Z raportu NIK z 2018 roku można się dowiedzieć, że liczba chętnych do adopcji dzieci znacznie przewyższa liczbę dzieci, które mogą być przysposobione. Tym samym teoria grup homoseksualnych, że każdy dom jest lepszy niż placówka opiekuńcza jest nieprawdziwa. Problem nie tkwi w braku dzieci do adopcji, ale w długich procedurach adaptacyjnych. Najkrócej są to dwa lata, a zdarza się, że może się to ciągnąć trzy do czterech lat. Dziecko wczesne dzieciństwo spędza w domach dziecka, wtedy gdy jego rozwój psychiczny jest bardzo ważny i podlega etapowi socjalizacji pierwotnej, która odbywa się przez naśladownictwo. Dziecko obserwuje swoich najbliższych i wzorce czerpie z ich zachowania. Czyli przebywanie w placówkach opiekuńczych w tym pierwszym okresie życia wpływa bardzo negatywnie na rozwój dziecka, które nie wie, jak zachowuje się mama i tata i nie potrafi ich naśladować.

Według amerykańskiego socjologa George`a Herberta Meada kluczową rolę w tym okresie odgrywają znaczący inni: rodzice, dziadkowie i inni najbliżsi. W procesie socjalizacji wtórnej dziecko zaczyna się orientować, że wzorce postępowań najbliższych są częścią szerszych norm społecznych. I te normy stają się tzw. uogólnionym innym, którego słuchamy się w dorosłym życiu. Proces ten będzie zaburzony u dzieci, które z czasem spostrzegą, że wzorce pierwotne, które wyniosły z domów dziecka są zupełnie inne, niż wzorce wtórne obowiązujące w społeczeństwie.

Między innymi dlatego, aby nie okaleczać psychiki dziecięcej planowano, że rok 2020 miał być rokiem likwidacji państwowych placówek wychowawczych. Miały być one zastępowane rodzinnymi domami dziecka czy rodzinami zastępczymi. Okazało się jednak, że jest to nierealne. Nie możliwe jest w szybkim okresie czasu znalezienie tylu rodzin zastępczych. Problem stanowią dzieci chore i starsze, powyżej 15 roku życia z problemami wychowawczymi. Trudne jest znalezienie rodziców dla dzieci starszych. Ludzie boją się ich adopcji, mniemając że długie przebywanie w domu dziecka wywarło na nich piętno i niezdolne są one do większej przemiany, do przejścia właściwego procesu wychowawczego. Zachodzi obawa, że dzieci zostały w swoim życiu tak skrzywdzone, że po tylu latach nie będzie można im już pomóc. Potencjalni rodzice obawiają się także braku miłości, której od takiego dziecka nie otrzymają. Dlatego tak ważne jest dla dziecka, aby ograniczyć czas oczekiwania do minimum, przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa tej procedury. Jak dotąd nie udało się wprowadzić w życie takiego wzorca.

Wychowankowie domów dziecka dobrze wiedzą, jakie są normy społeczne, wzorce relacji rodzinnych, ale w swoim życiu ich nie przeżyli, a nawet nie mogli ich obserwować. Dużo lepiej pod tym względem wyglądają rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka. To właśnie tam istnieje „większa możliwość obserwacji wzorców osobowych – mówi socjolog Filip M. Furman dyrektor Nauk Społecznych i Bioetyki Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris – relacji kobiety i mężczyzny, budowy i istnienia związku, który jest fundamentem podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina. Można się nauczyć, co jest praktycznym problemem, a co czymś, nad czym przechodzi się do porządku dziennego. I jaka jest rola miłości, wzajemnego dogadywania się, docierania”.

Artykuł 115 paragraf 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego mówi, że przysposobić dziecko mogą małżonkowie, zaś konstytucja wyraźnie określa, czym jest małżeństwo. To związek kobiety i mężczyzny, Jaki za tym jest cel projektu zmiany konstytucji zaproponowanej przez prezydenta Andrzeja Dudę i wprowadzenia do niej zapisu, że osoby pozostające w związkach jednopłciowych nie mogą adaptować dzieci? Choć Kodeks rodzinny i obowiązująca konstytucja stanowią pewną zaporę takich adopcji, to trzeba jeszcze pamiętać, że wprawdzie rzadko, ale istnieją adopcje dokonywane przez osoby samotne. I nie wiadomo, czy nie żyją one w związkach jednopłciowych. „Poprawka prezydencka klaryfikuje, czyli uściśla otoczenie prawne”. Ogranicza także możliwość surogacji, czyli zamówienia sobie dziecka przez małżeństwo, które nie może mieć dzieci.

Cały czas forsuje się tezę, że ludzie żyjący w związkach homoseksualnych poprzez adopcję mogą zapewnić dziecku ciepły dom pełen miłości. A to jest lepsze niż dorastanie w państwowych placówkach wychowawczych. W rzeczywistości w Polsce jest większa ilość par małżeńskich, które chcą adoptować, niż dzieci czekających na przysposobienie. I nie ma u nas przyzwolenia społecznego na adopcję dzieci przez pary homoseksualne. W sondażu IRBIS z końca zeszłego roku aż trzy czwarte respondentów było temu przeciwnych. Dzieci, które przeżyły już traumę we wczesnych latach dzieciństwa nie mogą być narażone na uczenie się fałszywych norm społecznych, które w późniejszym życiu nie będą miały odzwierciedlenia w normalnych społecznościach. Ich psychika nie może być poddawana poważnym pęknięciom.

Iwona Galińska