Na 460 stronach raportu poznajemy zawiłą historię awansów McCarricka. W wielkim skrócie, jego kluczowa część dotyczy tego, jak McCarrick został arcybiskupem Waszyngtonu. Jan Paweł II miał wstrzymać wpierw nominację dla niego, kiedy napłynęły oskarżenia pod jego adresem, a potem, jednak ją zatwierdzić. Z dokumentów wynika, że wpływ na to miał list McCarricka, który napisał do papieża (lub raczej do Stanisława Dziwisza, jego osobistego sekretarza). List ten miał przekonać Jana Pawła II (czy też Stanisław Dziwisz miał go przekonać? Trudno jednoznacznie stwierdzić), że zarzuty są fałszywe.


Niektórzy wyprowadzając stąd nieuprawnione wnioski, że Jan Paweł II wiedział o postępowaniu McCarricka, a mimo to go awansował, a nawet, że sam tuszował przypadki pedofilii. Mieć wiedzę o oskarżeniach, a wiedzieć o czynach to jednak dwie różne sprawy. Dzisiaj łatwo z pewnością wydawać sądy o McCarricku, którego papież Franciszek przeniósł do stanu świeckiego. W tamtym czasie poza oskarżeniami niewiele więcej jednak było – jeszcze ofiary przestępstw się nie zgłosiły i nie zeznawały. Co więcej, Jan Paweł II po oskarżeniach nakazał amerykańskim biskupom wszcząć dochodzenie w tej sprawie, którego wniosek brzmiał: „niewinny”. 


Patrzenie na tę sprawę jedynie z dzisiejszej perspektywy, kiedy ważne fakty wyszły na jaw, to przejaw ahistoryzmu. McCarrick został arcybiskupem Waszyngtonu w 1986 r., kiedy pierwsze medialne doniesienia o molestowaniu dzieci przez księży w Kościele w USA miały miejsce w 1992 r., a więc sześć lat później. Wówczas jeszcze nikt nie spodziewał się tragedii, która miała nadciągnąć, skali problemu i tego, że zamieszany w przestępczy proceder było wielu biskupów. W dodatku, o czym mówi sam raport, Jan Paweł II, kierując się polskimi doświadczeniami, mógł uznawać, że oskarżenia są bezpodstawne. W PRL-u podobne fałszywe oskarżenia preparowali komuniści przeciwko uczciwym ludziom.


Z całą pewnością jednak istniały sygnały, a nawet poważne przesłanki, że McCarrick nie powinien awansować. Watykański raport pokazuje jednak, że one nie docierały do Jana Pawła II, ale były blokowane najpierw na poziomie amerykańskiego episkopatu, a potem Watykanu. Amerykańscy biskupi w sowim dochodzeniu sprawdzającym, nie podali wielu informacji, które zataili przed Janem Pawłem II. Wiele pytań jest też wobec Stanisława Dziwisza, który z McCarrickiem wcześniej korespondował (chociaż w watykańskim archiwum brakuje listów, które mieli wymieniać między sobą, a które powinny tam być) i który najłatwiej mógł odgradzać Jana Pawła II od informatorów (i prawdopodobnie to robił, co pokazała sprawa bpa Juliusza Paetza. Doniesienia o jego pedofilskiej aktywności były blokowane do czasu, aż Wanda Półtawska przemyciła list do Jana Pawła II).


Z raportu wyłania się więc przerażający obraz. Zarówno w Kościele w USA, jak i w Watykanie, zagnieździły się grupy wpływu, kliki, gangi, które chroniły księży-pedofilów, popierały ich i przeszkadzały w ujawnianiu prawdy na ich temat. Jest to to osławione homolobby, o którym mówił i Benedykt XVI i Franciszek. Niestety, świadczy to o głębokiej infiltracji Kościoła przez homoseksualnych przestępców seksualnych, z których wielu to pedofile. Benedykt XVI wyjaśniał w wywiadzie „Światłość świata”, że było to możliwe przez reformy zainicjowane na Soborze Watykańskim II. To właśnie po soborze, ponad „prawo”, czyli dyscyplinę, narzędzia kontroli, egzekwowanie przepisów i kar, postawiono „miłość”, czyli m.in. przestano stosować prawo kanoniczne. Doprowadziło to do tego, że ludzie, którzy powinni zostać zidentyfikowani i zesłani do stanu świeckiego, a przede wszystkim nie powinni stać się kapłanami, zajęli w Kościele eksponowane stanowiska, otoczyli papieża i nim manipulowali. Pozostaje wiele rzeczy do wyjaśnienia w tej sprawie, jak udział w tym wszystkich kard. Stanisława Dziwisza.