Na pierwszy ogień politycy. Palmę pierwszeństwa dzierżą tutaj panie, wbrew pozorom nie tak łagodne, jakby nakazywała natura tej płci. Jak zwykle zwraca na siebie uwagę europosłanka Spurek z „Wiosny” Biedronia. Walcząca o co się tylko da, bodaj najbardziej cierpi z przyczyny braku w Polsce praworządności. Dopatruje się tego wszędzie, toteż z entuzjazmem właściwym niegdyś tzw. ciotkom rewolucji wzięła sobie na ambit, że póki sił będzie walczyć, za broń sieczno kłującą biorąc groźbę ogołocenia kraju z unijnych pieniędzy. Wali więc jak w bęben na temat wszystkiego co tylko polski rząd przedsięwziął, każdy jego czyn przerabiając i interpretując na własną modłę. Wymachując z zapałem swoją szabelką szantażu zapowiedziała groźnie: „Jeśli Morawiecki i Orban myśleli, że się im upiekło w sprawie praworządności, są w błędzie”. Już ona im obu pokaże, gdzie raki zimują. Podobnie jak jej ideowa koleżanka, posłanka na naszym hojnym garnuszku J. Scheuring-Wielgus, która przed paru miesiącami obiecała skoczyć do Watykanu, ażeby wymóc na papieżu dymisję arcybiskupa Jędraszewskiego. Ówczesny cytat z niej mi umknął. A szkoda, bo był z gatunku czystej satyry.   

S. Spurek wtóruje europosłanka M. Adamowicz, zaszczycona doskonale płatną posadą w Europie wyłącznie dlatego, iż jest wdową po mężu. Odnosząc się do okoliczności związanych z wyborami prezydenckimi orzekła z właściwą sobie specyficzną mądrością, iż wygrała demokracja a „kupczenie i nacjonalizm postawione do kąta.”  Trudno powiedzieć, o co chodziło z tym kupczeniem, bo chyba nie o jej mieszkania, jednak da się zauważyć, iż mocno jej dolega ów nacjonalizm, objawiający się jakimś nikomu niepotrzebnym, a już szczególnie w Gdańsku, polskim patriotyzmem. 
       

Swoje miejsce wśród wartych przypomnienia wypowiedzi zajął też zastępczy kandydat na urząd głowy państwa, R. Trzaskowski. Obiecał swoim fanom, iż będzie „wypalał żelazem to co zrobił PiS.” Cóż, klienci jego kuźni jakoś nie dopisali – i umknął nam niewątpliwie wspaniały pokaz wspomnianej wypalanki. Trzeba wszak przyznać, że była to wypowiedź nader konkretna. Bo już inne, jakie opuściły jego warg korale przywodzą na myśl odgłos szerzącego strumyka, który potrafi tylko jedno: lać wodę.
     

Niestety, mało w tym wszystkim satyry. Tę można odnaleźć, i to w sporych ilościach, we wpisach przedstawicieli środowisk uznających się za jedyną inteligencję. Ot choćby wywód na łamach znanej gazety codziennej. Umieszczono tam (styczeń 2020) rozprawkę niby socjologiczną doktora tej nauki Tomasza Kozłowskiego. Właśnie jemu przyznaję medal pierwszeństwa. Bo i co to za arcywspaniała analiza! Pląsać z podziwu nad jej naukową głębią. 
„Myślę, że moda na disco polo wpisuje się w ten dziwaczny nurt uwielbienia prostactwa…Janusz (ten wąsaty z Podkarpacia, bohater moich felietonów o wsi Mądre Doły – przyp. mój) wyobraża typowego Polaka w nienajlepszym znaczeniu tego słowa. Jest Polakiem prostakiem. Podobnie jak jego żona Grażyna ( ta z Radomia- przyp. mój), dzieci Seba i Karina, wnuczęta Brajanek i Dżesika…” 
       

Do wspomnianego tu nurtu nie wpisuje się szczęśliwie równie nazbyt światły red. tejże gazety, Paweł Wroński. Biadając nad ułaskawieniem przez prezydenta gościa ukaranego niegdyś na pedofilię, bez zawracania sobie głowy faktycznymi tego okolicznościami mocno się zasmucił, iż ów fakt nie dał spadku poparcia dla AD, bo prowincja tym się nie przejęła, bowiem takie rzeczy dzieją się po domach, tylko, panie, nie należy o tym mówić. Zbijając te dwa wywody razem otrzymujemy taki oto wynik: słuchający disco polo typowi Polacy z prowincji to prostacy i pedofile.  
       

Cóż, można się tylko zaśmiać. Ale i pozazdrościć nieprzemijającej od lat woli niezłomnej walki o kraj kulturalny, tolerancyjny, wygodny dla nich do życia. Jednak stanie się takim dopiero kiedy znikną z niego – tu cytuję subtelną pisarkę Nurowską – „ordynarne pisowskie ryje”. 

 Zuzanna Śliwa, też z Podkarpacia