Według liberalnych mediów entuzjazm, z jakim był przyjmowany Trump, wskazuje na niezdrowy kult jednostki. Partia Republikańska sprzed epoki Donalda Trumpa była opanowana przez miałki i miękki konserwatyzm, który rozczarował klasę średnią. Trump natomiast nazywał rzeczy po imieniu. Hamował ekspansję rosnącej siły politycznej i kulturowej lewicy, której skrajny odłam wdarł się do Partii Demokratycznej. Pewnej części republikanów nie podobały się słowa Trumpa, który nazywał ich „tchórzliwymi”. Podczas CPAC również mówił o nich, zwłaszcza o tych, którzy głosowali w Kongresie za wszczęciem procedury impeachmentu przeciwko niemu. Według niego „jedyny podział, jaki istnieje, przebiega pomiędzy garstką polityków establishmentowych w Waszyngtonie a wszystkimi innymi w całym kraju”. Te słowa spotkały się z olbrzymim aplauzem widowni, a ci, którzy chcieli się przeciwstawić słowom Trumpa, zostali wygwizdani przez ludzi stojących pod sceną. Część republikańskich polityków chciałaby się odciąć od dawnego prezydenta, którego nadal wini za wydarzenia szturmu na Kapitol 6 stycznia br. Boją się oni, że te zdarzenia położyły głęboki cień na politykę trampowską i w razie jego startu w wyborach prezydenckich, spotka go porażka.

Z sondażu Morning ConsultPolitico wynika, że 59 proc. wyborców twierdzi, że powinien on odgrywać główną rolę w partii, a 54 proc. deklaruje, że poprze go w prawyborach. Podobny sondaż przeprowadzony podczas CPAC dał zdecydowanie lepszy wynik. 95 proc. uczestników spotkania uznało, że Partia Republikańska powinna kontynuować politykę Trampa, a 68 proc., stwierdziło, że powinien on wystartować w walce o fotel prezydencki. Do wyborów są jednak jeszcze trzy lata i Trump musi być cały czas widoczny, nie może się wycofywać do życia prywatnego. Musi prowadzić nieustanną kampanię.

W 2022 r. odbędą się uzupełniające wybory do Kongresu i Tramp bardzo aktywnie wspiera swoich kandydatów, którzy nie głosowali za impeachmentem. W miejsce tych 10, którzy optowali za takim rozwiązaniem, były prezydent wystawia swoich kandydatów. To części politycznych republikanów nie podoba się, uważają, że Trump powinien skupić się na krytyce Partii Demokratycznej, a nie dążyć do czystek w swojej partii. Mają oni nadzieję, że Trump wypali się, a w partii wyłoni się nowy kandydat. Jak na razie nie widać takiego, który by potrafił porwać za sobą tłumy.

– Były prezydent wyciągnął republikanów w 2016 r. z ideowego marazmu, w którym utknęli, i trudno będzie znaleźć kogoś, kto mógłby go zastąpić. Przeciwnicy Trumpa to małe umiarkowane skrzydło, które czuje niesmak, gdy jest mowa o deportacji „meksykańskich gwałcicieli” czy zakazie aborcji, nie traci jednak nadziei, że ostatecznie okaże się on musztardą po obiedzie. Według nich to przez „toksycznego” Trumpa partia straciła Izbę Reprezentantów oraz Senat – mówi Aleksandra Rybińska.

Zwolennicy Trumpa, jak senator Lindsey Graham, uważają, że bez niego republikanów nie ma. Do zwycięstwa w wyborach zabrakło mu zaledwie kilkudziesięciu tysięcy głosów. Tym samym poszerzył on bazę wyborczą republikanów bardziej niż jakikolwiek inny kandydat tej partii w historii. Wielu Afroamerykanów i Latynosów postawiło na niego, bo polityka demokratów zupełnie pominęła Amerykanów z dołów społecznych, walczących o lepszy byt, a nie zajmujących się ideologią LGBT. Republikanie chcą przebudować amerykański system polityczny, tak jak to zrobił Ronald Reagan. „Trump tchnął nowe życie w stare konserwatywne idee, takie jak prawo i porządek oraz niebezpieczeństwa socjalizmu”.

A sam Trump powiedział na CPAC: „beze mnie nie wygrają już żadnych wyborów”.

Iwona Galińska