Sprawa rozpoczęła się kiedy w kwietniu policja chciała ukarać mężczyznę, który jechał na rowerze i nie zasłonił ust oraz nosa. Ten jednak mandatu nie przyjął i otrzymał wezwanie na komisariat. O dziwo tam dowiedział się, że usłyszy zarzut złamania zakazu przemieszczania się. Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Kościanie. Sędzia odmówiła jednak wszczęcia postępowania, powołując się - jak pisze dziennik - na wolność poruszania z art. 52 konstytucji, a w kwestii maseczek – na wyrażoną w art. 31 zasadę proporcjonalności ograniczania praw i swobód. Jak można przeczytać w Rzeczpospolitej "Rozporządzenie nie może być podstawą ograniczenia tej wolności, należy to uczynić ustawowo – stwierdził sąd, art. 54 kodeksu wykroczeń, uznając w tym wypadku za blankietową normę".

Okazuje się, że mandaty za brak maseczek to nie tylko sposób na zdyscyplinowanie społeczeństwa i dbanie o bezpieczeństwo, ale niemałe źródło dochodu na państwa. Rzecznik Komendanta Głównego Policji inspektor Mariusz Ciarka poinformował ostatnio o statystykach dotyczących mandatów wystawionych za brak maseczek. Do tej pory policja wystawiła prawie 14 tysięcy mandatów za nie zakrywanie ust i nosa. Biorąc pod uwagę, że wysokość mandatu to 500 złotych, to łączna suma wystawionych kar wyniosła prawie 7 mln zł.

Mandaty wystawiane przez mundurowych to nie jedyny sposób na karanie osób niestosujących się do wymogów jakie nałożyli na obywateli rządzący. Zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, osobom które nie przestrzegają obostrzeń i przepisów, (np. właścicielom sklepów) inspektor sanitarny może wymierzyć karę od 5 do 30 tys. zł. To jednak liczba nałożonych mandatów i suma jaka z tego tytułu wpłynęła do Skarbu Państwa jest szokująca. Statystyki ujawnili sami policjanci. - Sprawdzając obowiązek zakrywania ust i nosa pouczyliśmy już prawie 55 tys. osób, prawie 14 tys. ukaraliśmy mandatem karnym, w prawie 6 tys. przypadków skierowaliśmy wnioski o ukaranie do sądu - przekazał rzecznik Komendy Głównej Policji insp. Mariusz Ciarka. Rzecznik KGP podkreślił, że od momentu wprowadzenia stanu epidemii tylko w związku ze zwalczaniem koronawirusa policjanci wykonali prawie 2,7 miliona służb patrolowych, niezależnych od sprawdzenia osób będących na kwarantannie. - Codziennie nadal angażujemy do działań prewencyjnych, aby zapewnić bezpieczeństwo, porządek publiczny i powstrzymać zarażenia między osobami, ok. 17-20 tys. funkcjonariuszy - powiedział. Policjant poinformował również, że od początku działań związanych ze zwalczaniem epidemii w Polsce policjanci ponad 11,6 milionów razy sprawdzali osoby skierowane na kwarantannę.

Co ciekawe pod koniec lipca rzecznik głównego inspektora sanitarnego Jan Bondar został zapytany w Programie Pierwszym Polskiego Radia m.in. o to, co należy zrobić, gdy klient, sprzedawca w sklepie lub obsługa w lokalu gastronomicznym, nie ma maseczek. - Sprzedawca ma prawo odmówić obsługi klienta bez maski. Chodzi o bezpieczeństwo pracowników supermarketu, którzy z racji wykonywanej pracy mają kontakt z ogromną liczbą osób – odpowiedział Bondar. Wskazał, że prawo nakazuje w takiej sytuacji noszenie maseczki. Dodał także, że policja i straż miejska mogą egzekwować wykonanie prawa.

Wygląda zatem na to, że decyzje rządzących i wypowiedzi strategicznych w dobie koronawirusa instytucji mijają się z zapisami konstytucji. Trudno jednak wyobrazić sobie, że państwo zwraca wszystkim ukaranym równowartość zapłaconych przez nich mandatów. Kolejną kwestią jest też to, że skoro mamy wyrok sądu w tej sprawie, może zagadnieniem tym powinien zająć się trybunał? Lub po prostu rządzący poprawili by swoje błędy legislacyjne? Oba rozwiązania wydają się dobre jednak oznaczałyby przyznanie się do błędu, a tego żadna władza nie lubi.

DZ

Źródło: Rzeczpospolita