Kilkakrotnie Wody Polskie informowały władze Warszawy o konieczności podjęcia prac nad awaryjnym przepływem ścieków. Dopiero w marcu została podpisana umowa na przygotowanie koncepcji. W kwietniu prezes Wód Polskich przesłał pismo do Rafała Trzaskowskiego o udostępnienie informacji z ustalenia przyczyn awarii i o budowę drugiej nitki rurociągu pod dnem Wisły, mającej przesyłać ścieki do rzeki. Niestety żadnej odpowiedzi nie otrzymał. Kolejne pismo poszło do ratusza w czerwcu. Władze miasta również i tym razem nie odpowiedziały. Jedynie Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji przesłało pismo, w którym informowano, że skutki awarii zostały usunięte i są prowadzone przeglądy. Apele o budowę alternatywnego odpływu ścieków pozostały bez odpowiedzi. Rafał Trzaskowski był wówczas zajęty kampanią prezydencką, myślał o zwycięstwie i o rychłym porzuceniu tej uciążliwej dla niego prezydentury stolicy. Już jedną nogą był w Pałacu Prezydenckim i nie myślał już o żadnych Czajkach.

Rzeczywistość okazała się inna i Trzaskowski musiał znów wrócić do ratusza. A tam dopadły go kolejne problemy, w tym druga awaria Czajki, która nastąpiła dokładnie w tym samym czasie, co ta pierwsza sprzed roku. I znów, tak jak w 2019 r. trzeba wybudować jak najszybciej rurociąg awaryjny. Most pontonowy w ciągu dwóch dni postawiło wojsko. Miasto może skorzystać z rozwiązań Wód Polskich, czyli poprowadzenie by- passu na wybudowanym moście pontonowym. Taki rurociąg może jednak funkcjonować jedynie do końca listopada. Zimą, ze względów pogodowych jest to niemożliwe.

Wody Polskie udostępniły rury, osprzęt i dokumentację techniczną instalacji sprzed roku. Wszystko to i most pontonowy miasto dostało bezpłatnie. Musi natomiast pokryć koszty samej budowy, która powinna zakończyć się za dwa tygodnie.

Początkowo władzom ratusza śnił się sen o sabotażu lub działaniach terrorystycznych. Dlatego złożono zawiadomienie do prokuratury, która jednak odrzuciła wniosek. Ratusz nie może zrozumieć, co się stało, bo przecież cały czas były robione przeglądy. Wydano na to 7 mln zł. Sprawdzanie rurociągu zlecano na zewnątrz i niezależni eksperci robili kosztowne ekspertyzy.

Rafał Trzaskowski zapewnia, że ścieki są mechanicznie oczyszczane, a woda ozonowana. W rzeczywistości nie wygląda to jednak tak różowo. Mechaniczne oczyszczanie ścieków polega na tym, że kratki zamontowane na rurze, wyłapują większe stałe zanieczyszczenia, np. odpady szpitalne, pieluchy, prześcieradła. Jeżeli w pewnym momencie ilość ścieków przekracza poziom kratek, wtedy nie spełniają swojej roli. Tak było w ubiegłym roku, gdy ekipa Wód Polskich pracowała przez 24 godz. na dobę. Panował straszny fetor, trzeba było ciągle wyciągać pompy i oczyszczać je ze stałych odpadów. A co daje ozonowanie? Miasto ma mobilne urządzenia, które służą do dezynfekcji wody, ale tej, która jest już oczyszczona. Wyłapuje się i zabija ostatnie drobnoustroje, które mogły w tych ściekach jeszcze pozostać. Urządzenia miasta mogły ozonować jedynie kilka procent tych ścieków, które spływały do Wisły nieoczyszczone. Rzeczywistość jest taka, że nadal wypływają nieoczyszczone ścieki bytowe, przemysłowe i poszpitalne. Mówiąc obrazowo, co 10 minut do Wisły trafia pełnowymiarowy basen olimpijski szamba.

Na szczęście po modernizacji gospodarki wodno-ściekowej na terenie kraju w 90 proc. mamy ujęcia z wód głębinowych i taka woda nie jest skażona. Są jednak pewne miejscowości, które w pewnym zakresie korzystają z wody z Wisły i tam trzeba ją dokładnie badać. Również pod kątem zawartości antybiotyków, substancji przeciwbólowych, poszpitalnych i zanieczyszczeniami metalami ciężkimi. W ściekach są substancje biogenne i fosfor, azotyny i azotany. To może powodować namnażanie sinic, które są bardzo toksyczne i mają działania rakotwórcze. Nieoczyszczone ścieki kumulują się na dnie rzeki. Źle wpływa to na plankton, na cały łańcuch pokarmowy. Proces oczyszczania jest bardzo długi. Wisła nie poradziła sobie jeszcze z ubiegłoroczną awarią, a dostała już następną porcję nieczystości.

Komisja Ochrony Środowiska Morskiego Bałtyku (HELCOM) od dawna przygląda nam się uważnie. Przed budową oczyszczalni Czajka byliśmy największym trucicielem morza. Stąd częste interwencje HELCOM. Dlatego teraz jesteśmy ciągle obserwowani zarówno przez HELCOM jak i Unię Europejską. Samorządy są w stu procentach odpowiedzialne za gospodarkę wodno–kanalizacyjną. Ale nie wszystkie samorządy realizują zapisy dyrektywy ściekowej. Podczas obecnej awarii samorząd powinien być inwestorem, wybrać odpowiednie, sprawdzone firmy

Prezes Wód Polskich Przemysław Daca mówi, że oczyszczalnia jest już niewydolna. Takie wnioski wyciągnięto podczas ubiegłorocznej awarii. Miasto się powiększyło, powstało tyle nowych zakładów, że oczyszczalnia nie nadążą. I taka jest pierwotna przyczyna tych awarii. Dlatego trzeba się zastanowić, czy rozbudować Czajkę, czy wybudować nową.

Iwona Galińska