Syn “Anny Wszechrosji”, czyli poetki Anny Achmatowej, historyk Lew Gumilow w “Cywilizacji wielkiego stepu” doszedł do wniosku, że przyczyną tak zwanej “pasjonarności”, czyli niespodziewanej dynamiki pogrążonej wcześniej w letargu wspólnoty narodowej, są wpływy kosmiczne. Większość ludzi wzrusza na to ramionami, ale Jan Długosz w swojej kronice wspomina o wydarzeniu, jakie miało miejsce za jego życia, kiedy to dzieci z całej Europy, w tym również z Polski, która - jak się okazuje – już wtedy do Europy należała, uciekały z domów i całymi gromadami wędrowały do Francji, a konkretnie – na Mont Saint-Michel, gdzie wpływy kosmiczne w  postaci przypływów i odpływów oceanu, są szczególnie spektakularne. Pamiętając, że przyczyną przypływów i odpływów oceanu jest Księżyc – ten sam, co powoduje, że kobietom regularnie przytrafia się “wedle zwyczaju niewiast” - to wydaje się, że wpływów kosmicznych tak całkiem wykluczyć nie można. Skoro Słońce – a więc kosmiczne ciało niebieskie – sprawia, że na Ziemi istnieje życie, to czyż nie byłoby zuchwalstwem aroganckie negowanie wpływów kosmicznych również na ludzkie mózgi? Zatem pierwszą przyczyną ewolucji poglądów pana prof. Simona mogły być wpływy kosmiczne.

To ciekawe wyjaśnienie, ale ma jeden plus ujemny, mianowicie taki, że właściwie niczego nie wyjaśnia. Wpływy kosmiczne w ostatnim roku specjalnie się nie zmieniły, podczas gdy poglądy pana prof. Simona zmieniły się radykalnie. W tej sytuacji trzeba wziąć pod uwagę również inne możliwości. Na pewien trop naprowadzają nas dwie okoliczności. Pierwsza to taka, że pan prof. Simon był w swoim czasie beneficjentem “grantów”, fundowanych przez farmaceutyczny koncern Pfizer. Okoliczność druga, to ta, że w okresie, gdy pan prof. Simon spokojnie krytykował “medialną histerię”, koncern Pfizer jeszcze nie zdążył rzucić na rynek szczepionki przeciwko zbrodniczemu koronawirusowi, chociaż podobno już nad nią “pracował”. Ale na tym się okoliczności nie wyczerpują, bo powiadają, że koncern Pfizer miał jedno ze swoich laboratoriów akurat w mieście Wuhan, skąd zbrodniczy koronawirus rozprzestrzenił się na cały świat. To oczywiście nie musi nic znaczyć, ale kolejna okoliczność może mieć pewne znaczenie. Oto koncern Pfizer, jeszcze przed proklamowaniem epidemii zbrodniczego koronawirusa, podpisał porozumienie o “joint venture”, czyli wspólnym przedsięwzięciu z brytyjskim koncernem GlaxoSmithKline, podobnie jak Pfizer, podejrzewanym o korumpowanie lekarzy - które miało wejść w życie w roku 2019, a więc akurat tuż przed wykryciem epidemii. W tym przedsięwzięciu GSK miał mieć 68 proc, udziałów, a Pfizer – resztę. GSK jest właścicielem nie tylko rozmaitych cudownych preparatów sprzedawanych bez recepty, ale również  leków takich jak m.in. Theraflu, Sensodyne. Rutinoscorbin, Voltarem, Panadol i inne. W informacjach o joint venture nie było mowy o szczepionkach, bo wtedy nikt nie słyszał jeszcze o zbrodniczym koronawirusie, ale warto przypomnieć spostrzeżenie Stanisława Lema, że prawdziwie wielki przemysł nie zaspokaja potrzeb, tylko je stwarza. Skoro tak, to cóż by przeszkadzało obydwu firmom przekonanie Światowej Organizacji Zdrowia, która większość swego budżetu czerpie z jurgieltu przekazywanego temu biurokratycznemu gronu właśnie przez koncerny farmaceutyczne, by proklamowała pandemię zbrodniczego koronawirusa, na którego nie ma innego remedium, jak tylko szczepionki, produkowane m.in przez koncern Pfizer, ale i inne kocerny, które też, jeden przez drugiego, rzuciły się na szczepionki, żeby sprawiedliwie podzielić między siebie rynek obejmujący 7,5 miliarda ludzi. Oczywiście na tym etapie dalsze podtrzymywanie opinii, by nie ulegać “medialnej histerii”, było absolutnie nie na miejscu. Przeciwnie - “medialna histeria” została wprzęgnięta w to wspólne przedsięwzięcie, a w tej sytuacji już nas tak nie dziwi ewolucja poglądów pana prof. Simona. Nie dziwi tym bardziej, że dyrektor generalny koncernu Pfizer, pan Albert Bourla, właśnie poinformował, że szczepienia przeciwko zbrodniczemu koronawirusowi staną się “coroczną rutyną” , co znaczy, że jak już ktoś zostanie “wyszczepiony”, to będzie “wyszczepiany” co roku, aż do końca życia, dzięki czemu wprawdzie też umrze, ale umrze całkowicie wyleczony. I tak będzie, to właśnie będzie “nowa normalność” – bo jakiż przedsiębiorca pozbawiłby się takiej żyły złota?

To oczywiście jest potępiona przez wszystkich “mądrych, roztropnych i przyzwoitych” teoria spiskowa, która niestety wywołuje żywy rezonans zwłaszcza wśród “agresywnej dziczy”, która “nie przestrzega niczego”, a zwłaszcza obowiązku noszenia “maseczek” i zachowywania stosownego dystansu. Toteż pan prof. Simon wprost nie znajduje słów potępienia dla “dziczy”, która – jak się okazało – odpowiada za wzrost zakażeń, czyli utrzymywanie się epidemii. W tej sytuacji nie będzie innej rady, jak wprowadzenie “paszportu szczepionkowego”, który już w czerwcu ma być zaprowadzony w eurokołchozie, a u nas pobożny poseł Gowin, pomysłodawca utworzenia w Gostyninie obozu koncentracyjnego, zapowiada “rozważenie” tego pomysłu. W ten sposób “agresywna dzicz” zostanie zlokalizowana, a wtedy może zostać wysłana do gazu, albo unieszkodliwiona w jakiś inny sposób – bo czegóż nie robi się dla zdrowia? Podobny los spotka lekarzy, którzy ośmielają się podnosić wątpliwości. Na razie są karani administracyjnie przez medyczne kolektywy, ale to dopiero początek, bo przecież w walce ze zbrodniczym koronawirusem nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. No i oczywiście dołączy do nich pan red. Pospieszalski, który nie tylko dopuścił wątpiących do głosu na antenie TVP, ale nawet sprawiał wrażenie, jakby się z nimi zgadzał, więc nic dziwnego, że Wielce Czcigodna Joanna Lichocka naskarżyła na niego do pana Kurskiego, żeby zrobił z nim porządek – chyba, że złoży publiczną samokrytykę. W walce ze zbrodniczym koronawirusem niezbędne jest bowiem utrzymanie, a właściwie - przywrócenie jedności moralno-politycznej narodu, jak było za Gierka, którego rząd “dobrej zmiany” z widoczną skwapliwością naśladuje.

Stanisław Michalkiewicz