W Poznaniu Himmler wyznaczył SS-Gruppenfuhrera Heinza Reinefartha tamtejszego dowódcę SS i policji na szefa specjalnej grupy policyjnej do operacji wolskiej. Z Ełku ściągnięto kryminalistów pułku specjalnego Oskara Dirlewangera znanego z  mordów partyzantów i cywilów na  Białorusi. Z Częstochowy przybyła brygada rosyjskich i ukraińskich kolaborantów RONA pod wodzą SS-Brigadefuhera Bronisława Kamińskiego.  Na szefa całości sił policyjnych w Warszawie Hitler wybrał weterana walk na Białorusi Ericha von dem Bacha. Te siły miały rozkaz przebić się  przez bardzo ważną dla Niemców arterię komunikacyjną na trasie Wolska- Chłodna-Elektoralna-Senatorska- most Kierberdzia.

Akcja rozpoczęła się 5 sierpnia o7 rano czterema grupami szturmowymi:  środkowa pod dowództwem Dirlewangera szła wzdłuż ul. Wolskiej do Hali Mirowskiej i Ogrodu Saskiego. Grupa północna zajmowała ul. Górczewską i Leszno. Grupa południowa brygada RONA nacierała ul Grójecką na Ochocie. Grupa wschodnia działała na południe od ul Leszno. Atakujący dostali rozkaz, że mają za sobą zostawić spaloną ziemię.

Ludzie Dirlewangera zastosowali znaną z Białorusi taktykę formowania „żywych tarcz” z cywilów. Pędzili ich przed swoim frontem. Franz H. zeznał w 1963r.: „Prowadziliśmy ich do sklepów, których witryny były rozbite, i tam rozstrzeliwaliśmy. Prowadziliśmy ich do bram kamienic i rozstrzeliwaliśmy. Prowadziliśmy ich na podwórza i rozstrzeliwaliśmy”.

Niemcy mieli wsparcie lotnictwa, artylerii i czołgów, w szyku rozciągniętym na kilometr. Oprawcy wyrzucali mieszkańców z ich domów. Rabowano i mordowano. Kobiety i dziewczynki były gwałcone. W ten sposób zabito mieszkańców w tzw. domach Hankiewicza przy Wolskiej 105/109 oraz w kolonii Wawelberga przy Górczewskiej 15.Rozgrywały się dantejskie sceny. Do piwnic wrzucano granaty. Rannych zakuwano bagnetami lub zakopywano żywcem, niemowlętom miażdżono głowy, dzieci z matkami wrzucano do palących się domów.

W następnych godzinach zaczęto działać bardziej precyzyjnie.  Wyznaczono miejsca egzekucji. Były nimi duże budynki i place fabryczne, parki, cmentarze, dziedzińce. To tam spędzano olbrzymie tlumy ludzi i strzałem w tył głowy odbierano życie. Zwały trupów miały nawet po kilkadziesiąt metrów długości, a rynsztokami płynęła krew.

W rejonie ul. Górczewskiej i Moczydła zamordowano od 4,5 tys. do 10 tys. ludzi. Na dziedzińcu fabryki Ursus przy Wolskiej 55 zamordowano 6-7,5 tys.. Na terenie fabryki Franaszka przy Wolskiej 41/45 i Szpitala Zakaźnego św. Stanisława zamordowano 4-6tys.. Na terenie zajezdni tramwajowej przy Młynarskiej wymordowano ok. 1 tys. osób. W parku Sowińskiego zamordowano ok.1,5tys. mężczyzn, kobiet i dzieci. Mordowano na dziedzińcu cerkwi św. Jana Klimaka, w kościele św. Wawrzyńca. 5 sierpnia wymordowano 360 osób ze Szpitala Wolskiego. Dzięki mężowi jednej z pacjentek, który miał znajomości w gestapo udało się ocalić niewielką liczbę pacjentów, którzy nie mogli ruszać się samodzielnie. Szpital u zbiegu Leszno i Karolkowej św. Łazarza podpalono. Pacjenci spłonęli tam żywcem, albo byli dobijani bagnetami.

Nad wieczorem tego dnia dotarł z Sopotu do Warszawy Erich von dem Bach. Wprowadził on nakaz zabijania tylko mężczyzn, a oszczędzania kobiet i dzieci. Właśnie one miały trafić do przejściowego obozu w Pruszkowie, a stamtąd na roboty do Niemiec.

6 sierpnia jeszcze z rąk oddziałów Reinefartha ginęli cywile wzdłuż ulic Chłodnej, Leszno, Towarowej i Żelaznej. Zginęło 10 tys. ludzi. W fabryce Kirchmajera i Marczewskiego w tym dniu wymordowano ok. 2 tys. mieszkańców Woli i blisko 30 zakonników z zakonu Redemptorystów z klasztoru przy ul. Karolkowej. W Szpitalu Karola i Marii przy ul. Leszno 136 zamordowano 100-200 chorych i rannych, a szpital spalono. Ofiarami mordów padło tam 20 dzieci.

7 sierpnia Niemcy przedostali się z Woli na plac Bankowy. Do 11 sierpnia trwała natomiast bitwa o wolskie cmentarze. Dalej masowo mordowano cywili. 7 sierpnia pod ścianą Hali Mirowskiej zamordowano 700 osób.

12 sierpnia von dem Bach wydał zakaz zabijania mężczyzn cywilów. W mocy rozkazu nadal mordowano powstańców.  Zakaz ten był spowodowany brakiem siły roboczej.

Niemcy liczyli, że okrutne mordy spowodują załamanie powstania. Tak się nie stało. Powstańcy walczyli nadal z jeszcze większą determinacją.

Ile dokładnie zginęło ludzi podczas rzezi wolskiej, nie wiadomo. Przyczyniła się do tego zbyt mała liczba ocalałych świadków i masowe palenie zwłok. Mówi się, że zginęło wówczas prawie 40 tys. osób.

Po wojnie Heinz Reinefarth żył spokojnie w swojej ojczyźnie jako szanowany obywatel. Był burmistrzem miasta  Westerland na półwyspie  Sylt i czołowym działaczem politycznym Szlezwiku-Holsztynu. Chwalił się wymordowaniem 250 tys. Polaków. Został Kawalerem Krzyża Rycerskiego z Liśćmi Dębu. Dirlewanger także otrzymał Krzyż Rycerski, zginął w zachodnich Niemczech w 1945r.

Iwona Galińska