Skandaliczna decyzja o rozlokowaniu migrantów w centrum miasteczka została podjęta bez konsultacji z mieszkańcami i wbrew jednomyślnej decyzji członków Rady samorządu rejonu solecznickiego, która wyraziła kategoryczny sprzeciw i jednoznacznie poparła dziewieniszczan.

Jednak konserwatywno-liberalny rząd, który na słowach głośno deklarował szerokie swobody i poszanowanie praw obywatelskich, na praktyce nimi wzgardził. Powrócił natomiast do dawnej buldożerowej praktyki.

Rzecz oczywista, że postawieni przed faktem i przyparci do muru mieszkańcy przygranicznego miasteczka nie chcieli pogodzić się z tą bezmyślną i krzywdzącą decyzją. Nie było w tym wielkiej polityki, a zwykła ludzka chęć zapewnienia bezpieczeństwa dla swych dzieci i wnuków, bo ośrodek dla migrantów znajdowałby się obok dwóch gimnazjów.

Warto przypomnieć, że przedtem Agnė Bilotaitė, minister spraw wewnętrznych, kłamliwie zapewniała, że migranci nie będą rozlokowywani w miejscowościach zamieszkałych. Na takie postępowanie i traktowanie mieszkańcy Dziewieniszek, a 85 proc. z nich to Polacy, odpowiedzieli powołaniem komitetu samoobrony i protestami.

Ich postawa spotkała się ze zrozumieniem i wyrazami solidarności ze strony liderów społeczności polskiej, przewodniczącego AWPL-ZChR i ZPL, europosła Waldemara Tomaszewskiego, posłów na Sejm RL i RP, duchownych, radnych, piosenkarzy, rolników, zwykłych mieszkańców Wileńszczyzny i innych regionów Litwy. Niejednokrotnie przyjeżdżali oni do Dziewieniszek, by podtrzymać na duchu protestujących, dodać im otuchy i powiedzieć wprost: „Jesteśmy z wami”, „Sprawiedliwość jest po waszej stronie”, „To jest nasza wspólna słuszna sprawa” itd., itp. Nie pozostały też na uboczu polonijne i kresowe organizacje takie jak: Europejska Unia Wspólnot Polonijnych, Kongres Polonii Amerykańskiej, Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej.

Zdecydowana i solidarna postawa przyniosła skutek. Jedna bitwa została wygrana, ale problem z potokiem nielegalnych migrantów dotyczy nie tylko Dziewieniszek, ale też Miednik, Ławaryszek, Rudnik i innych miejscowości Wileńszczyzny.

Właśnie o tym mówili uczestnicy masowego wiecu, jaki odbył się w ubiegły czwartek na pl. Kudirki w Wilnie. Przed gmachem rządu licznie zgromadzeni modlili się, prosząc Boga o wstawiennictwo w czasie tej niezwykłej próby, śpiewali piosenki, których myślą przewodnią było przywiązanie i miłość do Ziemi Wileńskiej, apelowali do rządu o zagwarantowanie poczucia bezpieczeństwa, uszczelnienie granicy i powstrzymanie niekontrolowanego potoku nielegalnych migrantów oraz równomiernego i solidarnego ich rozmieszczenia na terenach wszystkich samorządów litewskich, a nie tylko przygranicznych.

Zebrani z uwagą wysłuchali relacji przedstawicieli wspólnoty dziewieniskiej, podzielali obawy mieszkańców Miednik, którzy również czują się zagrożeni i obawiają się ekscesów ze strony migrantów. Jak mówili, są to ludzie o innej kulturze, innym wyznaniu i nikt do końca nie wie z jakimi zamiarami tu, na Litwę, przybyli. Najgorsze jest to, że włóczą się po osiedlach, wchodzą na podwórka o różnej porze dnia i nocy, a ludzie z tego powodu nie czują się bezpieczni. A to dopiero „miłe” złego początki. Już po kilku dniach pobytu w obozie w Rudnikach przybysze zaczęli podnosić głowy, buntować się, stawiać żądania, demolować pomieszczenia i rozbierać płot. Policja zmuszona została do użycia gazów łzawiących i armatek wodnych. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale policjanci będą mieli jeszcze sporo roboty.

Najgorsze jest to, że rząd nie był w stanie opanować sytuacji na granicy, a liczba migrantów nielegalnie przekraczających granicę rosła w proporcji geometrycznej. Wiadomo, że Litwa dla migrantów nie jest krajem docelowym, ale być może jakaś część z nich na Litwie pozostanie. Doświadczenie zaś krajów zachodnich pokazuje, że ci z nich, którzy otrzymali azyl, to niechętnie albo i wcale nie integrowali się ze społeczeństwem. Np. Niemcy od 2015 roku wydali miliardy euro na integrację, ale skutek był mierny. Deportacja jest natomiast procesem niezwykle skomplikowanym i dość drogim, bo deportowanie jednej osoby kosztuje ok. 15 tys. euro.

Stoimy więc przed wielkim wyzwaniem. Jak na razie władze centralne nie bardzo dają z nim radę, zwalając cały ciężar kryzysu migracyjnego na barki samorządów. Trzeba przyznać więc rację europosłowi Waldemarowi Tomaszewskiemu, który powiedział, że trzeba brać sprawy w swoje ręce. Wzmacniać samorządność, wspierać wspólnoty lokalne i organizacje pozarządowe, a w razie konieczności, za przykładem dziewieniszczan, tworzyć komitety samoobrony.

Zygmunt Żdanowicz