Publikacja IPN oparta jest na protokołach „przesłuchań byłych więźniarek i więźniów obozów koncentracyjnych położonych w Niemczech i na terenach okupowanych przez Niemców. Materiały te zostały sporządzone przez pracowników Polskiego Instytutu Źródłowego w Lund".

W wywiadzie (przeprowadzonym przez Macieja Foksa), zamieszczonym na stronie IPN, dr Zbigniew Stanuch z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Szczecinie, autor wyboru dokumentów „Golgota kobiet. Relacje więźniarek Ravensbrück i innych obozów koncentracyjnych ze zbiorów Polskiego Instytutu Źródłowego w Lund" przypomniał, że w czasie II wojny światowej w Szwecji palcówka utworzona przez polskie poselstwo (rządu londyńskiego) zbierała relacje o zbrodniach Niemców i sowietów w Polsce – do Szwecji docierały transporty więźniów obozów koncentracyjnych wywożonych z Niemiec przez Czerwony Krzyż.

- Pierwszy transport [z Polkami] przybył do obozu [Ravensbrück] w 1939 r. Niektóre więźniarki oceniały, że warunki w czasie dwóch pierwszych lat istnienia obozu były dość przyzwoite. Mówimy tu o latach 1939–1941. W kolejnym okresie, 1941–1944, gdy do obozu zwożono coraz większą liczbę kobiet, warunki uległy znacznemu pogorszeniu. Osoby, które złożyły relacje, zwracały uwagę na złe uwarunkowania sanitarne i przeludnienie w barakach. Spały po trzy, cztery osoby na pryczy, były przemęczone bardzo ciężką pracą, przez co nie miały możliwości regeneracji. Wstawały zmęczone, funkcjonowały w strasznym stanie psychicznym. Warunki pogorszyły się wraz z napływem osób z innych obozów koncentracyjnych, w miarę przesuwania się frontu. Do Ravensbrück trafiały transporty m.in. z ewakuowanej Warszawy po zakończonym powstaniu warszawskim. W obozie panował wówczas chaos - wskazał pracownik IPN.

Obok Ravensbrück powstał w 1942 r. obóz dla młodzieży. - Później były kierowane do niego starsze więźniarki, wycieńczone pracą, w ciężkim stanie psychicznym, chore, niejednokrotnie po operacjach doświadczalnych. Stamtąd trafiały do komory gazowej lub były wywożone i rozstrzeliwane. Prochy zabitych często wyrzucano do znajdującego się nieopodal jeziora. Był to, można tak powiedzieć, obóz śmierci. Jeżeli ktoś do niego trafiał, to już z niego nie wychodził. Opisana faza to końcowy okres II wojny światowej - dodał.

Dr Zbigniew Stanuch w wywiadzie stwierdził, że eksperymenty przeprowadzane przez niemieckich naukowców na Polakach „polegały, chociażby na celowym wywołaniu zakażenia, aby sprawdzić skuteczność sulfonamidów; łamaniu i nacinaniu kości, a następnie przeszczepianiu kości z jednej nogi na drugą; wycinaniu części mięśni i nerwów kończyn dolnych".

Ravensbrück był największych niemieckim obozem koncentracyjnym dla kobiet. Znajdował się 80 km od Berlina. Narodowo-socjalistyczne władze Niemiec tworzyły obozy koncentracyjne od 1933 roku, w tym też obozy dla kobiet. W 1939 było w Niemczech około 100 obozów, w czasie wojny ich liczba wzrosła do 15 000.

W Ravensbrück największą grupę więźniarek stanowiły Polki. Do Ravensbrück trafiały już od 23 września 1939 roku ze Śląska, Pomorza, Ziemi Lubuskiej i Prus Wschodnich. Przez obóz przeszło 40 000 Polek (18 000 Rosjanek, 8 000 Francuzek, 1 000 Holenderek) na 130 000 wszystkich więźniarek.

Więźniarki nosiły kolorowe trójkąty: czarne - więźniarki uznane za aspołeczne (prostytutki, lesbijki, drobne złodziejki), zielone - kryminalistki, czerwone - polityczne, fioletowe - jehowitki, żółte - żydówki. Po przybyciu do obozu więźniarkom odbierano własność, wysyłano pod prysznice, ścinano włosy, dawano ubranie (koszule, majtki, sukienkę, drewniaki, biustonosze, pończochy, paski, fartuchy i chusty na głowy) oraz numery. Polki były więźniarkami politycznymi, głównie przynależącymi do polskiej inteligencji.

Do 1945 r. powstało 70 podobozów Ravensbrück. Więźniarki były budzone o 4 rano. Dostawały kubek ciepłej ''kawy''. Po apelu od 6.00 do 12.00 pracowały. 3/4 litra zupy warzywnej na obiad musiały zjeść w kilka minut. Po kolejnym apelu musiały pracować do 18.00. Po pracy był trzeci apel do 21.00. Po nim kolacja składająca się z trzech ziemniaków i kawałka chleba.

Więźniarki pracowały w obozie i poza nim. Budowały drogi, kanalizację i budynki, wyrównywały drogi i pola, wyrąbywały lasy, załadowywały i rozładowywały pociągi, zajmowały się hodowlą zwierząt i roślin, pracowały w fabryce Simens i szwalniach. Podczas pracy bito je, do toalety mogły iść tylko w określonych godzinach. Zimą nie miały ciepłych ubrań – od mrozu pękała im skóra. Celem pracy i głodzenia było wymordowanie więźniarek.

Okaleczane na całe życie w czasie eksperymentów Polki nie dały złamać swojego ducha. Wzajemnie się wspierały. Chroniły przed wymordowaniem te, które były poddane eksperymentom medycznym. W tajemnicy przed Niemcami wspólnie się modliły (Niemcy zabronili jakiejkolwiek formy modlitwy, kobiety przemycały komunię świętą spoza obozu), prowadziły zajęcia edukacyjne i kulturalne, a nawet miały konspiracyjną drużynę harcerską.

30 kwietnia 1945 obóz został "wyzwolony" przez Armię Czerwoną. Warto dodać, że w 75. rocznicę ''wyzwolenia'' przez Armię Czerwoną niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück na stronie Instytutu Pamięci Narodowej ukazał się wstrząsający artykuł Joanny Lubeckiej „Ravensbrück. Gwałciciele z Armii Czerwonej". Tekst tym bardziej ważny, że  dziedzictwo komunizmu, sowietów, jest bliskie lewicy, która non stop powołuje się na swój feminizm.

''Wyzwolony'' przez sowietów 30 kwietnia 1945 niemiecki obóz koncentracyjny Ravensbrück był miejscem cierpień „120 tys. kobiet i dzieci z 30 krajów". Najwięcej wśród więźniarek było Polek (40 000) i to one były ofiarami eksperymentów medycznych (choć historycy określają eksperymenty nazistów pseudo medycznymi, to w rzeczywistości międzynarodowe koncerny farmaceutyczne i medyczne do dziś czerpią korzyści z sadystycznych eksperymentów przeprowadzanych przez Niemców podczas wojny).

Więźniarki, w tym i Polki, i ofiary eksperymentów medycznych, po ''wyzwoleniu'' padły ofiarą gwałtów dokonywanych przez żołnierzy Armii Czerwonej. Przed nadejściem sowietów Niemcy ewakuowali obóz, 27 i 28 kwietnia więźniarki zostały popędzone na północny-zachód. W czasie drogi SS-mani zbyt słabe więźniarki mordowali. Z czasem Niemcy w obliczu nadchodzących Sowietów pozostawili więźniarki same sobie.

Z artykułu IPN można się dowiedzieć, że więźniarki z Francji pozostawione same sobie „zatrzymały się w miejscowości Waren, aby przenocować w stodole". - Tej samej nocy przybyły tam oddziały Armii Czerwonej. Kobiety zostały zgwałcone, niektóre tak brutalnie, że nie miały siły ruszyć w dalszą drogę. Podobny los spotykał polskie grupy więźniarek, wracające do Polski - czytamy.

Ofiarami gwałtów dokonanych przez sowietów stały się też te, które dotarły do Neustadt-Glewe. Ich „radość z wolności trwała dwa dni". - Tyle, ile przebywali tam Amerykanie. Po nadejściu Rosjan zapanował strach. Żołnierze gwałcili więźniarki. Było im wszystko jedno, czy to Żydówki, Polki, Francuzki. Nie brali pod uwagę ani żałosnego wyglądu, ani stanu wycieńczenia byłych więźniarek. Zofia Posmysz wspomina, że wyzwoliciele żądali nagrody za wolność. Krzyczeli: Ja gieroj! Ja pobieditiel! - czytamy.

Po tym, gdy Sowieci zajęli obóz, zaczęli dokonywać gwałty na 3500 więźniarkach, w tym wielu Rosjankach. - Jak pisze autorka książki o Ravensbrück Sarah Helm, żołnierze nie oszczędzali ani kobiet w ciąży, ani młodych matek z niemowlętami. Jedna z rosyjskich więźniarek żaliła się: ''Niemcy nigdy nas nie zgwałcili, ponieważ byłyśmy rosyjskimi świniami, ale nasi żołnierze to zrobili. Stalin powiedział, że żaden Rosjanin nie powinien być wzięty do niewoli, więc czuli, że mogą nas traktować jak błoto'' - czytamy dalej.

Jak można się dowiedzieć z artykułu na stronie IPN „żydowskie więźniarki z Ravensbrück, najbardziej wyniszczone, kobiety ważące około 30 kg, uważały, że ich wygląd będzie najlepszą obroną przed sowieckimi żołnierzami". - Mimo to część z nich nie uniknęła gwałtów. Wiele kobiet ukrywało się w barakach, symulowało choroby zakaźne, gdyż żołnierze obawiali się zarażenia - podkreślono.

Dodam, że w wydanej przez Wydawnictwo Replika książce Vivien Spitz „Doktorzy z piekła rodem. Przerażające świadectwo nazistowskich eksperymentów na ludziach" można znaleźć opis zbrodniczych eksperymentów medycznych Niemców na więźniarkach Ravensbrück.

Młode polskie więźniarki polityczne z Ravensbruck poddawane były eksperymentom polegającym na łamaniu, rozłupywaniu, wycinaniu, i transplantacji kości, mięśni i nerwów. Zdrowym więźniarkom usuwano kości, mięśnie i nerwy, lub amputowano kończyny. Ofiary poddawane były kilku różnym okaleczeniom. Okaleczane ofiary zabijano. Rany na kończynach „rozmyślnie zakażano" i nie leczono, by zbadać, jak rozwijają się zakażenia.

W Ravensbruck kilkudziesięciu więźniarkom z Polski sztucznie wywołano gangrenę poprzez zadanie ran na długości 10 centymetrów, zakażeniu ran bakteriami, zanieczyszczeniu ich wiórami i kawałkami szkła. Ofiary cierpiały ogromny ból, były trwale okaleczone, nie dostawały leków ani preparatów przeciwbólowych.

Więźniarki w Ravensbruck poddawano sterylizacji. Celem było uzyskanie bezpłodnej niewolniczej siły roboczej. Sterylizowano, używając promieniowania, farmakologii i poprzez okaleczenia więźniów.

 

Jan Bodakowski