Targowica zaprasza „bratnią pomoc”

0
0
0
/

Okupujące Polskę bezpieczniackie watahy najwyraźniej obawiają się, że w następstwie zaostrzających się objawów kryzysowych, może w naszym nieszczęśliwym kraju dojść do społecznych niepokojów, z którymi samodzielnie trudno będzie sobie im poradzić, więc podjęły próbę stworzenia pozorów legalności dla „bratniej pomocy” ze strony bezpieczniackich watah z innych krajów Eurokołchozu.
 
Próba ta przybrała kształt projektu ustawy o udziale zagranicznych funkcjonariuszy we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wprawdzie zagraniczni funkcjonariusze mogą dokazywać na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej już od 2008, a zwłaszcza – od 2009 roku, kiedy to wszedł w życie traktat lizboński, do którego wpisano sławną „klauzulę solidarności” – ale najwyraźniej tubylczym bezpieczniakom to nie wystarczało i postanowili pójść na całość.
 
Wprawdzie w tytule ustawy jest mowa o „działaniach ratowniczych”, ale niech nas to nie zmyli. Chodzi przede wszystkim o „wspólne operacje”, które projekt definiuje jako „wspólne działania” prowadzone na terytorium RP z udziałem zagranicznych funkcjonariuszy albo w formie wspólnych patroli w celu „ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego”, czyli politycznego panowania bezpieczniackich watah, albo w związku „ze zgromadzeniami” – oczywiście też w celu ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego – albo wreszcie – w ramach udzielania  tzw. bratniej pomocy przez specjalną jednostkę interwencyjną, czyli tamtejsze ZOMO, z innego lub z innych państw UE.
 
Warto w związku z tym przypomnieć, że pan prezydent Komorowski – jak podejrzewam z inspiracji, albo nawet z rozkazu okupującej Polskę soldateski – już przed dwoma laty doprowadził do nowelizacji przez Umiłowanych Przywódców przepisów o tzw. stanach nadzwyczajnych w państwie (stan wojenny, stan wyjątkowy, stan klęski żywiołowej), a w następnym roku podpisał ustawę ograniczającą prawo do odbywania zgromadzeń. 
 
Widać zatem wyraźnie, że bezpieczniackie watahy już od pewnego czasu tworzą sobie pozory legalności, żeby wziąć nas za mordę, byśmy nie mogli skutecznie zaprotestować przeciwko postępującemu rozkradaniu państwa i zwiększania długu publicznego, który jako obywatele będziemy musieli spłacać i spłacać lichwiarskiej międzynarodówce aż do końca świata – no a teraz chcą zalegalizować sobie możliwość wzywania do pomocy bezpieczniackich band zagranicznych, żeby wspólnie nas pacyfikować, pałować i maltretować w tak zwanym „majestacie prawa”. 
 
Charakterystyczne jest również to, na jakim szczeblu ta współpraca bezpieczniackich watah ma się odbywać. Otóż, jeśli przewidywany okres tłumienia rozruchów nie potrwa dłużej jak trzy miesiące, a zagraniczna wataha nie będzie liczyła więcej, jak 200 „funkcjonariuszy”, to z  wnioskiem do organu państwa wysyłającego może wystąpić Komendant Główny Policji, albo szef ABW. To dodatkowa poszlaka wskazująca, że bezpieka w coraz mniejszym stopniu liczy się z Umiłowanymi Przywódcami, których grono musi być naszpikowane konfidentami, niczym wielkanocna baba – rodzynkami. Dopiero jak pacyfikacja zapowiada się na dłużej jak trzy miesiące, a liczebność zagranicznej watahy przekracza 200 „funkcjonariuszy”, to petycję o udzielenie „bratniej pomocy” wysyła minister spraw wewnętrznych alb o z własnej inicjatywy albo na wniosek, to znaczy – na rozkaz szefa ABW.
 
Takie są konsekwencje Anschlussu do Unii Europejskiej, w następstwie którego nasz nieszczęśliwy kraj został wepchnięty na równię pochyłą „zacieśniania integracji”, ale – co gorsza – stanowi kolejny symptom recydywy saskiej. Jak pamiętamy, plagą stosunków polskich w czasach saskich był „jurgielt”, czyli rozpanoszona agentura – tak jak teraz, kiedy jest rzeczą niemal pewną, że bezpieczniackie watahy i poszczególni ubecy wysługują się państwom ościennym, które robią z Polską, co tylko chcą. 
W czasach saskich wszechmocna i wysługująca się obcym dworom agentura blokowała każdą próbę   wzmocnienia państwa, a zwłaszcza – powiększenia wojska. Teraz tak samo – za sprawą bezpieczniackich watah państwo mamy nie tylko rozbrojone, ale w dodatku – niezdolne do stworzenia siły w żadnym segmencie swego funkcjonowania. 
 
Okazuje się, że nasi okupanci mają nawet wątpliwości, czy potrafiliby w razie czego samodzielnie nas spacyfikować. Nie da się ukryć, że dobrze to nie wygląda. Bezkarność jurgieltników doprowadziła w wieku XVIII do rozbiorów Polski. Zasada przyczynowości poucza, że z tych samych przyczyn muszą wyniknąć te same skutki. Pierwsze zarysy scenariusza rozbiorowego w postaci stworzenia pozorów legalności dla „bratniej pomocy” właśnie widzimy.
 
Stanisław Michalkiewicz

Źródło: prawy.pl

Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Wczytywanie komentarzy...
Przejdź na stronę główną