"Daily Mail" ujawniło pokaźnych rozmiarów aferę. Jedna z największych organizacji charytatywnych Time’s Up zbierała pieniądze, które miały trafiać do ofiar przemocy seksualnej. Choć zebrano 3,67 miliona dolarów, pokaźne kwoty trafiły na konta działaczy, a nie ludzi, którzy faktycznie tych pieniędzy potrzebowali.

Jak wynika ze sprawozdania finansowego, fundacja 1,4 miliona wydała wyłącznie na pensje. Nie oznacza to jednak, że reszta trafiła do poszkodowanych, bynajmniej. Drogie restauracje, konferencje w luksusowych kurortach… Okazuje się, że na „walce” z przemocą seksualną można było prowadzić pełne przyjemności życie. Gdyby tylko nie te sprawozdania...

Co prawda fundacje podległe Time’s Up tłumaczą, że pomoc otrzymało około trzech tysięcy kobiet, jednak nie jest to do końca prawda. Fakt, 1,7 mln dolarów trafiło bowiem do poszkodowanych, ale większa część tej sumy pochodziła z dotacji od National Women’s Law Center . Ile więc wyłożyły fundacje z własnej kieszeni? Niespełna 133 tysiące dolarów. Po jakimś czasie Time’s Up przekazał kolejną kwotę – 179 tysięcy dolarów.

Jak wylicza "Daily Mail", do ofiar przemocy seksualnej trafiło około 300 tysięcy dolarów z ponad 3,67 miliona zebranej kwoty. Jak pisze portal, „mniej niż 10% wydano na pomoc kobietom, które doświadczyły molestowania seksualnego”.

Warto napisać więc o samej organizacji. Time’s Up założyli celebryci związani z Hollywood. Zadeklarowali oni, że będą pomagać osobom dotkniętym przemocą seksualną w miejscach pracy. Ich celem miało być pokrywanie kosztów prawnych oraz wspieranie kobiet w dochodzeniu do swoich racji.

- Chcemy promować bezpieczną, uczciwą i godną pracę dla wszystkich kobiet. Dążymy do tego, aby kobiety były wolne od molestowania i innych form dyskryminacji w pracy, miały równe szanse na zapewnienie bezpieczeństwa ekonomicznego i mogły osiągnąć najwyższe stanowiska, gdziekolwiek pracują – czytamy w oświadczeniu podatkowym Time’s Up.

Organizacja nie oszczędzała na swoich pensjach. Prezes organizacji Lisa Borders zarobiła blisko 350 000 dolarów. I to w zaledwie cztery miesiące, ponieważ później musiała zrezygnować ze stanowiska. Powód? Jej syn został oskarżony o nadużycia seksualne.

295 000 dolarów zarobił z kolei dyrektor ds. marketingu, Rachel Terrace. Skarbnik Rebecca Goldman? 255 000 dolarów. Mówimy o zarobkach w skali roku.

Nic dziwnego, że po publikacji "Daily Mail" wybuchła burza. Po raz kolejny lewica pokazała, że moralność to dla nich pojęcie mocno względne. Pomoc innym? Może i tak, ale w pierwszej kolejności zaspokajanie własnych potrzeb. Bo przecież „im też się należy”.

Maciej Pawłowski