Kard. Sarah: Kryzys Kościoła wynika z zaciemnienia priorytetu Boga w liturgii i życiu

0
0
Kard. Robert Sarah
Kard. Robert Sarah / Fot. François-Régis Salefran/Wikimedia Commons

Według kard. Roberta Saraha, emerytowanego prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, "kryzys Kościoła wynika z zaciemnienia priorytetu Boga w liturgii i życiu". W wywiadzie dla francuskiego tygodnika "Le Journal du Dimanche", z okazji wydania swojej nowej książki "2050" odniósł się do rozmaitych problemów, z jakimi boryka się chrześcijaństwo.

Na początku wywiadu kard. Sarah pozytywnie odnosi się do pontyfikatu Leona XIV.

Pontyfikatu nie ocenia się przede wszystkim na podstawie decyzji dyscyplinarnych lub zmian duszpasterskich. Ocenia się go na podstawie zdolności do stawiania Boga w centrum. Kiedy papież mówi o adoracji, zanim zacznie mówić o organizacji, o nawróceniu, zanim zacznie mówić o strategii, o świętości, zanim zacznie mówić o zarządzaniu, wtedy Kościół odzyskuje swoją oś. Tam, gdzie Bóg zostaje ponownie umieszczony w centrum, odradza się pokój. Tam, gdzie liturgia kieruje nas ku Chrystusowi, Kościół umacnia się. Tam, gdzie doktryna jest wyrażana jednoznacznie, zmieszane dusze odnajdują kompas - wskazuje.

Podkreśla, że Kościół musi być ukierunkowany na Zbawienie, a nie na doczesne cele.

Jeśli Kościół zostanie zredukowany do wspólnoty socjologicznej, kapłaństwo do funkcji, liturgia do uroczystości towarzyskich, a wiara do subiektywnych emocji, wówczas tajemnica zniknie. Nazwanie istoty rzeczy oznacza zachowanie jej istoty. Doktrynalna precyzja jest aktem miłosierdzia. Wierni mają prawo do jasnego przekazu. Zamieszanie nigdy nie jest pasterskie: zawsze jest destrukcyjne. Nie pozwólmy ideologom ukraść nam słów, które wyrażają tajemnice naszej wiary - stwierdza.

Zaznacza, że ocenę Kościoła należy formułować w oparciu o kryteria nadprzyrodzone, a nie doczesne. Kard. Sarah ocenia, że "Kościół, który przyjmuje ducha świata, traci swój smak".

Kościół jest źle rozumiany, ponieważ ocenia się go według świeckich kategorii: skuteczności, reprezentatywności, inkluzywności, zarządzania. Wymaga się od niej, aby działała zgodnie z kryteriami świata. Ale Kościół nie pochodzi ze świata. Został posłany, aby zbawić świat. Zawsze będzie znakiem sprzeciwu. Nie potrzebujemy kolejnej światowej instytucji. Potrzebujemy otrzymać od niej zbawienie Boże - wskazuje.

Podkreśla potrzebę jedności w Kościele. Odrzuca zarówno tendencję niektórych Kościołów lokalnych do interpretowania wiary w oparciu o konteksty kulturowe lub kategorie ideologiczne, jak i relatywizm doktrynalny.

Jedność jest osłabiona przez relatywizm doktrynalny, upolitycznienie debat teologicznych, sztuczne przeciwstawianie sobie prawdy i miłosierdzia oraz utratę sensu tradycji. Kiedy wywyższa się różnice kosztem wspólnoty, katolickość ulega rozdrobnieniu. Jedności nie przywrócą kompromisy socjologiczne, ale nawrócenie serc - stwierdza.

Chrystus pozostaje taki sam wszędzie i zawsze. Nie podlega relatywizacji przez kultury. Ewangelia przyjmuje kultury, ale je oczyszcza. Podnosi to, co prawdziwe, koryguje to, co niesprawiedliwe, uświęca to, co szlachetne. Nie można sprowadzać chrześcijaństwa do ekspresji kulturowej, zachodniej czy afrykańskiej. Byłoby to zdradą jego katolickiej natury. Chrystus jest jedynym Zbawicielem wszystkich narodów. Ta uniwersalność leży u podstaw misji - dodaje.

Zaznacza, że nie należy zapominać w dialogu międzyreligijnym, że tylko w Kościele jest Zbawienie.

Musimy zachować głęboki szacunek, ale bronić prawdziwej jasności doktrynalnej. Kościół potrafi rozpoznać ziarna prawdy obecne gdzie indziej. Głosi jednak, że pełnia Objawienia znajduje się w Jezusie Chrystusie. Tylko Kościół katolicki, za sprawą Chrystusa, przekazuje nam tę pełnię. Dialog nie oznacza zatem relatywizowania. Proponowanie nie jest narzucaniem. Milczenie o Chrystusie byłoby jednak niewiernością - podkreśla.

W wywiadzie hierarcha odnosi się również do kwestii liturgii.

Różnorodność liturgiczna jest bogactwem, gdy wyraża tę samą wiarę. Ileż czasu stracono, ileż niepotrzebnych podziałów wzbudzono w tej kwestii! Skąd ta obsesja niektórych na punkcie wyeliminowania starej liturgii? Nieustannie chciałem przypominać wraz z Benedyktem XVI, że kryzys Kościoła jest związany z kryzysem liturgii. Kiedy liturgia staje się autoreferencyjna, kiedy zgromadzeni kontemplują samych siebie zamiast wielbić Boga, prymat Boga znika. Stara liturgia może pomóc całemu Kościołowi zrozumieć, że rytuał jest otrzymany, a nie wymyślony. Jest przekazywany, a nie tworzony. Ale zawsze należy pamiętać, że prawdziwa reforma liturgiczna ma charakter wewnętrzny: polega na przywróceniu Bogu pierwszego miejsca - ocenia.

Kard. Sarah porusza także temat zagrożeń, z jakimi boryka się współczesny świat. Podkreśla konieczność ochrony prawa do życia w każdym przypadku.

Eutanazja jest przejawem bezczelnej pretensji człowieka do decydowania o wartości życia. Żadne życie ludzkie nie może być uznane za niegodne. Kiedy przyznajemy sobie prawo do decydowania o tym, kto ma prawo żyć, przekraczamy granicę, za którą nie ma już powrotu - stwierdza.

Dodaje, że "chorzy potrzebują współczucia, a nie eliminacji".

Chrześcijańską odpowiedzią na cierpienie jest obecność, towarzyszenie, opieka paliatywna. Jakość społeczeństwa można mierzyć delikatnością, z jaką towarzyszy ono umierającym. Co powiedzieć o kulturze, która oferuje im jedynie ohydne i zimne wstrzyknięcie trucizny?  - pyta.

Zwraca również uwagę na współczesny kryzys rodziny.

Rodzina jest zagrożona ze wszystkich stron. Chrześcijanie nie mogą milczeć w obliczu wojny wypowiedzianej jej przez media i władze ustawodawcze. Milczenie byłoby zdradą. Rodzina jest wpisana w stworzenie. Nie jest arbitralną konstrukcją. Katolicy muszą dawać świadectwo łagodnie, ale bez dwuznaczności. Prawda wypowiedziana z miłością jest jedyną autentyczną miłością. Przykład szczęśliwych rodzin chrześcijańskich jest z pewnością najlepszym tego dowodem - podkreśla.

Odnosi się także do kryzysu demograficznego, oceniając, że "spadek liczby urodzeń ujawnia głęboki kryzys nadziei".

Tylko serca ufające Opatrzności i wolne od dyktatury materializmu mogą pragnąć przekazywać życie - wskazuje.

Cywilizacja, która wyrzeka się Boga, wyrzeka się życia. Stopniowo ogarnia ją śmierć, ponieważ nie wie już, dlaczego ma trwać. Nie doświadcza już radości, jaką daje wiara. Wyrzeka się swojej przyszłości - dodaje.

Społeczeństwo, które wyklucza Boga, ostatecznie wyklucza człowieka. Zaczyna od najsłabszych, dzieci w łonie matki, osób u kresu życia. Kto będzie następny? Potrzebujemy prawdziwego odrodzenia wewnętrznego. Nie będzie ono techniczne, ale mistyczne. Będzie pochodziło od nawróconych dusz, mężczyzn i kobiet zakorzenionych w modlitwie, krzyżu, Eucharystii - stwierdza.

Źródło: pch24.pl, lejdd.fr

Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Przejdź na stronę główną