Michalkiewicz: Wiosenne porządki
No proszę! Jak tylko na Węgrzech wybory parlamentarne wygrał i to z większością konstytucyjną Piotr Magyar, dzięki czemu Niemcy przejęły kuratelę nad Europą Środkową – bo słowacki premier Fico już zapowiedział, że też nie będzie blokował subwencji w wysokości 90 mld euro dla ukraińskich oligarchów, żeby nie stracili smaku do dalszego prowadzenia wojny do ostatniego Ukraińca - również w naszym nieszczęśliwym kraju rozpoczęły się wiosenne porządki.
Nie mówię nawet o “zakończeniu działalności” przez Ostatnie Pokoleniem chociaż na Atlantyku dzieją się właśnie “złe rzeczy” – no bo po co jeszcze jakieś “ostatnie pokolenia”, kiedy ręczne sterowanie przejmuje niemiecka BND, w imieniu której sprawy, nazwijmy to – techniczne – będą załatwiały stare kiejkuty? Mam przede wszystkim na myśli powołanie przez Mateusza Morawieckiego stowarzyszenia “Rozwój Plus”. Ta decyzja oznacza, że Mateusz Morawiecki przystąpił do realizacji trzeciej części swego zadania (pierwsza część obejmowała zmłotowanie Naczelnika Państwa, który z zagadkowych powodów zrobił go najpierw wicepremierem w rządzie “dobrej zmiany”, a potem premierem, który – w ramach drugiego etapu – podpisywał wszystko, co tam Niemcy mu podsunęli – no a teraz przeszedł do etapu trzeciego to znaczy – neutralizowania PiS). Naczelnik Państwa wydaje wprawdzie z siebie groźne pomruki, a nawet – pochrząkiwania – ale każde dziecko wie, że Mateusz Morawiecki jemu nie podlega. Toteż jeśli nawet będzie musiał stanąć do wyborów samodzielnie, to Naczelnik będzie musiał się z nim układać, być może nawet znowu zrobić go premierem – bo z punktu widzenia Niemiec, żadne listki figowe, które do czasu musiały one w Generalnej Guberni tolerować, już nie będą potrzebne. W ten sposób Naczelnik Państwa chyba definitywnie przestanie być Naczelnikiem – co by się zgadzało z moją teorią, że jest on wprawdzie wirtuozem intrygi – ale takim, co na końcu potyka się o własne nogi. Tak oto na naszych oczach Niemcy wykorzystują do maksimum, pozwolenie, którego w marcu 2023 roku udzielił kanclerzowi Olafowi Sholzowi amerykański prezydent Józio Biden, w nagrodę za dobre sprawowanie, to znaczy – za chwilowe odstąpienie od strategicznego partnerstwa z Rosją, przyzwalając Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Po tym, co nabroił obecny amerykański prezydent Donald Trump, Niemcy już nie muszą się go obawiać tym bardziej, że “zagroził” wycofaniem amerykańskich wojsk z Europy Zachodniej. W ten sposób wyszedłby naprzeciw niemieckim marzeniom o uchyleniu ostatniego już chyba skutku wojny przegranej w 1945 roku przez Adolfa Hitlera. A skoro już mowa o prezydencie Trumpie, to jego wycieczki wobec Leona XIV i grafiki, w których albo porównuje się do Jezusa, albo sprawia wrażenie, jakby był z Nim za pan brat pokazują, że ma objawy. Jeśli te manifestacje narcyzmu jeszcze kogoś nie przekonały, to koronnym dowodem może być najnowsza jego deklaracja, że Izrael nie będzie bombardował Libanu, bo “zabroniliśmy im tego”. Pomysł, że amerykańscy twardziele mogą bezcennemu Izraelowi czegokolwiek zabronić normalnemu człowiekowi nie przyszedłby do głowy nawet w gorączce, a tymczasem prezydent Trump mówi takie rzeczy na serio, chociaż Józio Kent, były dyrektor amerykańskiej Agencji do Zwalczania Terroryzmu, a więc człowiek, który coś tam musiał przecież wiedzieć, otwartym tekstem wyznał, że Ameryka rozpoczęła awanturę z Iranem na skutek “presji” ze strony Izraela. Słowa “presja” użył aż dwukrotnie, więc nie mogło to być przejęzyczenie, a dodatkową poszlaką, jaka na to wskazuje, jest zagadkowa deklaracja Pierwszej Damy Melanii Trump, która wobec dziennikarzy oświadczyła, z nie miała “nic wspólnego” ze złowrogim Epsteinem. Cóż jednak z tego, skoro jakiś amerykański szutnik zaraz potem opublikował zdjęcie Epsteina w towarzystwie rozmarzonej Melanii i Donalda Trumpa?
Wróćmy jednak - jak powiadają wymowni Francuzi - “a nos moutons”, czyli do naszych baranów. Oto obywatel Tusk Donald, najwyraźniej jadąc po bandzie, zagroził pani Pełczyńskiej-Nałęcz, co to w jego gabinecie ma fuchę “ministry” i drze koty z drugą damą z rozpadniętej “Polski 2050”, Pauliną Hening-Kloską, której grozi głosowanie wniosku o votum nieufności, że wyrzuci ją z koalicji. Normalnie nie byłoby w tym nic groźnego, ale pani Pełczyńska-Nałęcz zamierza głosować za wnioskiem, podobnie jak jej kompanionowie z lazaretu. W tej sytuacji pogróżki obywatela Tuska może ona zlekceważyć, bo wtedy jego gabinetowi grozi utrata większości w Sejmie. Wtedy mógłby pojawić się wniosek o konstruktywne votum nieufności wobec rządu, który mógłby być skuteczny – ale pod warunkiem, gdyby akurat w tym momencie Mateusz Morawiecki nie przystąpił do realizacji trzeciej części swego zadania w postaci neutralizowania PiS. W tej sytuacji wniosek o konstruktywne votum nieufności nie ma większych szans, bo jedni będą za panem prof. Czarnkiem, a drudzy – za Mateuszem Morawieckim. Jak my to wiemy, to i Donald Trusk to wie, więc próbuje grozić pani Pełczyńskiej-Nałęcz, która jednak bardziej chyba pragnie pogrążyć Paulinę Hening-Kloskę, niż zachować koalicję w całości. Ciekawe, że i z PSL, który ma stuprocentową zdolność koalicyjną, a w patriotycznych porywach nawet większą, dobiegają głosy dezaprobaty wobec pani Pauliny. Najwyraźniej musiała nabroić jeszcze bardziej, niż Wielce Czcigodny obywatel Giertych Roman, którego ratuje to, że chyba nie podlega obywatelu Żurku Waldemaru, który w tej sytuacji może mu najwyżej “skorzyć”. Wprawdzie obywatel Żurek, niczym ewangeliczny setnik, “ma pod sobą żołnierzy”, ale nad sobą ma zwierzchnictwo, przed którym respekt ma nawet obywatel Tusk, mający w pamięci aferę hazardową, która omal go nie zgubiła.
Tak oto doszliśmy w naszych wiosennych porządkach do spraw eschatologicznych, które – jak wszystko u nas – kończą się niezamierzonym efektem komicznym. Oto były ojczyk u Ojców Jezuitów, pan prof. Stanisław Obirek, wystąpił na łamach organu Judenratu, by Jego Eminencja Grzegorz kardynał Ryś ekskomunikował przewielebnego księdza prof. Dariusza Oko, który napisał, że przymilny wobec Żydów List Pasterski Episkopatu Polski “obraża polskich katolików i utrudnia zbawienie”. Pan prof. Obirek ożenił się z panią z pierwszorzędnymi korzeniami, więc pewnie z Listu czerpie nadzieję, że załapie się na żydowską szybką ścieżkę zbawienia – ale przewielebny ks. prof. Dariusz Oko, ani żaden inny głupi goj na takie względy liczyć przecież nie może. Ciekawe, co w tej sytuacji zrobi Eminencja, bo jużci – przewielebny ks. prof. Dariusz Oko dopuścił się straszliwej myślozbrodni, przynajmniej według żydowskiego prawa szariatu. Czy jednak protekcja Judenratu wystarczy, by Eminencja wyciągnął konsekwencje, czy przydałaby się jeszcze jakaś interwencja Jego Ekscelencji pana ambasadora Tomasza Róży, który już się wypowiadał w kwestii wiosennych porządków na tubylczej scenie politycznej, więc co by mu szkodziło, gdyby wpłynął również na Eminencję?
Stanisław Michalkiewicz