Początkowo marsz przebiegał względnie spokojnie. W pewnym momencie grupa zaczęła skandować imię dziennikarki. Zaraz potem zaatakowano ją.

Kobietę uderzono w tył głowy. Zabrano jej potem telefon. Bandyci kazali kobiecie "pier****ć się" i "iść do domu". Jak zaznaczają lokalne media, dziennikarka nie odzyskała już urządzenia.

- Skręciliśmy w Szóstą Ulicę, a ten facet właśnie zaczął skandować moje imię, mówiąc: „To Savanah Hernandez! To Savanah Hernandez!”. Odwróciłam się i poczułam, jak ktoś uderza mnie w tył głowy. Upadłam na ziemię - relacjonuje kobieta. 

- To są te “pokojowe protesty”, o których mówią wam Demokraci - podsumowała Savanah Hernandez.

Potem skomentowała również, że Antifa i BLM to "faszyści i komuniści", którzy "chcą zabić" ludzi mających inne niż oni poglądy.