Tego rząd nie mówi o programie zapłodnienia in vitro! Ujawniono niewygodne fakty

0
0
Zdjęcie ilustracyjne.
Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Konstantin Kolosov/Pixabay

hcemy wskazać kilka kluczowych zagadnień, które powinny stać się elementem rzetelnej informacji kierowanej do społeczeństwa, a w szczególności do par rozważających udział w programach in vitro. Zagadnienia te można uporządkować w trzech płaszczyznach: prawnej, finansowej i zdrowotnej. Wszystkie łączy jeden wspólny mianownik – w komunikacji państwa są one niedostatecznie wyjaśnione lub całkowicie pomijane - podkreśla Interdyscyplinarna Akademia Bioetyki.

W artykule, opublikowanym na łamach portalu Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, Interdyscyplinarna Akademia Bioetyki wskazuje na szereg pomijanych w kontekście in vitro faktów. Jednym z nich jest... utrata praw do własnych embrionów.

Zgodnie z ustawą z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności zarodki w Polsce mogą być przechowywane maksymalnie przez 20 lat. Po tym czasie klinika może przekazać je do dawstwa innej parze, bez zgody i wiedzy biologicznych rodziców, którzy tracą prawo do decydowania o dalszym losie swoich dzieci, mimo iż finansowali ich powstanie i przechowywanie - zwrócono uwagę.

Jak wskazała Akademia, "dodatkowym ryzykiem są konflikty, rozstania i rozwody". 

W takich sytuacjach status prawny zarodków jest niejasny a dalszy los embrionów coraz częściej staje się przedmiotem sporów sądowych, w których nierzadko dochodzi do prób blokowania transferu, wymuszania zgody na jego przeprowadzenie oraz wykorzystywania zarodków jako narzędzia presji w postępowaniach alimentacyjnych i cywilnych - podkreślono.

Interdyscyplinarna Akademia Bioetyki zwraca również uwagę na to, że w praktyce program in vitro w Polsce nie jest bezpłatny. 

Po stronie par, nawet w programie refundacyjnym, pozostają koszty nie tylko dojazdów, ale także wielu leków, diagnostyki, procedur dodatkowych czy koniecznych konsultacji specjalistycznych. Skalę obciążeń finansowych dokumentuje publicznie m.in. znana działaczka społeczna Maja Staśko, publikująca na Instagramie i Facebooku rzeczywiste koszty leczenia niepłodności, in vitro i badań preimplantacyjnych. Jej przypadek pokazuje, że nawet przy udziale w programie refundacyjnym, łączne koszty in vitro ponoszone przez pary są wysokie i sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych. W praktyce wiele par, także tych objętych programem refundacyjnym, po kilku latach podlicza, że na leczenie niepłodności i IVF wydało dziesiątki, a czasem setki tysięcy złotych. Informacji o realnej skali możliwych kosztów próżno szukać w rządowych materiałach promujących program - zauważono.

Dodatkowo, pary muszą ponosić wieloletnie opłaty abonamentowe po zakończeniu in vitro.

Długoterminowe przechowywanie tzw. zarodków nadprogramowych, czyli tych, które nie zostały wykorzystane w transferach, wiąże się z obowiązkiem corocznych opłat na rzecz klinik. Opłaty te w perspektywie 20 lat mogą podnieść wydatki pary o kolejne kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych – ceny są różne w zależności od liczby zarodków, liczby tzw. „słomek” i warunków umowy z kliniką - stwierdzono.

Rośnie również liczba mrożonych "nadprogramowych" zarodków.

Już w pierwszych sześciu miesiącach rządowego programu finansowania in vitro, uzyskano i zamrożono około 39 tysięcy nadprogramowych zarodków. Jeśli tempo się utrzyma, do końca 2028 roku ich liczba może sięgnąć około 350 tysięcy. To odpowiednik polskiego miasta wielkości Bydgoszczy. 350 tysięcy dotyczyć będzie liczby zarodków utworzonych tylko i wyłącznie w ramach obecnego programu finansowania in vitro. Mówiąc o zarodkach trzeba mieć na uwadze, że mówimy tu o trzystu pięćdziesięciu tysiącach przyszłych polskich obywateli, którzy w zdecydowanej większości nie dostaną szansy na rozwój i urodzenie się: te nadprogramowe zarodki nie zostaną ani implantowane ani oddane innym parom. Liczba embrionów, które zostaną użyte do transferu z tej puli będzie znikoma - wskazano.

Jak szacuje Interdyscyplinarna Akademia Bioetyki, "dodatkowo, już po zakończeniu programu, kliniki uzyskają od samych rodzin objętych programem wpływy sięgające niemal 3 miliardów złotych, wyłącznie z tytułu przechowywania zarodków uzyskanych w ramach programu". In vitro "oznacza także intensywną ingerencję hormonalną i zabiegową w organizm" kobiety.

Najpoważniejszym ostrym powikłaniem przygotowania do in vitro jest zespół hiperstymulacji jajników, który w ciężkiej postaci może prowadzić do zaburzeń krążenia, niewydolności nerek, zakrzepicy, a w skrajnych przypadkach – zagrożenia życia. Ryzyko niosą także same procedury medyczne, w tym punkcja jajników, która może skutkować krwawieniami, zakażeniami i uszkodzeniami narządów. Do powikłań należy również zwiększone ryzyko ciąży pozamacicznej. Częściej dochodzi także do ciąż mnogich i porodów przedwczesnych, które same w sobie niosą większe ryzyko powikłań zarówno dla matki, jak i dla dzieci - informuje Akademia.

Zwiększone jest także ryzyko występowania nowotworów.

Obecnie badacze są zgodni co do istnienia związku pomiędzy hormonalnym przygotowaniem do in vitro a zwiększonym ryzykiem guzów granicznych i raka jajnika oraz raka tarczycy, co uzasadnia szczególną czujność onkologiczną u kobiet po in vitro - zauważono.

Jak wskazała Akademia, ponadto "przewlekły stres towarzyszący procedurze, niepewność po transferze oraz niepowodzenia w zajściu w ciążę istotnie zwiększają u kobiet ryzyko wystąpienia depresji, zaburzeń nastroju, a w części przypadków także objawów zespołu stresu pourazowego (PTSD)". In vitro wiąże się także z zagrożeniami dla zdrowia dzieci.

Niestety liczne badania wskazują, że dzieci poczęte metodą in vitro są obarczone podwyższonym ryzykiem niektórych powikłań zdrowotnych. Częściej występują u nich zaburzenia genetyczne i zmiany epigenetyczne. Dane z badań na dużych grupach dzieci urodzonych dzięki in vitro wskazują m.in. na częstsze występowanie u nich wcześniactwa, niskiej masy urodzeniowej, wad rozwojowych i mózgowego porażenia dziecięcego. W literaturze naukowej opisywany jest także wzrost u tych dzieci ryzyka niektórych nowotworów, w tym białaczek - podkreślono.

Ponadto, "u części dzieci i młodych dorosłych poczętych metodą in vitro zaobserwowano zmiany w układzie sercowo-naczyniowym, m.in. przyspieszone starzenie naczyń, zaburzenia funkcji śródbłonka oraz nadciśnienie już w wieku szkolnym lub nastoletnim".

Takie zmiany mogą zwiększać ryzyko chorób serca, a w skrajnych przypadkach stanowić czynnik sprzyjający przedwczesnej śmierci. Ryzyka tych powikłań nie dotyczą wszystkich pacjentów, jednak powinny wymagać zwiększonej czujności pediatrycznej, długofalowej obserwacji oraz, w razie rozpoznania nadciśnienia, wczesnego leczenia młodych pacjentów, aby ograniczyć u nich ryzyko poważnych chorób serca i naczyń. Z tego względu regularny pomiar ciśnienia tętniczego u dzieci poczętych metodą in vitro powinien być rekomendowany w Polsce jako standard opieki pediatrycznej - zaznaczono.

Poza tym Interdyscyplinarna Akademia Bioetyki zwróciła uwagę na "przenoszenie przez kliniki kosztów powikłań na państwo i podatników" oraz "niedoskonałość testów preimplantacyjnych i skutki manipulacji na embrionach".

Źródło: federacjazycia.pl

Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Przejdź na stronę główną