Michalkiewicz: Nie jest bezpiecznie (FELIETON)

0
0
Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz / sejmlog

Któż nie pamięta amerykańskiego filmu “Maratończyk” w którym nieświadomy niczego jegomość, tytułowy maratończyk, torturowany jest przez emerytowanego nazistę, który wierci mu zęby dentystyczną wiertarką bez znieczulenia, a w rezerwach pyta: “bezpiecznie” - czego tamten nie rozumie?

Z dalszej części filmu wynika, że ów nazista chce sprzedać w Nowym Jorku brylanty, jakie w czasie wojny uzbierał sobie od biednych Żydów, którzy teraz rozpoznają go na ulicy, z czego wynikają kłopoty. Wreszcie nazistę dopada nasz maratończyk, który na dzień dobry oświadcza mu: “nie jest bezpiecznie”.
Czy dzisiaj lekkiego dreszczyku nie powinien doznać obywatel Tusk Donald i Książę-Małżonek? Właśnie gruchnęła wieść, że Prezydent Trump zatwierdził uderzenie na Wenezuelę. Nie jest to oczywiście żadna wojna, bo prezydent Trump, gdzie tylko może wojny wygasza, więc uderzenie na Wenezuelę jest fragmentem walki o pokój, którą przewidziało jeszcze za głębokiej komuny Radio Erewań, odpowiadając na pytanie zaniepokojonego słuchacza, czy będzie wojna – że żadnej wojny oczywiście nie będzie, tylko rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu. Jak będzie wyglądała walka o pokój w Wenezueli, tego jeszcze nie wiemy, bo wiemy tylko, że zaraz na początku walki o pokój amerykańscy komandoksi złapali nie tylko prezydenta Mikołaja Maduro i jego żonę, którym – po błyskawicznym przetransportowaniu ich do Nowego Jorku, tamtejszy funkcjonariusz tamtejszego obywatela Żyrka Waldemara przedstawił im “zarzuty” - że nie tylko zbuntowali się przeciwko Ameryce, ale w dodatku zgromadzili “broń maszynową”. Nietrudno się domyślić, że “za takową psotę pójdą co najmniej w Sybirną robotę” - jak czytamy w “Panu Tadeuszu” - zwłaszcza, gdy Ameryka znormalizuje wreszcie stosunki z Rosją, czemu sprzeciwia się ukraiński prezydent Zełeński. Ponieważ pali mu się ziemia pod nogami i właśnie na pożarcie krokodylom wyrzuca z rządowej ukraińskiej pirogi kolejnych murzyńskich chłopców, zastępując ich innymi – żeby ci inni też zdążyli skorzystać na wojnie i przytulili sobie, chociaż po kilka nędznych milionów dolarów – więc jak już na Ukrainie zakończy się walka o pokój, która pewnie jeszcze potrwa, dopóki ostatni oligarcha nie umoczy pyska w melasie - to kto wie, czy Mikołaj Maduro nie zostanie zesłany do kolonii karnej gdzieś na Kołymie – chociaż na Alasce też mogą być podobne miejsca odosobnienia.

Dobrze mu tak, bo po co buntował się przeciwko Stanom Zjednoczonym – jakby nie wiedział, że prędzej czy później Bóg, jak zwykle, da Ameryce zwycięstwo, a wtedy rozprawi się ona z buntownikami – ale w majestacie prawa: najpierw funkcjonariusze tamtejszego obywatela Żurka Waldemara przedstawią im “zarzuty”, a potem odbędzie się proces, który zakończy się pięknym wyrokiem – żeby żadna Schwein nie ośmieliła się już buntować przeciwko Stanom Zjednoczonym? Ale zwycięstwo to jedna sprawa, a jego zagospodarowanie to sprawa druga. W Wenezueli nie będzie z tym problemu, bo amerykańscy komandosi, tylko patrzeć, jak osadzą na tamtejszym tronie panią Marię Machado – żeby demokracja wreszcie i tu zatriumfowała. Bo jeśli demokracja ma zatriumfować, to na tronie musi zostać przez komandosów osadzony jakiś płomienny szermierz wolności i demokracji – a taką właśnie rolę Opatrzność wyznaczyła pani Marii Machado, co to od reżymu Mikołaja Maduro cierpiała straszliwe katiusze i nawet musiała stosować minimum konspiracyjne, żeby w przebraniu wieśniaczki wyjechać na uroczystość wręczenia jej Pokojowej Nagrody Nobla, a potem – żeby incognito do Wenezueli przyjechać. Na szczęście dla niej wszystko już wkrótce zakończy się wesołym oberkiem i kiedy tylko komandosi zainstalują ją na stanowisku nowego, demokratycznego prezydenta Wenezueli, to będzie mogła używać życia całą paszczą.

No dobrze – ale skoro tak, to niby dlaczego nie miałoby być bezpiecznie? Ano dlatego, że Wenezuela, to jedna sprawa, a nasz nieszczęśliwy bantustan, to sprawa druga. Mimo tych różnic jest jednak wspólny mianownik – że każdy buntownik przeciwko Ameryce zostanie przykładnie ukarany – oczywiście po uprzednim pojmaniu go wraz z żoną oraz postawieniu mu “zarzutów”. I właśnie dlatego obywatel Tusk Donald, podobnie, jak Książę-Małżonek, powinien poczuć ciarki na plecach. Żyje bowiem mnóstwo świadków, którzy widzieli, jak obywatel Tusk Donald za plecami prezydenta Donalda Trumpa udawał, że mierzy doń z pistoletu, a mnóstwo słyszało, jak wcześniej obywatel Tusk Donald zarzucał prezydentu Donaldu Trumpu, że jest “agentem Putina”. Czy za to nie należy się piękny wyrok, podobnie jak Księciu-Małżonkowi za obsmarowywanie prezydenta Trumpa przez Małżonkę Księcia-Małżonka, czyli naszą Jabłoneczkę na łamach “prasy międzynarodowej? W obydwu przypadkach piękne wyroki należą się, jak psu buda, więc tylko patrzeć, jak w ramach walki o pokój, w Chobielinie wyląduje destant komandosów, którzy pojmają Księcia-Małżonka wraz z Małżonką, a obywatela Tuska Donalda dopadną podczas jakiegoś “haratania w gałę” na “Orliku”, po czym nakażą obywatelu Żurku Waldemaru, by przedstawił im “zarzuty” - no a potem wyznaczył jakiegoś nienawistnego sędziego, żeby przysolił im piękne wyroki? Z komandosami, zwłaszcza gdy pojawią się z długą bronią, żartów nie ma, toteż nie wyobrażam sobie, by jakiś narwaniec z naszej niezwyciężonej armii podniósł zbrodniczą rękę przeciwko jedności sojuszniczej w ramach NATO i stanął w obronie obydwu delikwentów. Czego jak czego, ale braku dyscypliny i rozsądku naszej niezwyciężonej armii zarzucić nie można, a gdyby nawet – to przecież komandosi przed rozpoczęciem walki o pokój w naszym bantustanie powyłączaliby profilaktycznie wszystkie “systemy”, wskutek czego nawet piaskarki nie mogłyby wykonać rozkazów sztabów kryzysowych, nie mówiąc już o innych elementach naszego systemu obronnego.

No dobrze – ale kogo w takiej sytuacji prezydent Trump miałby osadzić na stanowisku premiera rządu? Akurat Mateusz Morawiecki rozpoczął realizowanie trzeciej części swojej misji (pierwsza część polegała na wślizgnięciu się do rządu Beaty Szydło, co nie mogło nastąpić bez wiedzy i zgody starych kiejkutów. Druga część – kiedy już został premierem w wyniku “głębokiej rekonstrukcji rządu”, jaka nastąpiła po felonii prezydenta Andrzeja Dudy, dokonanej po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią z Berlina w lipcu 2017 roku – i kiedy to popodpisywał wszystko, co Niemcy podsunęli mu do podpisania, no a teraz część trzecia polega na netralizowaniu PiS-u, żeby w ciągu rozpoczynającego się roku zostały z niego ruiny i zgliszcza). W tej sytuacji pytanie, jakiego płomiennego szermierza wolności Amerykanie powinni usadowić na stanowisku premiera naszego bantustanu nabiera aktualności? Pan prezydent Nawrocki już jest prezydentem, więc jego kandydatura odpada, więc może resortowa “Stokrotka” zaprosiłaby do TVN pana generała Marka Dukaczewskiego, żeby powiedział, jak ma być? No bo jeśli nie on, to już nie wiem kto.
Stanisław Michalkiewicz

Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Przejdź na stronę główną