Rzecznik głównego inspektora sanitarnego Jan Bondar został zapytany w Programie Pierwszym Polskiego Radia m.in. o to, co należy zrobić, gdy klient, sprzedawca w sklepie lub obsługa w lokalu gastronomicznym, nie ma maseczek. - Sprzedawca ma prawo odmówić obsługi klienta bez maski. Chodzi o bezpieczeństwo pracowników supermarketu, którzy z racji wykonywanej pracy mają kontakt z ogromną liczbą osób – odpowiedział Bondar. Wskazał, że prawo nakazuje w takiej sytuacji noszenie maseczki. Dodał także, że policja i straż miejska mogą egzekwować wykonanie prawa.

Rzecznik GIS pytany, czy w związku z tym będzie więcej kontroli, odpowiedział, że już teraz jest ich więcej, zwłaszcza w kurortach i w miejscowościach turystycznych. Pytany był też, czy możliwy jest powrót do obowiązku noszenia maseczek na ulicach. Odpowiedział, że "tam, gdzie nie ma kontaktu z innymi ludźmi i tam, gdzie można utrzymać dystans społeczny, jeśli się nie wydarzy jakiś kataklizm, to raczej nie przewidujemy takiego rozwiązania". Jednocześnie rzecznik GIS zaznaczył, że nie da się wykluczyć jesienią, kiedy sytuacja może się pogorszyć, powrotu różnych innych obostrzeń, które są teraz stopniowo znoszone.

Co ciekawe według badań z początków lipca dla portalu money.pl niemal 85 proc. Polaków uważa, że powinniśmy być zobowiązani do noszenia maseczek w zamkniętych pomieszczeniach, na przykład sklepach - wynika z badania UCE Research i Syno Poland dla money.pl. Przeciwnego zdania jest 14 proc. osób, z których "zdecydowane nie" maseczkom mówi zaledwie 5,8 proc. Polacy akceptują także kary za niestosowanie się do nakazu noszenia maseczek. Tego chce 67,6 proc. respondentów. "Nie" mówi nieco ponad 28 proc. Reszta przyznaje, że nie ma zdania na ten temat.

Mniej zgodni jesteśmy, jeśli chodzi o wysokość takich mandatów. Najwięcej ankietowanych chciałoby, by mandaty nie były zbyt wygórowane i mieściły się w przedziale 50-100 zł. Tego chce 24,5 proc. 23,6 proc. respondentów dopuszcza nieco wyższe kary - w przedziale 100 - 200 zł. Tylko 8,4 proc. Polaków godzi się, by kary przekraczały 500 zł.

A to właśnie mandaty mają być batem na nieprzestrzegających obowiązku noszenia maseczek. Od czerwca do kontroli w krakowskich autobusach MPK ruszyli inspektorzy wraz z policjantami. W ciągu pierwszych trzech dni doszło do 120 interwencji spowodowanych brakiem zakrycia ust i nosa. Jak przyznają kontrolerzy, praktycznie w każdym pojeździe znalazł się ktoś, kto nie zakrywał ust i nosa. Na razie kończy się na upomnieniach. Póki co, interwencje kończą się upomnieniami jednak to może się szybko zmienić. - Tak naprawdę to jest decyzja policjantów, którzy są na miejscu i to oni decydują o tym, w jaki sposób będą wyciągać konsekwencje. Wcale nie jest powiedziane, że dzisiaj bądź jutro tych mandatów nie będzie. To jest decyzja funkcjonariuszy i oni decydują tym, jak zakończyć daną interwencję - mówił Piotr Szpiech z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.

Kontrole obejmują także między innymi w galerie handlowe. Policjanci zwracają baczną uwagę czy osoby przebywające w placówkach handlowych, usługowych lub na targach stosują się do obostrzeń związanych z zakrywaniem ust i nosa. Ponadto funkcjonariusze  mają przypominać właścicielom obiektów handlowych, że również oni bądź inni członkowie personelu, powinni zwracać uwagę klientom nieprzestrzegającym przepisów.

Zgodnie z przepisami usta i nos należy zakrywać w miejscach, gdzie nie jest możliwe zachowanie dwóch metrów odległości od innych osób. Poza środkami komunikacji miejskiej takimi jak autobusy, tramwaje, pociągi czy metro maseczki należy nosić także obowiązkowo w samochodzie osobowym, jeśli jedziesz z kimś, z kim nie mieszkasz na co dzień, w sklepie, banku, na targu i na poczcie, w kinie i teatrze, u lekarza, w przychodni, w szpitalu, salonie masażu i tatuażu, w kościele, w szkole, na uczelni, w urzędzie (jeśli idziesz załatwić jakąś sprawę do urzędu) i innych budynkach użyteczności publicznej.

DZ

Źródło: PAP, money.pl