsce i inną służbę dla mnie. Wyjechałem na misję do Afryki, by przez pomaganie siostrom i braciom z Trzeciego Świata odnowić swoje powołanie do miłości Boga i ludzi i odnaleźć prawdę o sobie samym. Ksiądz arcybiskup dyspensował mnie od brewiarza, sutannę zostawiłem w polskiej szafie i zacząłem życie karmiąc się Słowem Bożym i łaską płynąca z osobistej relacji z moim Panem Jezusem Chrystusem".

Ks.Misiak był związany z łódzkim ruchem charyzmatycznym, który prawdopodobnie najmocniej rozwinął się właśnie w tym mieście jeśli chodzi o Polskę. W swojej książce "Rewolucja charyzmatyczna" napisałem, że ruch ten ma swoje korzenie właśnie u zielonoświątkowców. Ks. Misiak uzasadniając swoją decyzję, podkreślał, że czuł się ograniczony sakramentami, a teraz w końcu czuje się dobrze dzięki poddawaniu się prowadzeniu Ducha Świętego, które odczuwa na indywidualnej lekturze Biblii. Jest to typowy indywidualizm protestancki, którym ksiądz Misiak od dawna, świadomie lub nie, żył w ruchu charyzmatycznym.

W swojej książce zwróciłem uwagę, że podobnych zjawisk, to znaczy przechodzenia księży katolickich, którzy byli liderami charyzmatycznymi, do zielonoświątkowców i całych wspólnot Odnowy w Duchu Świętym (wzorujących się na nich), było w Polsce więcej.

Zauważyłem w swojej publikacji: "Zjawisko odejść całych grup z Kościoła dotyczy jedynie ruchu odnowy charyzmatycznej i występuje w całej Polsce: od Wrocławia przez Warszawę, Kraków, Kielce, Kalisz, Nowy Sącz i wiele innych miejscowości po Szczecin i Gdynię. W Kaliszu chociażby lider grupy zabrał ze sobą aż około 500 osób. Powstał wówczas „wolny kościół”, czyli zwyczajna sekta. Czasami jednak mają miejsca odejścia do zielonoświątkowców, jak w przypadku Kamiennej Góry czy Nowego Sącza. W diecezji legnickiej nawet dwóch księży przeszło do zielonoświątkowców w latach 90. W sumie liczba osób, które odeszły tą drogą od Kościoła, sięga tysięcy, chociaż sam ruch charyzmatyczny nie jest w Polsce aż tak liczny".

Niestety kapłanom, proboszczom i biskupom wciąż często się wydaje, że jeśli do protestanckich treści dodadzą sakramenty, różaniec, kult Matki Bożej i posłuszeństwo papieżowi to stworzą katolickie wspólnoty. Tymczasem tam gdzie rdzeń jest zatruty, wiara katolicka się protestantyzuje, szybko dochodzi do myślenia: "po co mi sakramenty, po co mi Kościół, skoro Duch prowadzi mnie na indywidualnej modlitwie?".

Powstaje pytanie ile jeszcze wiernych i kapłanów musi Kościół utracić, aby hierarchowie zrozumieli, że Kościół nie potrzebuje czerpać od protestantów, bo ma pełnię środków do zbawienia?