Kiedy ranne wstają zorze

Tobie ziemia, Tobie morze

Tobie śpiewa żywioł wszelki

Bądź pochwalon Boże wielki.

Równie piękne i popularne „Wszystkie nasze dzienne sprawy” i „Zróbcie mu miejsce, Pan idzie z nieba oraz kolędy: „Bóg się rodzi, moc truchleje” i „Bracia patrzcie jeno jak niebo goreje” – były dziełem jednego człowieka. Franciszka Karpińskiego. Postać tego poety doby Oświecenia znana jest dziś nielicznym. Nie kojarzymy sobie lub dzieje się to rzadko jego nazwiska z tymi właśnie utworami. A był to w swej epoce człowiek niewątpliwie wybitny.

Wywodził się z rodu niebogatej szlachty herbu Korab. Ojciec Andrzej zarządzał dobrami książąt Potockich w Hołoskowie; tu 4 października 1741 roku poeta przyszedł na świat. Po nauce wstępnej trafił do renomowanego gimnazjum księży jezuitów w Stanisławowie. Wysoki poziom serwowanej tu wiedzy pozwolił mu na dalszą naukę na uniwersytecie lwowskim, owocującą tytułem doktora filozofii i nauk wyzwolonych. Dopełnił wykształcenia we Wiedniu, gdzie miał możność słuchania wykładów ówczesnych znamienitych przyrodników oraz uczenia się języków obcych. Wszystko to złożyło się na doskonałe wykształcenie. Spożytkował je, zostając nauczycielem młodych arystokratów, co dawało mu stałe źródło utrzymania.

Życiowym przełomem stał się wydany w dość późnym wieku 40 lat tomik „Zabawki wierszem”. Przesłany księciu Czartoryskiemu i biskupowi Naruszewiczowi zwrócił ich uwagę, co poskutkowało zaproponowaniem mu przez księcia intratnego stanowiska sekretarza. Wkrótce został przedstawiony królowi St. Augustowi, który powierzył poecie pieczę nad Biblioteką Czartoryskich. Było to dobre posunięcie. Karpiński wywiązał się ze swej funkcji doskonale, porządkując i katalogując biblioteczne zbiory. Równolegle tworzył kolejne utwory, zyskując sporą popularność w kręgach stołecznych. Był zapraszany na sławne obiady czwartkowe u króla Stasia, gromadzące ówczesną elitę intelektualną i artystyczną.  

Nad wszystkim jednak górowała potrzeba tworzenia. Ukazywały się kolejne tomy wierszy, wśród nich tak znane jak sielanka „Laura i Filon” i utwory o wymowie patriotycznej ( „Żale Sarmaty nad grobem Zygmunta Augusta”) a także dzieła sceniczne ( tragedia „Bolesław III”, komedia „Czynsz”).

Środowisko warszawskie nie było wszakże tym, w którym poeta czułby się dobrze. Postanowił więc wrócić w rodzinne strony, gdzie kontynuował pracę nauczyciela młodych arystokratów. Wreszcie Marcin Badenii, szambelan króla oddał mu w dzierżawę królewszczyznę – wieś Suchodolinę, zaś w 1791 r. na aż 50 lat wieś Kraśnik w pow. prużańskim. Przez dugi czas przybywał też na białostockim dworze Branickich; okres ten poświęcił m.in. tworzeniu wspomnianych pieśni religijnych. Wydano je po raz pierwszy w 1792 r. - w klasztorze oo. Bazylianów w Supraślu. W roku 1818 osiadł na swoim, kupiwszy od sędziego granicznego Wincentego Orzechowskiego wieś Chorowszczyznę. Spędził tutaj resztę życia. Tu także zmarł 16 września 1825 r. w sędziwym wieku 84 lat.

Dodajmy, iż muzykę do pieśni „Kiedy ranne wstają zorze” skomponował Karol Kurpiński ( 1785 -1857 ) wybitny kompozytor, twórca wielu polonezów i utworów patriotycznych, na czele ze słynną „Warszawianką” ( Oto dziś dzień krwi i chwały. Oby dniem wskrzeszenia był. Ponad Polską orzeł biały…), która była jedną z ośmiu pieśni stworzonych w okresie Powstania Listopadowego. Ten syn organisty, od najmłodszych lat obdarzony wielkim talentem, już jako 12-latek został organistą w Sarnowie, probostwie swojego wuja ks. Karola Wańskiego. Mając zaledwie 25 lat objął stanowisko II dyrygenta orkiestry Teatru Narodowego. Zauroczony polskim folklorem tworzył nie tylko oparte na nim pieśni i operę „Krakowiacy i Górale”, która weszła na stałe do kanonu ważnych narodowych dzieł operowych.

Zbieżność nazwisk Karpińskiego i Kurpińskiego często prowadziła do pomyłek; utwory jednego przypisywano drugiemu. Warto wszakże pamiętać, że tym właśnie wybitnym twórcom  zawdzięczamy naszą piękną kościelną „ Pieśń Poranną”.  Obaj nadal w tej pieśni żyją.           

Zuzanna Śliwa