W artykule nie poruszę tu kwestii podobnej, ale szerszej, czyli negatywnych przemian ideowych środowisk patriotycznych, które w ostaniach latach wyrzekły się pryncypiów, by cieszyć się z bycia w obozie władzy. Nie będę się zajmował, analizując prawicę, PiS-em z racji na to, że jest to partia lewicy patriotycznej (odmiennej od lewicy antypatriotycznej, czyli antyPiSu). Dodam tylko, że by wygrywać wybory w Polsce PiS musiał zostać partią lewicową, bo stojąc na gruncie pryncypialnej prawicowości, byłby w wiecznej opozycji pozaparlamentarnej.

 

W ostatniej dekadzie XX wieku (w latach 90) ideową prawicę można było odnaleźć w Unii Polityki Realnej. Była to partia, którą dziś by nazwano wolnościowcami. Wśród jej polityków był Janusz Korwin-Mikke, Stanisław Michalkiewicz, Rafał Ziemkiewicz, a nawet prezes fundacji Pro Mariusz Dzierżawski.

 

Ogromną zaletą UPR, szczególnie na tle Korwina, było grono sympatyków i aktywistów tej organizacji. Byli oni bardzo zakorzenieni w katolicyzmie i polskości, co pozwalało im na posiadanie wspólnej tożsamości kulturowej i wspólnego kodu kulturowego. Wszyscy doskonale wiedzieli nie tylko o tym, że podatki powinny być niskie, a socjalizm jest szkodliwy, ale również o tym, że katolicka nauka społeczna jest antysocjalistyczna (o czym świadczą encykliki Leona XIII i kolejnych papieży), wartością jest tradycyjny katolicyzm (niszczony przez patologie posoborowe) oraz cywilizacja łacińska (której wyższość doskonale opisał Feliks Koneczny). Swoją tożsamość sympatycy UPR kształtowali, czytając wiele książek.

 

Z perspektywy kilku dekad, jakie minęły od tego czasu, jestem zasmucony ewolucją, jaką przeszły środowiska wolnościowe wykorzeniając się z katolicyzmu i polskości. W ostaniach latach rozmowy z działaczami najnowszych partii Janusza Korwin-Mikke uświadomiły mi, że mam do czynienia z młodymi sympatycznymi ludźmi absolutnie wykorzenionymi z katolickiej i polskiej tożsamości, odmiennie od sympatyków UPR. Nie było to jakieś świadome odrzucenie przez tych ludzi tej tożsamości, bardziej to, że nie byli oni nawet świadomi tego, że są wykorzenieni.

 

W ostaniach miesiącach ciekawy opinii sympatyków Konfederacji czy Korwina wrzucałem linki do swoich często katolickich tekstów (które nie wzbudzałyby kontrowersji w czasach UPR) na facebookowe grupy dyskusyjne tej partii i tego polityka. Z największych grup szybko mnie wywalano, gdyż moje teksty okazały się zbyt katolickie. Na kilku jednak pozostałem. Lektura komentarzy pod moimi tekstami była dla mnie, weterana (w szeregach sympatyków UPR) walki z socjalizmem szokiem kulturowym. Większość komentujących moje teksty wyrażała swoją ogromną nienawiść do katolicyzmu, wynikającą z ogromnej niewiedzy na temat nauczania i historii Kościoła katolickiego.

 

Czy można się temu dziwić? Moim zdaniem nie. Na podstawie trwającej 30 lat obserwacji uczestniczącej środowiska wolnościowców, muszę stwierdzić, że ciężko pracowano by ideową prawicę wolnorynkową wykorzenić z katolicyzmu i polskości.

 

Od dekad apelowałem do wydawców książek wolnorynkowych by zamiast lub tylko wydawać, różnych Żydów i Żydówki głoszące utopijne i szkodliwe teorie kompromitujące idee wolnościowe (pisałem o tych toksycznych ideach w swoich artykułach o twórczości Murraya Rothbarda i Ava Rand), które tylko odstraszały od wolnego rynku, wydawali prace ukazujące zgodność wolnego rynku z polskim interesem narodowym (np. Romana Rybarskiego) czy katolicyzmem (encykliki Leona XIII). Wydawcy pozostawali konsekwentnie głupi na moje apele.

 

W czasie jednej z takich rozmów znany wydawca wolnościowych pozycji patrzył na mnie jak na idiotę, jakby nie kojarzył, niby po co idee wolnorynkowe należy zakorzenić w wierze i narodzie. Uznałem, że koleś jest wykorzeniony i nie jest w stanie zajarzyć, jak ważne jest zakorzenienie idei w rzeczywistości narodowej i katolickiej. Po latach okazało się, że ów wydawca był w PRL przez lata publicystą prasy PAX (więc musiał kumać, o co mi chodzi z tym narodem i katolicyzmem) i tak przypadkiem tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.

 

Z perspektywy tych doświadczeń mam niemiłe wrażenie, że przez ostanie kilka dekad ciężko pracowano nad tym, by ideową prawicę w Polsce wykorzenić z jej tożsamości narodowej i katolickiej (co się ostatecznie udało). Specjalnie wydawano w środowiskach wolnościowych prace, które wykorzeniały z narodu i wiary, a nie te, które by wskazywały na organiczny związek wolności i rynku z wiarą i narodem.

 

Te destruktywna działalność intelektualna w środowiskach wolnościowych, która dziś doprowadziła do antykatolickich postaw zbyt wielu wolnościowców, kompatybilna była masońską z ducha działalnością wewnątrz Kościoła. Tak jak encykliki Leona XIII czy prace Romana Rybarskiego nie były propagowane w środowiskach wolnościowych, które dzięki temu uwierzyły w protestanckie i żydowskie kłamstwa o tym, że Kościół katolicki promuje socjalizm, tak w i w księgarniach katolickich czy w ofercie wydawców katolickich nie było antysocjalistycznych encyklik przedsoborowych papieży (a jak były, to takie wydawnictwa wywalano z targów książek katolickich). Antykatolickie kłamstwa kolportowane wśród wolnościowców współbrzmiały z krypto masońskimi kłamstwami prosocjalistycznymi głoszonymi przez postsoborowców.

 

Warto też dodać, że inną formą demoralizacji środowisk ideowej prawicy było propagowanie (pod szyldem monarchizmu) w ich szeregach nienawiści do demokracji. Taka postawa sprzeczna z ideami narodowej demokracji Romana Dmowskiego skutkowała brakiem aktywności obywatelskiej środowisk prawicowych. Prawicowcy, czekając na monarchę na białym koniu, nic nie robili, nie tworzyli swoich organizacji, nie byli aktywni na uniwersytetach, dzięki czemu skrajna lewica opanowywała ze swoimi ideami kolejne dziedziny życia, a prawica nie była zdolna, nawet do przedstawienia Polakom całościowego programu politycznego zadowalając się głoszeniem słusznych frazesów.

 

Czy wszystko jest stracone? Czy nie można liczyć na powstanie ideowej prawicy zakorzenionej w polskości i katolicyzmie? Moim zdaniem nie wolno być pesymistą — przy prawdzie trzeba trwać. Nieustanie trzeba przypominać nauczanie Leona XIII czy prace Rybarskiego albo Konecznego. Przełamywać zmowę kłamstwa, a pewnego dnia ciężka praca ideowa przyniesie piękny plon.

 

Jan Bodakowski