Wszędzie króluje lenistwo, niekompetencja, bałagan. Brak rozliczeń z własnościowymi gruntami mieszkaniowymi, tak samo jak naliczanie podatku od nieruchomości. Kuriozalne próby naliczenia nowych opłat śmieciowych, raz licząc od powierzchni mieszkania, raz uzależniając opłatę od zużycia wody. Bezradność wobec awarii ściekowej. Gdyby nie pomoc rządu, ścieki jeszcze długo zanieczyszczałaby Wisłę.  Teraz okazało się, że są nadal spuszczane awaryjnie do rzeki. W okresie pandemii brak decyzji, pozwalających wprowadzić pomoc kryzysową – nie zwolnienie z czynszów handlowców, nie zwolnienie z płatnego parkowania. A teraz rozszerzenie jeszcze terenu podlegającemu opłatom za parkowanie. Można by jeszcze długo wyliczać, ale nie antyrządy w Warszawie są tematem tego tekstu. Teraz chodzi o coś bardziej poważnego, o rządzenie krajem, o politykę zagraniczną.

Trafnie ujął to Stanisław Janecki: „28 czerwca będziemy wybierać między powagą państwa, polityków, polityki, a traktowaniem wszystkiego instrumentalnie, sytuacyjnie. Poważna polityka nie oznacza siermiężności, czy braku uśmiechu, lecz przede wszystkim odpowiedzialność. Poważny polityk jest zawsze odpowiedzialny, niepoważny albo unika odpowiedzialności, albo przerzuca ją na innych. Wiadomo czego się spodziewać po poważnym polityku, niepoważny zaś  z wszystkiego robi teatr – byleby spektakl był atrakcyjny”. Czy chcemy mieć prezydenta, dla którego wszystko jest płynne, dziś mówi tak, aby jutro o tym zapomnieć. Czy chcemy mieć prezydenta, którego decyzje są tematem do kpin, tak jak relaks na pl. Bankowym. Czy chcemy mieć prezydenta, który naszą tożsamość narodową rozmywać będzie w Unii Europejskiej, poszerzając tak uprawienia Komisji Europejskiej i Trybunału Sprawiedliwości na wszystkie niemal polskie sprawy, aby decyzje w naszych sprawach zapadały nie tutaj, ale w Brukseli. Czy chcemy mieć prezydenta, który odcina się od naszych korzeni chrześcijańskiej kultury i tradycji, zastępując ją tęczowymi barwami. Czy chcemy mieć prezydenta, który odżegnuje się od pojęcia naród, zastępując go społeczeństwem. Dla którego pojęcie naród kojarzy się z rasizmem, ksenofobią, nacjonalizmem. Dla którego pojęcia wolność, równość, solidarność to hasła mylnie pojmowane, zależnie od sytuacji.

Ale w tym wszystkim dochodzimy do fundamentalnej kwestii. Wybierając Rafała Trzaskowskiego, narażamy Polskę na paraliż państwa.  Chyba każdy wie, że jego prezydentura daleka będzie od współrządzenia z rządem, parlamentem. On ma zupełnie inne zadanie. Ma być narzędziem do „przetrącenia kręgosłupa PiS” i to jest jego główny cel. Warto wrócić do nieodległej historii, bo do roku 2001. Wtedy to Aleksander Kwaśniewski używał swoich prezydenckich uprawnień do „przetrącania kręgosłupa” prawicowemu rządowi AWS. To poprzez weto ustawodawcze dobił rząd Jerzego Buzka . Zawetował prawa reprywatyzacyjne, liberalną reformę podatkową, nowoczesny system powszechnej obrony cywilnej, reformę zarządzania administracją. Wyborcy byli zachwyceni jego antyrządową działalnością, a jego działania przyczyniły się do wspaniałego zwycięstwa SLD w jesiennych wyborach roku 2001.

Przy obecnym układzie sił w parlamencie PiS nie ma możliwości odrzucić weta prezydenckiego, bo do tego potrzeba antyprezydenckiej większości 3/5. Paraliż państwa można by jedynie zlikwidować, usuwając PiS od władzy. Oznaczałoby to olbrzymią falę kryzysu politycznego.  Przedsmak takiej sytuacji mieliśmy już teraz, gdy Senat blokował termin wyborów prezydenckich, co spowodowało zamieszanie, chaos polityczny. Dla sprawnie działającego państwa najważniejsza jest możliwość efektywnego rządzenia, co w wypadku prezydentury Trzaskowskiego było by niemożliwe.  W proch rozsypało by się wszystko, co do tej pory osiągnęliśmy. Realny stał by się jedynie „tęczowy pałac” pełen nowinek obyczajowych, polityki gender i ekspansji grup LGBT, walki z religią katolicką, piętnowanie duchownych katolickich. Warszawa stałaby się światowym centrum parad równości.

W rzeczywistości tak głoszona jako niezależna prezydentura Trzaskowskiego byłaby sterowana przez Donalda Tuska, który jest jego mentorem. A jedyny cel Tuska, to zniszczenie Jarosława Kaczyńskiego i tylko to się dla niego liczy.

Trzeba także pamiętać, że Rafał Trzaskowski wpędzi nas znów ponownie w ramiona Niemiec. Świadczą o tym jego słowa o zaprzestaniu budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, bo podobny będzie w Berlinie. Politykę jego będzie cechowała uległość wobec naszych sąsiadów. Aby się nie wychylać i nie narażać Moskwie, trzeba zaprzestać przekopu Mierzei Wiślanej. Uśmiechem w stronę wschodniego sąsiada jest polityka nazewnictwa ulic w Warszawie i przywracanie starych komunistycznych nazw. Trzaskowski to inżynier antypolskiej operacji zakończonej rezolucją Parlamentu Europejskiego oskarżającej rząd polski o łamanie praworządności.

Polityka Trzaskowskiego byłaby oderwana od sojuszu atlantyckiego z USA od idei Trójmorza, a ustawiłaby ponownie Polkę na peryferii Niemiec, oddając ją pod niemiecki protektorat.

28 czerwca będziemy wybierać między Polską silną, wzmocnioną sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi, nowoczesną w budowaniu gospodarki, wrażliwą na najsłabszych, idącą drogą reform, które doprowadzą nas do lepszego jutra, chrześcijańską, dumną ze swych korzeni i wierną określonym wartościom, a Polską dryfującą na obrzeżach UE, liderem tęczowej rewolucji, powrotu do starych praktyk sprzed ośmiu lat, Polskę rozkradaną przez złodziei, pozbawioną praworządności i powrotu do dawnych wpływów komunistycznych.

Wrzucając kartę do urny zastanówmy się, jakiej chcemy Polski, czy chcemy podeptać cały pięcioletni dorobek w imię jakiejś iluzorycznej świeżości, przykrytej starym zjełczałym pudrem.

Iwona Galińska