Co ciekawe, doradcy księcia Karola, który jest następcą brytyjskiego tronu, zalecali wówczas, by nie przyjmował on datku od Bakra bin Ladena, patriarchy dużego i wpływowego saudyjskiego rodu, i jego brata Szafika. W całej sprawie książę Karol miał mieć jednak znikomy udział, tak przynajmniej wyjaśniają osoby związane z arystokratą. Rzecznik rezydencji księcia potwierdził, że darowizna została przyjęta. Oświadczył jednak, że decyzję w tej sprawie podjęli członkowie zarządu powierniczego fundacji, a nie książę, oraz że podjęto ją z dochowaniem należytej staranności w przestrzeganiu obowiązujących procedur.

 

Prezes fundacji Ian Cheshire powiedział, że zgodę na darowiznę wyraziło pięciu członków zarządu, a „każda próba sugerowania, że było inaczej, jest myląca i wprowadzająca w błąd”. Książę Karol spotkał się już wcześniej z wątpliwościami dotyczącymi działalności jego organizacji charytatywnych - przypomina agencja AP. Wcześniej "Sunday Times" informował, że książę Karol przyjął od byłego premiera Kataru, szejka Hamada bin Dżasima bin Dżabera al-Taniego, niecodzienny prezent - torby zawierające 3 miliony dolarów w gotówce.

 

Wszystkiemu przyglądają się służby. Londyńska policja prowadzi śledztwo w odrębnej sprawie, związanej z podejrzeniami, że osoby związane z inną organizacją charytatywną księcia, Prince's Foundation, oferowały pewnemu saudyjskiemu miliarderowi pomoc w uzyskaniu przywilejów i brytyjskiego obywatelstwa w zamian za darowizny. Clarence House przekazało, że księciu Karolowi nic nie wiadomo o takiej ofercie. Cała sprawa zdaje się jednak kłaść cieniem na brytyjski dwór.

Wiktor Odlanor