„Gazeta Wyborcza” znalazła nową dyskryminację – rzekomo weganie nie mają co jeść w polskich sanatoriach (FELIETON)

0
0
6
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjne / Pixabay

Dzień bez grupy wykluczonej jest dla pewnej gazety dniem straconym. Dlatego artykuł pod wiele mówiącym tytułem „Weganie są dyskryminowani w polskich sanatoriach? Religia to sprawa prywatna” jakoś wcale mnie nie zdziwił, ani nie zaskoczył. Otóż artykulik autorstwa, a w zasadzie opracowania Natalii Kondratiuk-Świerubskiej wyszukał kolejną taką grupę. I są to wszelkiej maści roślinożercy, którzy w opinii owej „gazety” przymierają z głodu w polskich sanatoriach.

Dodajmy, że to nie jest pierwszy artykulik na ów „bulwersujący” trawojadów temat spłodzony przez „dziennikarzy” owej gazeciny, ponieważ wcześniej „problem” ten opisywali Anita Dmitruczuk oraz Aleksander Gurgul z „Gazety Wyborczej”. A owym problemem jest fakt, że „obecnie znalezienie sanatorium, gdzie pobyt dofinansowany przez NFZ miałby w opcji podstawowej dietę roślinną jest bardzo trudne”, z czego autorzyca wyciąga rzekomo logiczny wniosek, że „weganie są dyskryminowani w polskich sanatoriach”. Czemu rzekomo i pozornie logiczny? Z jednej bardzo prostej przyczyny – gdyby było masowe zapotrzebowanie na taką dietę, to właśnie ona by królowała na sanatoryjnych stołówkach, a skoro tak nie jest to może dlatego, że nikt tego nie chce jeść?

Jak ktoś nie chce to niech nie je

„Zdaniem wielu osób pobyt w sanatorium to świetny sposób na wypoczynek oraz rekonwalescencję. Nie dziwi więc fakt, że takie turnusy cieszą się ogromną popularnością. Wybierając się do sanatorium na NFZ, ponosimy jedynie koszty związane z noclegiem”. W 2023 roku może on wynieść od ponad 200 do nawet 858 zł za 21 dni. Co ciekawe cena jest uzależniona jest od terminu - najwyższa jest w okresie wiosenno-letnim oraz standardu pokoju. Mówimy tu o dopłacie za pokój jednoosobowy z łazienką. Cóż za wygodę i brak upierdliwego współmieszkańca trzeba dopłacić. Takie jest życie. Tak samo jest z żarciem, ponieważ „wegetarianie i weganie w polskich sanatoriach płacą więcej”.

„Jak zaznaczają w swoim artykule Anita Dmitruczuk oraz Aleksander Gurgul, który ukazał się w "Gazecie Wyborczej", za żywienie wegańskie lub wegetariańskie zazwyczaj należy dopłacić”. W sumie ma to sens – kilo padliny z kurczaka, czy świniaka paradoksalnie jest tańsze, niż sałata, czy rzodkiew. A szczególnie poza sezonem. Dlatego fakt, że „znalezienie sanatorium, gdzie pobyt dofinansowany przez NFZ miałby w opcji podstawowej dietę roślinną graniczy z cudem” to norma i nie ma się czemu dziwić.

Dalej mamy wymienione konkretne przykłady owej „dyskryminacji”. I tak „Przykładowo, sanatorium w Dąbkach pobiera w takich przypadkach dodatkową opłatę 25 zł za dzień. Co więcej, ośrodek poucza swoich kuracjuszy. Według Narodowego Funduszu Zdrowia diety pacjentów ze względu na światopogląd, religie (dieta wegańska, wegetariańska) są prywatną sprawą pacjenta i nie mają prawa mieć wpływu na żywienie zbiorowe przez sanatorium". Natomiast Uzdrowisko Cieplice przy diecie wegetariańskiej przypomina, że "nieprawidłowe żywienie może doprowadzić do anemii”. I gdzie tutaj kochane redachtorki jest nieprawda? Dieta wegetariańska, a już szczególnie wegańska jest dietą mocno eliminacyjną przez co powstają poważne niedobory rozmaitych makro i mikroelementów oraz witamin w organizmie i jeżeli ktoś się na taką dietę zdecydował to jest to jego sprawa i powinien się dodatkowo suplementować.

Zawodowy antydyskryminant pochyla się nad problemem...

Zawodowy ekspert wyjaśnia...

I wtedy światli, niczym nowy marszałek Sejmu „dziennikarze” mojej ulubionej „Gazety Wyborczej” nie potrafili odpowiedzieć na trudne, niczym przyszłość Polski pytanie - czy w takich przypadkach możemy mówić o dyskryminacji? Dlatego postanowili się skontaktować z prawdziwym „ekspertem”, który z tego żyje, czyli z niejakim Krzysztofem Kumorem z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. A ten dał rozległą wykładnię, którą poniżej cytuję: „Mówimy tu o nierównym traktowaniu w dostępie do usług, jeśli oczywiście powód takiego zróżnicowania w odpłatności za dietę tradycyjną i wegetariańską nie ma silnego umocowania ekonomicznego, czyli na przykład, że żywienie oparte na roślinach nie jest po prostu droższe niż to na mięsie, dostarczając podobną ilość składników odżywczych i kalorii”.

Eureka. Odkryto kolejną dyskryminację, na której ktoś może zarobić jakieś odszkodowanie z kasy podatnika, czyli nas wszystkich. A moja odpowiedź brzmi – nie chcecie to nie jedzcie.

 

Zdzisław Markowski

Źródło: ZM

Sonda

Wczytywanie sondy...

Polecane

Wczytywanie komentarzy...
Przejdź na stronę główną