9 marca posłowie Dobromir Sośnierz, Jakub Kulesza i Artur Dziambor ogłosili na konferencji prasowej, że odchodzą z partii KORWiN i zakładają nową partię wolnościową. Zaznaczyli przy tym, że pozostają w Konfederacji. Podkreślali, że głównym powodem jest chęć przekazywania wolnościowej idei. Krytykowano też prezesa partii KORWiN Janusza Korwin-Mikkego.

 

– Po prawdziwej kanonadzie nieodpowiedzialnych wypowiedzi prezesa na tematy ukraińskie jesteśmy zmuszeni wypisać się z partii KORWiN – mówił poseł Sośnierz.

 

Niecały miesiąc temu z partii KORWiN usunięto również Tomasza Grabarczyka, który jest także rzecznikiem prasowym Konfederacji. Jak sam przekonywał, powodem było nazwanie Władimira Putina „zbrodniarzem”.

 

– W dniu dzisiejszym dobiegła końca moja przygoda z Partią KORWiN. Należałem do tego ugrupowania od samego początku w 2015 roku (wcześniej byłem w KNP). Od 2017 pełniłem funkcję prezesa okręgu łódzkiego, a od 2019 członka Prezydium Partii. Na podstawie absurdalnych zarzutów ze strony Prezesa Janusza Korwin-Mikkego kierowanego przez Sławomira Mentzena oraz kilku członków Prezydium, zostałem decyzją sądu usunięty. Główny powód? Nazwanie Putina zbrodniarzem – przekonywał na Facebooku 21 kwietnia. Janusz Korwin-Mikke i Sławomir Mentzen zaprzeczali temu, wskazując, że powodem było działanie przeciwko partii KORWiN.

 


 

Sprawa nowej partii zniknęła. Aż do teraz. Marcin Dobski na salon24.pl opisał sprawy formalne, m.in. komiczną nazwę nowej partii, która nazywała się „Wolnościowcy poprzedni wpis wykreślić Wolnościowcy”. To zostało już poprawione, zaś sami członkowie twierdzą, że był to błąd urzędnika.


 

Jednak przy rejestracji partii wychodzą na jaw kolejne, znacznie ciekawsze sprawy. Jak chociażby kwestia rejestracji partii sięgająca wielu lat wstecz.


 

– Jakim cudem tak szybko zarejestrowaliście partię? Skorzystaliśmy z wcześniej założonej partii, wystarczyło tylko zmienić nazwę. Proces rejestracji partii może trwać nawet kilka lat, co pokazał przykład partii Polska 2050, której wniosek o rejestrację został złożony 3 listopada 2020 r., a cały proces zakończył się dopiero w 2022 roku – napisano na oficjalnym facebookowym profilu partii Wolnościowcy.

 

– Dlaczego założycielami partii nie jest Artur Dziambor, Dobromir Sośnierz i Jakub Kulesza? Zamiast rejestrować partie od nowa skorzystaliśmy z już zarejestrowanej partii założonej w 2019 roku przez Marka Kułakowskiego, Michała Wawra i Tomasza Grabarczyka. Michał Wawer zrezygnował z członkostwa w partii przed złożeniem wniosku o zmianę nazwy, a Tomasz Grabarczyk miał zrezygnować po zmianie nazwy – czytamy dalej.

 

– T. Grabarczyk rzekomo został wyrzucony z KORWiN za konferencję o Putinie-zbrodniarzu (4 kwietnia). 17 marca składał już wniosek o rejestrację nazwy partii rozłamowców. Wygląda na to, że najpierw był brak lojalności i pan Grabarczyk minął się z prawdą – zauważył Marcin Dobski.

 

Ponadto, biorąc pod uwagę fakt, że sprawa z partią była ruszana już lata temu, ciężko przyjąć tłumaczenie wspomnianych posłów o „kanonadzie nieodpowiedzialnych wypowiedzi prezesa na tematy ukraińskie” za prawdziwe. Sprawa bowiem była szykowana znacznie wcześniej, zaś wspomniane wypowiedzi zdają się być jedynie pretekstem.

 

Jak zaś wiadomo, pretekstem może być cokolwiek, byle było w miarę wiarygodne dla elektoratu. Pretekst jednak nie jest powodem istnej wolty części dawnych podwładnych wobec Korwin-Mikkego. Co więc jest prawdziwym powodem tworzenia nowej „wolnościowej” partii? Czy jest nim chęć forsowania lewicowej obyczajowości? Biorąc pod uwagę skład poselski nowego ugrupowania i ich dotychczasowe działania czy deklaracje, nie można tego wykluczyć. Ale o tym następnym razem.

 


 

Dominik Cwikła


 

Autor jest dziennikarzem i publicystą, założycielem portalu kontrrewolucja.net. Profile autora w mediach społecznościowych: Facebook, Twitter, YouTube