Michalkiewicz: Apokalipsa teraz, czy później? (FELIETON)
Chociaż List Pasterski Episkopatu Polski, skierowany do parafian z okazji rocznicy odwiedzin rzymskiej synagogi przez Jana Pawła II wywołał coś w rodzaju burzy w szklance wody, w mediach głównego nurtu nie zauważyłem na ten temat ani słowa komentarza. Skąd ta powściągliwość? Być może stąd, że List pociąga za sobą konsekwencje teologiczne, w których funkcjonariusze Propaganda Abteilung nie czują się specjalnie pewnie tym bardziej, że ani Judenrat, ani BND chyba żadnych wytycznych na ten temat im nie przekazuje.
Co innego, gdy chodzi o pedofilię – tutaj zaraz podnosi się klangor, bo niby wszyscy pedofilię potępiają, ale co to komu szkodzi przynajmniej poczytać sobie o molestowaniu dorastających panienek, a w ostateczności – nawet chłopców? Dotychczas, zgodnie z wytycznymi Judenratu, oskarżenia o pedofilię kierowane były pod adresem przewielebnego duchowieństwa – ale oto pod koniec Wielkiego Postu gruchnęła wieść o aferze pedofilskiej w Kłodzku. Nie tylko zresztą pedofilskiej, bo – jak słychać – była działaczka tamtejszej Volksdeutsche Partei dopuszczała się nawet zoofilii. Niezależne media głównego nurtu albo eksploatują temat – ale oszczędnie, żeby starczyło rewelacji na cały okres wielkanocny – albo pomijają go wzgardliwym milczeniem. Takie, albo odmienne zachowanie zależy od tego, z jaką formacją media sympatyzują. Jeśli sympatyzują z Volksdeutsche Partei – to milczą, jak grób - ale jeśli sympatyzują z Prawem i Sprawiedliwością – to z przyjemnością się na ten temat rozgadują i rozpisują – w zależności od tego, w czym dane medium robi – czy w wizji, czy w pisanym. W związku z tym powszechne milczenie na temat Listu Episkopatu dokonuje się ponad podziałami. Ostrożność ta może być spowodowana żydofilią, która sprawia wrażenie przypadłości zakaźnej. Nie ma na nią lekarstwa, a co gorsza – wszelkie próby leczenia żydofilii narażają próbujących na niebezpieczeństwa jeszcze większe, niż próby leczenia sodomczyków czy gomorytek. Nawet nawoływanie do leczenia sodomczyków czy gomorytek uważane jest za “mowę nienawiści”, więc cóż dopiero mówić o próbach terapii – ale z żydofilią sprawa wygląda znacznie gorzej. Ze wspomnianego Listu można wyciągnąć wniosek, że wszelkie próby przeciwstawiania się żydofilii mogą spotkać się z karą, zarówno na tym świecie, jak i na tamtym. Nic zatem dziwnego, że rozsądek, którym zawsze kierowali się funkcjonariusze Propaganda Abteilung i tym razem przeważa. Nie tylko rozsądek, ale i savoir-vivre, nakazujący na przykład nie zauważać, że ktoś w towarzystwie głośno puścił bąka. Skoro mamy do czynienia z taką kurtuazją, to nic dziwnego, że sami sprawcy hałasu też skwapliwie korzystają z okazji, by siedzieć cicho – co w swoim czasie zalecał naszemu bantustanowi francuski prezydent Jakub Chirac.
A tymczasem świat ponownie odetchnął z ulgą, bo amerykański prezydent Donald Trump znowu przedłużył swoje ultimatum wobec złowrogiego Iranu i to nie o pięć, ale o całe dziesięć dni. W tak zwanym międzyczasie, kiedy swoje ultimatum prezydent Trump przedłużył o pięć dni po raz pierwszy, wystąpił z rewelacją, że oto właśnie przeprowadził z władzami złowrogiego Iranu “owocne rozmowy”. Nie byłoby w tym może nic osobliwego, gdyby nie to, że władze Iranu natychmiast tę wiadomość zdementowały – że żadnych, a zwłaszcza “owocnych” rozmów ze Stanami Zjednoczonymi nie prowadzą. Wprawdzie wiadomo, że pierwszą ofiarą każdej wojny, a nawet - “Epickiej furii” - jest prawda, ale żaden z komentatorów nie odważył się zarzucić amerykańskiemu prezydentowi koloryzowania. Ja też aż taki odważny nie jestem – ale od czego dedukcja? Na trop wyjaśnienia tego dysonansu poznawczego naprowadza nas okoliczność, że prezydent Donald Trump ogłosił komunikat o “owocnych rozmowach” z Iranem w poniedziałek 23 marca rano – a więc zaraz po przebudzeniu. W tej sytuacji jest całkiem prawdopodobne, że wcale nie koloryzował, bo te rozmowy ze złowrogim Iranem mógł prowadzić we śnie – i właśnie dlatego były one takie “owocne” - no a potem już nie wypadało się z tych rewelacji wycofywać. Ta możliwość wydaje się całkiem prawdopodobna zwłaszcza w towarzystwie następnego komunikatu prezydenta Doanlda Trumpa – że władze Iranu zaproponowały mu objęcie stanowiska najwyższego przywódcy państwa – ale wrodzona modestia, z której prezydent Trump jest znany na całym świecie, skłoniła go od odmownego podziękowania za ten zaszczyt. “Gdy car prorocze ma widzenia, zawsze je spłyci cham i łyk. Dlatego muszą być więzienia, zsyłka i łagier, kat i stryk” - powiada poeta. I rzeczywiście – zaraz pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby nie tylko prezydent Donald Trump miał te objawy, ale inni członkowie jego administracji również. Przede wszystkim – szaf Pentagonu pan Piotr Hegsteth. Jak informuje ksiądz prof. Andrzej Kobyliński, jest on żarliwym wyznawcą “chrześcijańskiego syjonizmu”, to znaczy religii, według której na świecie nie zapanuje pokój, dopóki władzy politycznej nad światem nie uchwyci bezcenny Izrael. Coś może być na rzeczy, bo zastanówmy się – gdzie jest najspokojniej? To oczywiste – najspokojniej jest na cmentarzu, zwłaszcza, gdy nikt żywy nie zakłóca nieboszczykom spokoju. Tedy patrząc na poczyniania bezcennego Izraela zarówno w Strefie Gazy, czy w Libanie widzimy, że wszystkie one zmierzają we właściwą stronę. A z czego to wynika? Ksiądz profesor wyjaśnia to ponad wszelką wątpliwość twierdząc, że wojna Izraela i Ameryki z Iranem jest wojną religijną. Wynika ona z doktryny “Wielkiego Izraela, z którą “czuje się związany” tamtejszy premier rządu jedności narodowej Beniamin Netanjahu. Chodzi o obszar “od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej – rzeki Eufrat”, który Stwórca Wszechświata obiecał oddać Żydom w arendę. Ponieważ i “chrześcijańscy syjoniści” stoją na nieubłaganym gruncie tej obiecanki, to nie ma rady – wojna musi być kontynuowana aż do ostatecznego zwycięstwa. Z drugiej jednak strony nawet w przypadku religijnych uniesień, nawet w przypadku aktów strzelistych, rozsądek i poczucie rzeczywistości niekiedy dochodzi do głosu - i tym właśnie tłumaczę przyczynę kolejnego, już drugiego przedłużenia swego ultimatum wobec Iranu przez prezydenta Trumpa. Jeśli kolejne “owocne rozmowy” z władzami tego państwa nie doprowadzą do porozumienia, to chyba nie będzie rady – albo przedłużyć ultimatum po raz kolejny, na przykład – na kolejny miesiąc – bo alternatywą – o czym zapewniał wielokrotnie sam prezydent Trump – jest Apokalipsa. Co prawda Apokalipsa tak czy owak kiedyś i tak nastąpi, więc gdyby tak nastąpiła za kadencji prezydenta Trumpa i za jego przyczyną, to dziury w niebie by nie było – ale zarówno Pokojowa Nagroda Nobla, jak i doktryna “Wielkiego Izraela” przestałyby wtedy mieć jakiekolwiek znaczenia, jako, że nastąpiłby, jak wiadomo, koniec świata. Ale może aż tak źle nie będzie, bo podobno inni wysocy funkcjonariusze Pentagonu nie są wyznawcami “chrześcijańskiego syjonizmu” - i to jest największa nadzieja dla świata.
Stanisław Michalkiewicz