Mówię oczywiście o wygłoszonej nie tak dawno deklaracji starego, żydowskiego grandziarza finansowego Jerzego Sorosa. Grandziarz zaproponował, by Unia Europejska wypuściła “wieczyste obligacje”, których nie musiałaby wykupować, ale za to “wieczyście” ten dług obsługiwać, to znaczy – płacić od tych obligacji procenty. To właśnie jest pomysł na “przedsięwzięcie” polegające na wzięciu 500 milionów Europejczyków w niewolę.

No dobrze – a kto miałby zostać właścicielem tych 500 milionów niewolników? To proste, jak budowa cepa: ten, albo ci, którzy te “wieczyste obligacje” wykupią, a potem będą “wieczyście” inkasować od nich procenty. No dobrze – ale za co właściwie je wykupią? Skąd wezmą szmalec? To też proste. Ponieważ podobni do wspomnianego starego, tylko młodsi i nawet więksi grandziarze, kontrolują System Rezerwy Federalnej w USA, który od tamtejszych Umiłowanych Przywódców ma przywilej emisji dolarów, mogą więc wyemitować tych dolarów tyle, ile dusza zapragnie i za to kupić “wieczyste obligacje”.

Kiedyś, to znaczy – przed 15 sierpnia 1971 roku - było to trochę trudniejsze, bo wprawdzie dolar, na podstawie porozumienia z Bretton Woods z 1944 roku był walutą światową, z czego USA ciągną grubą rentę, a całego interesu pilnuje potężna amerykańska armia, ale wtedy obowiązywał standard złota. Z tego powodu, gwoli podtrzymania parytetu dolara, Stany Zjednoczone musiały od czasu do czasu swoje złoto wyprzedawać. Aż wreszcie prezydent Nixon wspomnianego 15 sierpnia ogłosił, że USA wycofują się z porozumienia z Bretton Woods i od tej pory świat od standardu złota odszedł. Pojawił się w związku z tym  tzw. “pieniądz fiducjarny”, który ma wartość dlatego, że ludzie myślą, że ją ma. Tego pieniądza można wykreować każdą ilość, a jak to się dzieje, o tym opowiada Murray Rothbard w swojej książeczce “Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza”. Oto Rezerwa Federalna wpisuje w swoje papiery, że ma, dajmy na to, 100 miliardów dolarów. Z tego może kredytować banki komercyjne, które z kolei wychodzą ze skóry, by pożyczone w ten sposób pieniądze wtrynić, czyli pożyczyć komuś, kto potem już do końca życia będzie pracował na ich zyski – no i zyski Rezerwy. Będzie zatem ich niewolnikiem, który sam sprzeda się w niewolę – bo istotą niewolnictwa jest konieczność oddawania przez niewolnika swemu panu całego, albo większej części bogactwa, jakie swoją pracą wytwarza. Może nawet być za to swemu właścicielowi wdzięczny. Czegóż chcieć więcej?

No a teraz Unia Europejska wpadła na pomysł stworzenia Europejskiego Funduszu Odbudowy – bo trzeba będzie przecież jakoś odbudować to wszystko, co zostało już i zostanie zniszczone w ramach walki z proklamowaną epidemią zbrodniczego koronawirusa. Ma być tak: Komisja Europejska w imieniu Unii Europejskiej pożyczy 750 mld euro, z czego 30 procent ma być przeznaczone na walkę ze znienawidzonym klimatem, czyli na zmuszenie krajów słabszych i głupszych do wyrzeczenia się korzystania z nośników energii, którymi dysponują, na rzecz nośników, którymi nie dysponują. Dzięki temu wzmocnią swoją odporność – a w każdym razie tak twierdzą nasi okupanci z Brukseli. Nasi okupanci mają nadzieję, że uzyskają tę pożyczkę na warunkach korzystniejszych, niż... - ano właśnie; korzystniejszych od czego? Twierdzą, że korzystniejszych od warunków, które zostałyby przez lichwiarską międzynarodówkę podyktowane poszczególnym krajom członkowskim – ale czy aby będą one korzystniejsze od warunków zaproponowanych przez grandziarza? Tajemnica to wielka. Na razie jednak każdy bantustan ma opracować własny plan odbudowy i na przykład nasz nieszczęśliwy kraj ma otrzymać 58 mld euro, z czego prawie 24 mld to “dotacje”, a reszta, to pożyczka. Ten Krajowy Plan Odbudowy  Polska ma przedstawić do końca kwietnia, a Komisja Europejska sprawdzi, czy jest on zgodny z jej wytycznymi, przede wszystkim – z jej zaleceniami dla poszczególnych bantustanów. Przedtem jednak Sejm musi ten cały Krajowy Plan Odbudowy “ratyfikować”.

I tu rodzi się problem, bo rząd “dobrej zmiany” nie może liczyć nawet na poparcie wszystkich swoich koalicjantów. Poparcia odmówiła “Solidarna Polska”, w związku z czym trudno byłoby tę ratyfikację przeforsować tym bardziej, że na razie poparcia odmawia też Koalicja Obywatelska, czyli fragment obozu zdrady i zaprzaństwa. Koalicja twierdzi, że dlatego, iż rząd “dobrej zmiany” te pieniądze “zmarnuje”. Koalicja Obywatelska na pewno by nie zmarnowała, zwłaszcza gdyby o wszystkim decydował pan Sławomir Nowak – ale on akurat jęczy i szlocha w lochach “aresztu wydobywczego”. Ale obóz zdrady i zaprzaństwa nie jest w swoim stanowisku jednomyślny. Lewica deklaruje swoje poparcie bezwarunkowo, podczas gdy PSL – warunkowo, to znaczy, pod warunkiem że ten szmal nie będzie funduszem wyborczym PiS. Skoro wiadomo, że pierwsze koryto zawsze wylewa się dla świń, to niech rozdział tego funduszu będzie sprawiedliwy. Z kolei Konfederacja odmawia poparcia z przyczyn podobnych do przedstawianych przez “Solidarną Polskę”. “Solidarna Polska” sprzeciwia się możliwości, żeby przydział pieniędzy na Fundusz mógł być uzależniany od spełnienia jakichś warunków politycznych – o czym nasi okupanci z Brukseli mówią bez jakichkolwiek zahamowań. Konfederacja dodaje do tego zastrzeżenie, że Polska zadłuża się do spółki z innymi państwami z którymi będzie też zadłużać się w przyszłości – a ponadto nasi brukselscy okupanci wykorzystali tę sposobność dla wprowadzenia podatków unijnych, co jest kolejnym krokiem na drodze amputowania Polsce kolejnego segmentu suwerenności państwowej.

A w ogóle to w tym wszystkim chodzi o to, by obywatelom, a zwłaszcza przedsiębiorcom, można było przychylić nieba. Niektórzy z nich obawiają się jednak embarras de richesse, bo – jak powiadają – jeszcze nie zdążyli wydać 100 milionów od prezydenta Wałęsy.

Stanisław Michalkiewicz