"W Rumunii wybory prezydenckie zostały sfałszowane z poparciem Brukseli". Była kandydatka zarzuca
Nie ma absolutnie żadnych dowodów na rosyjską ingerencję w wybory w Rumunii - oświadczyła Elena Lasconi, odnosząc się do unieważnionej elekcji z 2024 roku, w której pierwsze miejsce zajął Călin Georgescu. - Czyli mamy potwierdzenie, że w Rumuni wybory prezydenckie zostały sfałszowane z poparciem Brukseli - skomentował Olivier Bault, Dyrektor Komunikacji Instytutu Ordo Iuris.
Elena Lasconi w latach 2024–2025 była przewodniczącą Związku Zbawienia Rumunii (USR). To liberalne ugrupowanie, w ramach UE wchodzące w skład sojuszu Renew Europe. W 2024 wystartowała jako przedstawicielka USR w wyborach prezydenckich. W pierwszej turze otrzymała 19,18% głosów, zajmując 2. miejsce spośród 14 zarejestrowanych pretendentów. Przeszła do drugiej tury, w której jej konkurentem został niezależny kandydat Călin Georgescu (który dostał 22,94% głosów). 6 grudnia 2024, dwa dni przed planowaną drugą turą głosowania, Trybunał Konstytucyjny unieważnił cały proces wyborczy, nakazując jego powtórzenie. Decyzję tę motywowano stwierdzonymi zewnętrznymi ingerencjami w wybory.
W ponowionych wyborach prezydenckich, już w 2025 roku, Lasconi ponownie wystartowała, ale partia, której wówczas przewodniczyła, wycofała wobec niej poparcie, popierając burmistrza Bukaresztu Nicușora Dana. Wkrótce po głosowaniu w maju 2025 zrezygnowała z kierowania partią. Dziś nie kryje krytyki wobec swoich niedawnych współpracowników.
Lasconi nie tylko oświadczyła, że nie było żadnych rosyjskich wpływów. Stwierdziła wręcz, że... nie wie, czy Nicușor Dan jest legalnie wybranym prezydentem. Jej zdaniem to „kandydat Systemu, bo mają go w garści”, choć nie wie, z jakich powodów. Jej zdaniem, „chciano go, bo jej się nie da kontrolować”.
Nigdy się nie dowiemy, nigdy publicznie nie ujawnią prawdziwego powodu unieważnienia wyborów w 2024 roku. W ich interesie jest, by to ukryć - powiedziała Lasconi.
Stanowczo podkreśliła, że zarzuty, na podstawie których w 2024 roku unieważniono wybory prezydenckie w Rumunii, nie mają żadnych podstaw w faktach.
Nie ma absolutnie żadnych dowodów na rosyjską ingerencję w wybory w Rumunii - stwierdziła.
Mogę sobie wyobrazić wpływy z każdej innej części świata, ale nie widziałam żadnych rosyjskich wpływów - dodała.
Jej zdaniem, "system zmienił zasady, zmienił kandydatów, ponieważ bardzo ważne było, aby prezydentem została marionetka". Dodała, że „po pierwszej turze skontaktowały się z nią siły systemu”. Miały one zaproponować jej „mianowanie na szefa służb wywiadowczych, ale odmówiła”. Lasconi wskazała na szereg „informacji, które mogą wydawać się nieistotne, ale jeśli je połączymy, wyłoni się spójny obraz w związku z odwołaniem wyborów”.
Co ciekawe, oskarżenia o rosyjskie powiązania Lasconi wystosowała... wobec obecnego prezydenta Rumunii, Nicușora Dana.
Jestem pewna, że obecny prezydent ma wyraźne powiązania z prorosyjskim… finansowaniem pochodzącym z nie wiem jakiego kanału, z Białorusi - stwierdziła.
Słowa rumuńskiej polityk w jednoznaczny sposób podsumował Olivier Bault, Dyrektor Komunikacji Instytutu Ordo Iuris.
Czyli mamy potwierdzenie, że w Rumuni wybory prezydenckie zostały sfałszowane z poparciem Brukseli. W Polsce miało być to samo, tylko Hołownia się wystraszył. We Francji trwa próba wykluczenia RN z najbliższych wyborów prezydenckich - wskazał.
Czyli mamy potwierdzenie, że w Rumuni wybory prezydenckie zostały sfałszowane z poparciem Brukseli.
— Olivier Bault (@Olivier_Bault) January 6, 2026
W Polsce miało być to samo, tylko Hołownia się wystraszył.
We Francji trwa próba wykluczenia RN z najbliższych wyborów prezydenckich.https://t.co/luU3lU4O7j
Źródło: pch24.pl, x.com