Rzekomo w końcu października zeszłego roku miał zginąć „as ukraińskiego lotnictwa”. I tym razem nie chodzi o mitycznego „ducha Kijowa”, tylko o niejakiego Wadima Blagowisnego. Jednak wiadomość o jego śmierci dopiero teraz jest mocno pompowana przez ukraińską propagandę. A to ponoć dlatego, że był genialnym pilotem, który sam zniszczył (i to są dane oficjalne z dowództwa 299 brygady lotnictwa taktycznego) „ponad 1000 jednostek uzbrojenia”.

 

Wynik jednego pilota, jak całego ukraińskiego lotnictwa

 

W oficjalnym komunikacie ukraińskie Ministerstwo Obrony podało, że „od początku wojny na pełną skalę wykonał on 95 lotów bojowych, w których zniszczył 100 pojazdów opancerzonych, 80 samochodów, 40 cystern z paliwem i około 800 wyrzutni rakiet. Za bohaterstwo został odznaczony orderami Bohdana Chmielnickiego III i II stopnia, teraz złożono wniosek o pośmiertne odznaczenie go orderem Bohatera Ukrainy”. A więc w każdym locie bojowym miał on zniszczyć: jeden czołg, bojowy wóz piechoty, albo transporter opancerzony, jeden samochód ciężarowy i 8-9 wyrzutni rakiet! Do tego w co drugim locie miał zniszczyć cysternę, o których wiadomo, że rosną na drzewach i że co druga ciężarówka to cysterna.

 

Statystyka się rozjeżdża

 

To w połączeniu ze statystykami innych pilotów wychodzi rachunek, który wskazywałby na zadanie przez nich około 30 procent rosyjskich strat w sprzęcie. A jeśli ukraińskie statystyki strat zadanych wrogowi obniżymy do rozsądnych, podawanych przez zachodnich analityków wskaźników, to wyjdzie, że ukraińskie lotnictwo zniszczyło ponad połowę rosyjskiego sprzętu! A jak dodamy drony to nawet 80 procent. Co jest oczywistą bzdurą. I byłoby niewykonalne nawet w przypadku całkowitego przez nie panowania w powietrzu. To mogłoby być wykonalne jedynie w przypadku całkowitej przewagi powietrznej Amerykanów. I z użyciem 20-krotnie większej liczby samolotów, z gigantyczną przewagą technologiczną w samolotach, bombach i rakietach oraz z ich inteligentnymi środkami naprowadzania. Tymczasem na Ukrainie 80 procent strat obu stron to wynik walenia w siebie artylerii, a lotnictwo ma rolę mocno pomocniczą.

 

Okoliczności śmierci

 

Dziwne wydają się także okoliczności jego śmierci. Otóż jak podały służby prasowe ukraińskiego Ministerstwa Obrony: „Wadim Blagowisny wracał samolotem szturmowym z misji bojowej, gdy był już na ścieżce do lądowania nagle jego samolot został trafiony przez rakietę wroga. Nie było szans na ucieczkę”. Z tego co wiem (oczywiście mogę się mylić) całe lotnictwo Ukrainy po pierwszym ataku zostało rozśrodkowane na lotniska polowe i lotnicze odcinki autostradowe. Pod osłonę bardzo silnej (do dzisiaj) obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Co więcej nie znajdują się owe miejsca stacjonowania ukraińskich samolotów zbyt blisko linii frontu (choć samolot bliskiego wsparcia Su-25 na dalekie misje nie lata, to i tak te kilkadziesiąt, czy 150 kilometrów do celu raczej robi). Jak w takiej odległości od przeciwnika trafiła go rakieta?

Jedynym sensownym wytłumaczeniem (gdyby przyjąć ukraiński komunikat za prawdziwy) jest, że gdzieś w okolicy lotniska zabłąkał się pojedynczy, rosyjski myśliwiec i czaił się, aż coś wyląduje. Byłoby to trudne, szczególnie, że Ukraińcy mają teraz dzięki Zachodowi sprzęt radarowy o dwie generacje lepszy od Rosjan, a ów myśliwiec musiałby polegać na swoim radarze pokładowym i obserwacji wzrokowej, w warunkach pętania się w rejonie silnej obrony przeciwlotniczej przeciwnika. Stawiam raczej na to, że został zestrzelony nad celem. Ewentualnie zginął w wypadku, w czasie lądowania (być może na uszkodzonym ogniem nieprzyjaciela samolocie). Jednak postanowiono tę śmierć wykorzystać propagandowo. I dodano rakietę na ścieżce podchodzenia do lądowania.

 

Ukraińskie lotnictwo dalej sobie jakoś radzi

 

Paradoksalnie te bzdury propagowane przez media, a szczególnie Ministerstwo Obrony są kpiną z prawdziwego bohaterstwa ukraińskiego lotnictwa, które nie dało się zniszczyć w pierwszych dniach wojny i nadal pomimo przewagi ilościowej i technologicznej Rosjan sobie jakoś radzi, odgryza się i kąsa. Oczywiście robi to w dość mądry sposób – czyli pod osłoną własnej, bardzo silnej obrony przeciwlotniczej. I sobie radzi. Jednak w to, że jeden pilot zniszczył setkę czołgów i transporterów nie mówiąc o 800 rakietach, to trzeba naprawdę łykać propagandę, jak gęś paszę.

 

Zdzisław Markowski