Kluczowym elementem w tym konflikcie odgrywa historia. Można by w ogóle obciążyć historyków odpowiedzialnością za tę wojnę. Ponieważ to oni nie są wstanie wykazać kto był pierwszym gospodarzem na terenie Arcachu od czasów starożytnych. Każda ze stron jest wstanie znaleźć przykłady historycznych dokumentów potwierdzających korzystną dla nich wersję zdarzeń nie mijając się przy tym z prawdą. Jeszcze przed IV wiekiem Ormianie zaczęli osiedlać się na tym terenie ale wiemy też, że ziemie te wchodziły w skład państwa Albania Kaukaska na którym dziś istnieje Azerbejżan choć jak pisze ekspert Przemysław Adamczewski utożsamianie tego historycznego państwa ze współczesnym Azerbejdżanem jest nadużyciem. Dlatego pisząc o historii spornego terenu warto po prostu zacząć analizować sytuację od momentu przełomowego dla tego terytorium jakim była rosyjska ekspansja na tym terenie na początku XIX wieku. W tym okresie na terenie Górskiego Karabachu stroną dominującą była ludność, która dziś utożsamiać można z ludami turkijskimi lub turańskimi (jak powiedziałby Feliks Koneczny) wyznania islamskiego. Co zaskakujące nawet w samym Erywaniu Ormianie stanowili wówczas mniejszość. Żeby jednak oddać sprawiedliwość Ormianom warto powiedzieć, że było to efektem masowej emigracji Ormian na przestrzeni wieków podyktowanej prześladowaniami ze strony Persji, Mongołów i Imperium Osmańskiego. Ormiańska diaspora rozlała się na znacznym obszarze Azji i Europy. Rosjanie podbijając te terytoria doszli do wniosku, że islamskie ludy zamieszkujące te tereny wróżą regularne napięcia starcia utrudniające kolonizację tych terenów. Postanowili wówczas wszystko postawić na jedną kartę, którą byli miejscowi Ormianie. Tak obrany kierunek polityczny podyktowany był faktem, że Ormianie to chrześcijanie, poza tym, to naród stojący na dużo wyższym poziomie kulturowym i cywilizacyjnym otwarty na naukę i rozwój. Rosja rozpoczęła zaplanowaną politykę wzmacniania etnosu ormiańskiego, tak aby stał się on stroną przeważającą i dominującą. Polityka ta przyniosła zakładane efekty. Przez cały XIX wiek odsetek Ormian wzrastał i stali się oni nacją dominującą na spornym dziś terenie. Dość powiedzieć, że sto lat później sytuacja zmieniła się diametralnie i to w Baku mieszkało niemal tyle samo Ormian co Tatarów (Azerbejdżan). Wspieranie Ormian i rugowanie Tatarów, w połączeniu z eskalacją konfrontacji Rosji z Turcją która była naturalnym sojusznikiem tych drugich, podsycało skalę nienawiści obu turańskich ludów względem Ormian. Dodatkowo przełom XIX i XX wieku, to czas rodzącej się samoświadomości Ormian w zakresie potrzeby odrodzenia własnego państwa w skład którego miały wejść jednak nie terytorium Arcachu, ale terytoria Wschodniej Anatolii należące niegdyś do Wielkiej Armenii a okupowane teraz przez Turcję . Początek XX wieku przyniósł pierwszą wymianę ciosów i wzajemnych pogromów. Jednak dopiero wybuch I wojny światowej pozwolił Turkom i Azerbejdżanom odegrać się na Ormianach na niewyobrażalną skalę. W 1915 r. władze tureckie podejmują decyzje eksterminacji chrześcijan i w bestialski sposób mordują około 1,5 miliona Ormian i Greków. Schyłek I wojny, to początek rewolucji bolszewickiej, która brutalnie stłamsiła rodzące się państwowości ormiańską i azerbejdżańską które przez chwilę miały nawet w planach mimo napięć stworzenie jednego państwa do którego chciała przyłączyć się jeszcze Gruzja. Wprzęgając obie nacje w karby ZSRR. Górski Karabach jednego dnia został przyznany przez władze centralne Armeńskiej SRR, ale już następnego dnia postanowiono go jednak przyznać Azerbejdżańskiej SRR dając tamtejszym Ormianom autonomię, Górski Krabach został więc ormiańską enklawą na terytorium Azerbejdżanu i taki stan rzeczy jest na forum międzynarodowym uznawany po dziś dzień.

W bieżącej publicystyce mówi się, że kolejna fala konfrontacji obu stron o Arcach z lat 1991-1994 to efekt rozpadu ZSRR. Taka wersja wydarzeń mija się jednak z prawdą ponieważ do pierwszych starć i wzajemnych pogromów to przełom lat 1987-1988. Było więc odwrotnie, to ten konflikt i nieudolność Kremla w jego rozwiązaniu przyczyniła się do rozpadu ZSRR. Konflikt z początku lat dziewięćdziesiątych był więc tylko kontynuacją konfrontacji. Mimo, że Azerbejdżan dysponuje trzy krotnie większym potencjałem ludzkim większą armią to tamtą konfrontację przegrał i nie udało mu się zmusić Górskiego Karabachu do podporządkowaniu się Baku. Czemu tak się stało? Armia ormiańska choć mniej liczna przedstawia zdecydowanie wyższe morale oraz lepsze wyszkolenie bojowe. Czas działał jednak na niekorzyść Armenii. Po pierwsze w Armenii gwałtownie spada liczba ludności natomiast w Azerbejdżanie jak na islamski kraj przystało rośnie. Poza tym co równie istotne dzięki zasobom ropy naftowej i posiadaniu na swoim terytorium tranzytowych linii przesyłowych ropy Azerbejdżan ma coraz większe środki na zbrojenia. Istotne jest również, to że z każdym kolejnym rokiem rośnie zainteresowanie Turcji wsparciem bratniego Azerbejdżanu. Czas działa więc teoretycznie na niekorzyść Armenii, która liczy, że wcześniej czy później społeczność międzynarodowa uzna niepodległość Arachu, który funkcjonowałby w ścisłej symbiozie z Armenią. Drugą częścią planu na niepodległość jest polityka wzrostu przyrostu naturalnego w Arachu tak, żeby liczba ludności przekroczyła tam ponad pół miliona co miałoby ułatwić starania o uznanie na forum międzynarodowym analogicznie do sytuacji w Kosowie. W 2016 roku Azerbejdżan wprowadził konfrontację z Armenią na wyższy poziom poprzez masowe zastosowanie dronów bojowych przeciwko karabachskim wrogom. Było to pierwsze wykorzystanie dronów bojowych do zmasowanego ataku w historii wojskowości.

Armenia byłaby wstanie oddać Arcach bez walki tylko pod jednym warunkiem, mianowicie gdyby Turcja oddała ormiańskie terytoria, które okupuje od wieków. Dla Armenii terytorium to, to forma rekompensaty za straty terytorialne na rzecz Turcji i tureckie ludobójstwo, które zniszczyło tkankę narodu ormiańskiego na niewyobrażalną skalę.

Aktualna konfrontacja może być na rękę obu stronom ponieważ może być wentylem bezpieczeństwa wobec napięć w obu krajach wywołanych niezadowoleniem sytuacją ekonomiczną. Społeczeństwa zaangażują się emocjonalnie w konflikt zapominając o codziennych troskach a przy tym łatwiej będzie usprawiedliwić złą sytuację, po prostu z trybuny będzie się mówiło, że to wszystko przez wojnę. Poza tym obie strony konfliktu poszły tak daleko w skrajnej retoryce, ze również pójście na kompromis mogłoby doprowadzić do obalenia władzy w każdym z nich, lepiej więc będzie jak sprawę przyszłości spornego terytorium rozstrzygnie wspólnota międzynarodowa. Paradoksalnie więc żeby było lepiej, to teraz musi być gorzej. Musi być konflikt siłowy żeby mógł być trwały pokój.

Dużo bardziej niepokojące mogą być skutki geopolityczne w całym regionie. Największym problemem jest chęć zaangażowania się Turcji w wojnę z Armenią. To zaskakujące że Turcja która jest zaangażowana już w konflikt w Syrii i w Libii, ma napięte relacje z Grecją gotowa jest utworzyć kolejny front dla realizacji swoich imperialnych planów. Z kolei Rosja, która uchodzi nie bez podstaw, za sojusznika Armenii jakoś nie pała ochotą do angażowania się w ten konflikt, z którego nie wniesie niczego ponad to co już osiągnęła na odcinku kaukaskim. W tej konfrontacji w której konfrontacja islamu z chrześcijaństwem też odgrywa istotną rolę paradoksalnie największym sprzymierzeńcem Armenii jest szyicki Iran. Oczywiście w tle tej sympatii wobec Ormian ze strony Persów jest rywalizują z Turcją o prymat w regionie. Zastanawia postawa USA, które praktycznie zawsze w takich sytuacjach próbuje wprost coś ugrać a tym razem jest dystans. Czyżby Stany czekały na rozwój wypadków, czy może już biorą udział w tym konflikcie, być może nawet przyczyniając się do jego eskalacji? Ponadto Azerowie w obawie przed kolejną porażką postanowili się posiłkować ideą dżihadu dla zwerbowania doświadczonych bojowników islamskich do wyprawy przeciwko chrześcijanom.

Armenia, to najdalej wysunięty na wschód kraj, któremu bliżej kulturowo do Europy niż Azji. Ormianie, to nacja, która przez wieki opierała się próbie zupełnego jej zniszczenia lub wyplenienie z niej chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo jest siłą Armenii, pozwalającą dawać jej od wieków odpór dużo silniejszym sąsiadom. Ormianie mają duże uznanie dla Polski i Polaków między innymi za Wiktorię Wiedeńską. My też mamy za co być im wdzięczni, bo byli najbardziej wierną mniejszością narodową zamieszkującą Rzeczpospolitą. Takie nazwiska jak Penderecki, Axentowicz, Kawalerowicz, Herbert, abp. Teodorowicz czy ks. Isakowicz-Zaleski, to przykłady wkładu wybitnych ormiańskich osobistości w polską kulturę, rozwój i życie duchowe. Nie sposób więc będąc Polakiem nie być całym sercem przy Armenii, ale warto też znać skomplikowane zależności wypływające na to co się dzieje aktualnie na Kaukazie i wyciągać z tego wnioski ponieważ bliska nam Armenia może być jak to już w historii bywało wykorzystywana zarówno przez regionalne i jak i globalne potęgi do realizacji własnych celów.

Arkadiusz Miksa