- Doszło do rzeczy bezprecedensowej. W dwunastu wypadkach zakłócono fizyczną agresją i wejściem Msze święte. Dla wielu Polaków kościoły i Msze to rzeczy niebywale ważne. Państwo polskie musi zagwarantować konstytucyjną swobodę do wyznawania religii - stwierdził w sejmowym wystąpieniu.

Ta deklaracja ucieszyła katolików, a minister rozszerzył ją o kolejne gwarancje.

- I chcę państwu powiedzieć: tym razem agresją padają katolickie kościoły. Ale gdyby tak się złożyło, że jakaś grupa agresorów niszczyłaby cerkwie prawosławne czy żydowskie synagogi – z taką samą stanowczością będziemy egzekwowali prawo tych obywateli do swobodnego wyznawania swojej wiary i do nieobrażania ich uczuć religijnych - podkreślił.

Minister zapowiedział, że w Polsce nie powiodą się próby wzniecania rewolucji, choć zaraz niestety, wycofał się z pola ideowego i politycznego, stwierdzając iż "na pewne rzeczy nie mamy wpływu". Zagwarantował opiekę Państwa nad budynkami instytucji publicznych, w tym wymienił warszawski Ratusz - choć ta nadgorliwość mija się z celem, skoro Rafał Trzaskowski popiera rewolucjonistów.

Ciekawe, w jaki sposób władze dotrzymają słowa, czego prostym testem jest wytropienie i ukaranie sprawców dewastacji kościołów i ataków na ich obrońców. Czy policja zadośćuczyni Straży Narodowej swoją poprzednią bierność?

Aleksandra Pietkiewicz