- Zdecydowana większość uczestników marszu przeszła ulicami Bilbao bez zachowania dystansu społecznego. Uczestnicy wydarzenia nie mieli też na twarzach maseczek ochronnych – donosi portal Interia.

Przemarsz przeciwników reżimu sanitarnego odbył się w sobotę pod hasłami: „Precz z dyktatem!”, „Chcemy wolności!”, „Ten paszport to wstęp do dyktatury!”. Tysiące mieszkańców Kraju Basków na północy Hiszpanii zamanifestowała brak zgody na eksperymentalną politykę „wyszczepiania” i „kontrolowanie ludności za pośrednictwem paszportu COVID-19”.

Na miejscu rozdawano broszurę, której autorzy podkreślili, iż segregacja sanitarna jest „jest formą współczesnego apartheidu”, a masowa akcja szczepień prowadzona przez sojusz koncernów farmaceutycznych i rządów pod egidą globalistycznych organizacji nie przynosi zapowiadanych rezultatów, ponieważ ilość przypadków zakażenia koronawirusem wzrasta, a nie maleje.

Jeszcze dwa tygodnie temu media podawały, że hiszpańskie władze od miesięcy pracują nad zmianą podejścia do epidemii koronawirusa SARS-CoV-2, tak aby zacząć traktować COVID-19 jak grypę i inne choroby układu oddechowego.

Powyższe informacje przekazywał np. dziennik „El Pais”. Z informacji gazety wynikało, że zgodnie z nowym podejściem hiszpańskie władze przestałyby raportować każde zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 i testować każdą osobę, u której dałoby się zaobserwować jeden z symptomów zakażenia koronawirusem.

COVID-19 miałby być traktowany w Hiszpanii jak grypa, a skalę jego transmisji szacowano by w oparciu o informacje zbierane przez reprezentatywną grupę lekarzy w szkołach oraz lekarzy z wybranych ośrodków zdrowia i szpitali. W ten sposób w kraju monitorowana jest m.in. skala penetracji społeczeństwa przez grypę. Według hiszpańskiego dziennika rząd tego kraju podjął już próbę rozmów na ten temat z partnerami w ramach Unii Europejskiej.

Być może skala sobotnich protestów w Bilbao przekona władze w Madrycie do przyspieszenia zmian w tym zakresie. Hiszpania poszłaby wówczas drogą Wielkiej Brytanii. Przypomnijmy, że w Zjednoczonym Królestwie od 27 stycznia przestaną obowiązywać wszelkie restrykcje i ograniczenia wprowadzone z powodu pojawienia się wariantu Omikron, takie jak obowiązek noszenia maseczek, certyfikaty covidowe i zalecenie pracy zdalnej. Jak poinformował premier Boris Johnson, tę decyzję podjął w związku ze spadkiem liczby zakażeń.

- Rząd nie będzie już nakazywał noszenia masek na twarzy w żadnym miejscu - powiedział brytyjski premier. Dodał, że chce zaufać „osądowi społeczeństwa” dotyczącemu zakładania maseczek w zamkniętych i zatłoczonych miejscach, w związku z tym każdy sam będzie mógł zdecydować czy maseczkę założy, czy nie.

Oznajmił też, że nie będzie obowiązywać już zalecenie pracy zdalnej, które miało na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się wariantu Omikron. Od 27 stycznia wszyscy pracownicy mogą wrócić do pracy w biurze. Od tego dnia również przestaną być wymagane paszporty covidowe w czasie dużych wydarzeń. W najbliższych tygodniach rząd Wielkiej Brytanii planuje natomiast znieść obowiązkową izolację dla osób zakażonych COVID-19. Ma to nastąpić już 24 marca.

Zniesienie restrykcji w Zjednoczonym Królestwie podyktowane jest spadkiem liczby zakażeń. Na dzień 20 stycznia liczba osób zakażonych wynosiła tam 107 364, a dla porównania 4 stycznia, gdy nastąpił szczyt zachorowań, zanotowano 218 724 takich przypadków. Spadek liczby zakażeń w ciągu ostatniego tygodnia wyniósł 32,8 procent. Władze w Londynie tłumaczą też, że na zniesienie restrykcji ma wpływ wysoka wyszczepialność społeczeństwa w Wielkiej Brytanii. Na dzień 19 stycznia w pełni zaszczepionych było 83,6 procent tamtejszej populacji.

 

PZ