Ks. Witold Sokołowski SJ, kapelan stołecznego Szpitala MSWiA - zamienionego na szpital covidowy - mówi, że rodzina nie może przychodzić do szpitala, a z księżmi kontaktuje się tylko przez telefon.

„Oni nie mogą przychodzić do szpitala, a więc nie mają możliwości by odwiedzić umierających i pożegnać się z nimi – ani przed ich śmiercią ani nawet po niej" – mówi duchowny. – "Zwłoki są umieszczane w plastikowym worku, wkładane do trumny, która jest lutowana – i tyle”.

Dawniej była taka chwila, że można było pomodlić się i pożegnać ze zmarłym. - "Teraz tego etapu już nie ma". - podsumowuje kapłan. Trudne są także chwile przed śmiercią, kiedy odbywa się tylko krótka spowiedź i namaszczenie chorych.

„Często ci ludzie potrzebują jakiejś katechezy, krótkiej choćby rozmowy, pomocy w poukładaniu sobie swoich spraw duchowych i nie tylko. A tymczasem przy łóżku pacjenta możemy być kilka minut, bo ubrani w kombinezony, po 2-3 minutach jesteśmy zlani potem…” - opisuje ks. Sokołowski.

Jako znak tego czasu przedstawia sytuację, w której personel medyczny poszukuje wsparcia duchowego: „Czując, że sytuacja jest nadzwyczajna, personel medyczny bardziej otworzył się na sprawy ducha. To wynika z poczucia zagrożenia życia własnego i rodziny. Widać pójście bardziej w głąb”.

Z całą pewnością dramat obecny w szpitalu jednoczy ludzi. Potrzeba jednak ustawienia priorytetów, które wymykają się bezdusznym zarządzeniom. Wszak ludzkie życie z ziemską uwerturą zmierza do wieczności. A ciężka choroba jest szkołą człowieczeństwa. Nie można tego zagubić w najszczerszej trosce o pokonanie zarazy.


Aleksandra Pietkiewicz

Źródło: KAI