- Uważamy, że należy odejść od bezpośredniego, fizycznego systemu zbierania podpisów poparcia pod konwencjonalnymi, papierowymi listami w wyborach. Podstawą zarejestrowania kandydatów do Sejmu i Senatu RP powinna być rejestracja partii politycznej w ewidencji partii politycznych i tutaj powinna następować rejestracja list bez wymogu uzyskiwania podpisów. Dzisiaj mamy spore wątpliwości czy obecny system nie stanowi naruszenia przepisów tzw. RODO. Nie ma możliwości kontroli nad sposobem ich przechowywania lub kopiowania w przestępczych celach. Proponujemy, aby kandydatów w wyborach samorządowych i Prezydenta RP mogły zgłaszać bez konieczności wykazania podpisów poparcia te partie polityczne, które w ostatnich wyborach do Sejmu RP uzyskały 3 procent poparcia. Zjednoczenie Chrześcijańskich Rodzin uważa, że poparcie w wyborach samorządowych i prezydenckich powinny wykazywać jedynie komitety wyborcze wyborców i to w drodze poparcia obywatela zweryfikowanego poprzez podpis elektroniczny. Państwowa Komisja Wyborcza powinna udostępnić tu specjalną aplikację. (…) Zwracam uwagę, że obecny system wyborczy, ale także sposób finansowania partii politycznych istotnie utrudnia działanie nowym partiom politycznym. Moim zdaniem, partie polityczne powinny uzyskiwać na swoją działalność odpis podatkowy, a sam system dzielenia mandatów wyborczych musi być zmieniony. Chodzi o to, abyśmy zbliżyli się do systemu wyborczego z 1991 roku, gdy nawet małe ugrupowania wprowadzały do Sejmu RP swoich reprezentantów – powiedział w kwietniu Niezależnej Gazecie Obywatelskiej prezes ZChR, eurodeputowany VI kadencji, dr Bogusław Rogalski.

Problemy Marka Jakubiaka

- Jakubiak swoją kandydaturę zgłosił 10 marca. 20 marca miał już 140 tys. podpisów. Nie prowadził żadnej kampanii, a zbiórka podpisów odbywała się, gdy w Polsce obowiązywały liczne obostrzenia w związku z pandemią. Wśród nich był zakaz poruszania się i publicznych zgromadzeń — informuje GW.

Jak podaje portal wPolityce.pl „gazeta zaznaczyła, że Jakubiak pytany, jak w tej sytuacji zdobył poparcie tylu wyborców, stwierdził, że listy mu „przyniesiono” i że sam się dziwi swojej popularności”. W wyborach prezydenckich dostał 33 tys. 450 głosów.

- Decyzję o wszczęciu śledztwa podjęto 29 lipca. Oznacza to, że śledczy uznali zebrany materiał dowodowy za wiarygodny. Z pisma, jakie dostaliśmy z prokuratury, wynika, że sprawa toczy się na podstawie przepisów kodeksu karnego o przestępstwach przeciwko wyborom — poinformowała Wyborcza w czwartkowej publikacji.

Piotr Galicki