Jest jednak grupa Polaków, którzy korzystają z alternatywnych źródeł informacji — innych niż to, co można zobaczyć w największych stacjach telewizyjnych (i tych mniejszych należących do tych stacji a występujących pod innymi nazwami). Występujący w tych mediach naukowcy, publicyści i aktywiści społeczni twierdzą, że metody walki z Covid (stosowane nie tylko przez polskie władze, ale i władze na całym świecie) są nieuzasadnione, prowadzą do zniszczenia życia gospodarczego i społecznego, powszechnej pauperyzacji (czyli popadnięcia w nędzę milionów), a nawet odpowiadają za masową śmierć tysięcy osób chorych, które z powodu polityki rządu nie mogły skorzystać z opieki medycznej i absolutnie nie chronią naszego zdrowia i życia.

Niewątpliwą ofiarą rządowej walki z rzekomą pandemią stał się katolicyzm. W zachodniej Europie skutecznie udało się zlikwidować katolicyzm, wprowadzając dziwne reformy. Kiedyś tętniące życiem religijnym kraje Zachodu w ciągu kilku dekad stały się pustynią religijną (której mieszkańcy często nie kojarzą już, kim był Jezus). Tama gdzie przetrwały jakieś resztki katolicyzmu w ostatnich latach skutecznie został on skompromitowany aferami pedofilskimi – będącymi owocem "tolerancji".

Jednak w niektórych krajach takich jak Polska wierni uparli się dalej do Kościoła. Doskonały instrumentem wykorzenienia praktyk religijnych wśród wiernych stała się walka z rzekomą pandemią, w którą ochoczo włączyli się niektórzy duchowni – trudno się im jednak dziwić, duchowni są tak jak reszta Polaków poddawani nieustannej presji propagandowej ze strony największych mediów skłóconych w sprawie PiS (TVP kocha PiS bezkrytycznie, TVN nienawidzi PiS równie bezkrytycznie), ale w kwestii zasadności metod walki z rzekomą pandemią (czyli likwidacji życia społecznego i gospodarczego) zgodnych.

Od dawna wrogowie katolicyzmu, gdy nie mordują katolików, infiltrują Kościół, by go niszczyć od wewnątrz (wysyłając do seminariów swoich agentów – komunistów, masonów czy gejów, by od środka demoralizowali wspólnotę wierzących), to twierdzą, że instytucjonalna religia nie jest potrzebna, że nie trzeba modlić się w kościele, bo wystarczy wejść w dialog z Bogiem na łonie przyrody, bo tam jest dobra energia. W tę narrację w ramach wpisywania się w rządową walkę z rzekomą pandemią weszło wielu duchownych, którzy wmówili ludziom, że nie trzeba chodzić do kościoła (bo tam są inni wierzący, którzy roznoszą śmiertelne choroby) tylko można sobie pooglądać Msze przez telewizor – a jak wiadomo, życie doczesne jest zdecydowanie ważniejsze od wiecznego.

Skłonienie Polaków by przestali chodzić do kościołów na Msze, jest bardzo zasadne dla sił antykatolickich. Do tej pory trudno było im kontrolować treść coniedzielnych kazań księży. Polacy co niedziele wysłuchiwali w jednej z 10356 parafii kazania ponad 30000 kapłanów. Dzięki skłonieniu katolików by przestali chodzić do kościołów, nie ma już ponad 30000 źródeł kazań, tylko jest kilka wyselekcjonowanych przez nadawców telewizyjnych (więc nadawcy telewizyjni mają możliwość, by się żadne sprzeczne z lewicową propagandą politycznie niepoprawne treści nie pojawiły – a to może im się przerwać nadawanie, a to następnym razem mogą zrobić transmisje z innego kościoła, a ostatecznie mogą zaprzestać retransmisji, stwierdzając, że nikt ich nie chce oglądać).

Żyjemy w czasach kiedy wszelkie spiskowe teorie dziejów i wizje kreowane przez fantastykę naukową stają się faktem. Normą jest to, że na wielu infoliniach rozmawiamy z programami komputerowymi, a nie ludźmi. Zapewne więc nikogo nie zdziwi, jak padnie propozycja, by spowiadał nie ksiądz w konfesjonale (bo można się zarazić) tylko program komputerowy przez telefon. Dziś efekty specjalne są tak realistyczne, że trudno odróżnić czy ma się do czynienia z rzeczywistym nagraniem, czy nagraniem stworzonym przez komputery – nie ma więc przeszkód by telewizyjne ''msze'' odprawiali ''duchowni'' wygenerowani przez programy komputerowe.

Wszystkiemu temu sekunduje niestety wielu księży. W tym roku w mojej parafii tak jak nie było Świąt Wielkiej Nocy czy Bożego Ciała, nie będzie też kolędy. Zamiast wizyty księdza (który mógłby podejść, chociaż do drzwi naszych domów, jeżeli nie może wchodzić do środka) będzie tylko Msza dla kilku ulic, na którą nie wolno przychodzić wszystkim mieszkańcom tych ulic, tylko po jednym delegacie z gospodarstwa domowego.

Oczywiście wbrew takiemu zniechęcaniu do przychodzenia na niedzielne Msze święte jeszcze jacyś wierni przychodzą do kościołów, ale wielu już zrezygnowało – bo ich rozgrzeszono, mówiąc, że powinni zostać w domu, bo w kościele można się zarazić śmiertelnym wirusem (który jest bardzo inteligentny i zaraża w kościołach, ale już nie w supermarketach należących do zachodnich korporacji). Tak jak skutki propagowanego przez władze i media siedzenia w domu bez aktywności fizycznej na świeżym powietrzu są zabójcze dla naszego zdrowia i zdecydowanie obniżają naszą odporność, tak skutki naszego siedzenia w domu i niechodzenia do kościoła okażą się zabójcze dla naszej duszy.

Jan Bodakowski