
Chopin natury miał przynajmniej dwie. Był też par excellence - inkarnacją poezji – kapryśnie, w zatraceniu, ku nieśmiertelności. Takim widział go Cyprian Kamil Norwid składając mu jedną z ostatnich wizyt w Paryżu:
"
On, w cieniu głębokiego łóżka z firankami ,na poduszkach oparty i okręcony szalem, piękny był bardzo, tak jak zawsze, w najpowszedniejszego życia poruszeniach mając coś skończonego, coś monumentalnie zarysowanego…coś, co albo arystokracja ateńska za religię sobie uważać mogła była w najpiękniejszej epoce cywilizacji greckiej –albo to, co genialny artysta dramatyczny wygrywa np. na klasycznych tragediach francuskich, które lubo nic są do starożytnego świata przez ich teoretyczną ogładę niepodobne, geniusz wszelako takiej np. Racheli umie ją unaturalnić, uprawdopodobnić i rzeczywiście uklasycznić…" 1
To poezja finezyjnie odsłania WŁAŚCIWĄ stronę polskości Chopina. Tej ostatniej broniła Maria Konopnicka w wierszu „Gdy polonez chopinowski”:
Gdy polonez chopinowski
tajne struny serca ruszy
Zawsze wtedy mam widzenie
narodowej, polskiej duszy.
Dusza mi się ta objawia
Nie w zamęcie, nie w wybuchu
Ale w jakimś idealnym,
Postępowym wiecznym ruchu.
Ruch tej wolnej chce przestrzeni
By roztoczyć rytm wspaniały
Jakiś ornych pól szerokich.
Jakiś pól ogromnych – chwały.(...)2
Wieloletnią fascynację Chopinem ubogacam w pasji krytyka i badacza literatury nieustanną analizą komparatystyczną rozedrganych emocjonalnie innych, powiązanych z nim postaci na pograniczu cywilizacji artystycznych: tam, gdzie Wschód styka się z Zachodem, historią Wielkiej Emigracji, a w szczególności wyjątkowo dramatycznego losu Norwida.
Jak podaje Stanisław Cywiński w dniu 19 września 1863 roku, po nieudanym zamachu na generał-gubernatora Warszawy hr. Berga, którego dokonano strzałami z okna pałacu Zamoyskich, żołnierze rosyjscy podpalili pałac i strącili na ulicę fortepian Chopina znajdujący się wówczas w mieszkaniu siostry pianisty w Pałacu Zamoyskich. Nikt jednak nie wyjaśnia, dlaczego to wydarzenie wywołało powstanie wiersza, który przecież nie mówi ani o powstaniu styczniowym, ani o zamachu na Berga. Kontynuacją motywu zagłady odnajdujemy również w wierszu Leopolda Staffa Zniszczenie pomnika Chopina:
„
Ostatnia wola twa się dokonała,
Bo twoim sercem jest ta ziemia cała,
Którą przebito wskroś. I jest żywy,
Niepogrzebany, w otchłani burzliwej
Chmur, gromów, grając – o bogom podobny!
Nieszczęściu świata Wielki Marsz Żałobny.”
Pierwsze dwie zwrotki wiersza Norwida to wspomnienie poety z ostatniej wizyty u kompozytora. Tak jak w "Czarnych kwiatach" Norwid uwydatnia piękno i geniusz Chopina porównawszy go do upuszczonej przez Orfeusza liry:
„(
...)W której się rzutu moc z pieśnią przesila,
I rozmawiając z sobą struny cztery,
Trącając się
Po dwie – po dwie-
I szemrząc z cicha:
„Zaczął że on
Uderzać w ton?...
Czy taki Mistrz!...że gra...
Choć – odpycha?...6”
Kolejne strofy uwypuklają portret genialnego pianisty. Norwid porównuje białą rękę Fryderyka do kości słoniowej, a jego samego do marmurowej postaci z greckiego mitu. Utożsamia Chopina z tą rzeźbą, a Pigmaliona z Bogiem, który wznosi kompozytora na wyżyny poziomu duchowego i moralnego. W czwartej zwrotce to artyście nadaje się boską moc – błogosławi on akordom, kreuje je.
I oto zachwycają kolejne strofy poświęcone boskości kompozytora – istne peany kultu ! po czym nagła zmiana nastroju…Odbiorca uzmysławia sobie,że Chopin nie skomponuje już żadnego utworu. Czyż nie jest to aluzja do decyzji kompozytora o spaleniu przed śmiercią wszystkich niedokończonych i niepublikowanych dzieł?
Norwid przemawianie tylko do odbiorcy, zwraca się do samego Chopina ukazując mu Warszawę podczas powstania styczniowego. „Patrz, patrz”- powtarza. „
konie się rwą, gmach zajął się, przygasł, znów zapłonął”. W tej scenerii Norwid zauważa jak wyrzucają przez okno coś podobnego do trumny. („runął… runął… Twój fortepian”) -tak oto pada słynne „Ideał sięgnął bruku” …to jakby Chopin sam ożywiony ponownie zszedł pomiędzy rodaków, szczególnie tych, którzy na emigracji we Francji niszczeli, tracili nadzieję umarli w zapomnieniu jak Norwid.
Tuż po lekturze wiersza odtwarzałam okoliczności debiutu salonowego mistrza w Paryżu. Pod datą 26 lutego 1832 roku biografowie beznamiętnie odnotowują jego koncert w słynnej Sali Pleyela. Każdy koncert chopinowski, którym delektowałam się w tamtym wnętrzu był moją prywatną rekonstrukcją owego pierwszego koncertu...a także muzycznych oraz towarzyskich zdarzeń w salonach Rothschildów, gdzie Chopin mógł koncertować w obecności elit i przedstawicieli rodów Czartoryskich czy Potockich. Wielokroć myślami przenosiłam się do wyimaginowanego salonu księżny Sapieżyńskiej oraz Delfiny Potockiej - tam gdzie Chopin regularnie bywał, epatował, wzbudzał zazdrość i zawiść, pozwalał się adorować, niczym w niestety zapomnianym wierszu Artura Oppmana „Koncert Chopina”:
Więc siedli emigranci, by szukać Chopina.
Fortepian milczy jeszcze jak senna syrena.
Jeszcze w zmarłych melodyj zatopiony echa.
Smętną bielą klawiszy jakby się uśmiecha.
Gotów oddać się znowu tej słodkiej tyranii
Która rwie go na błękit, zabija w otchłani.
Każe mu być aniołem albo szaleć w walce -
I czeka na widmowe, pieszczotliwe palce.(....)"
Po Chopinie o podwójnej naturze pozostała muzyka: doświadczenie pustyni przeniesione na salony i sale koncertowe, wymijanie śmierci niekoniecznie spowodowane głodem życia, nieustanne maskowanie wewnętrznych niespełnień, zapis rozterek ojczyźnianych i emigracyjnych, medytacja nad pustką, a także niejawny, lecz niekończący się atak neurastenii "pod pozorem" mazurków i nokturnów.
"Poezja oraz malarstwo a wychowanie ku wartościom" (fragment)