Z zagranicy

W Słowenii też nie chcą imigrantów

Minął tydzień, a w europejskich mediach dziwnie cicho o tym, że Słowenia jest po Włoszech kolejnym krajem, w którym w wyborach zwyciężyła partia antyimigrancka, za której programem opowiedziała się ¼ głosujących. W ubiegłą niedzielę partia byłego premiera Janeza Janša zdobyła 25 procent głosów, wprawiając w osłupienie część europejskiego establishmentu. Nie jest to zgarnięcie ponad połowy elektoratu, jak to się wspólnie udało we Włoszech Lidze i Ruchowi Pięciu Gwiazd, ale do Brukseli poszedł wyraźny sygnał, że w Słowenii ludziom otworzyły się oczy i powiedzieli, że willkommenspolitik Angeli Merkel też im się nie podoba.

25 proc. głosów to nie jest dużo w stosunku do wciąż popularnej w tym kraju lewicy i centrolewicy, która- gdy zewrze szeregi- jest w stanie utworzyć rząd i sprawować władzę przez kolejne lata. Bo chociaż partia Janeza Janšy dwukrotnie zdystansowała w wynikach lewicowych kandydatów, których dwie najsilniejsze partie otrzymały po 10 proc. głosów, nie jest przesądzone kto zostanie premierem i ostatecznie utworzy nowy rząd.

Żadna z partii nie otrzymała w wyborach ilości głosów potrzebnej do stworzenia samodzielnego rządu, co oznacza, że konieczna będzie koalicja. A już przecież zaczyna się partią Janšy pomiatać w Europie, jak to wcześniej zrobiono z Włochami, kiedy to „Financial Times” mówił o barbarzyńcach, Niemcy nazywali ich szmatami, Oettinger stwierdził, że rynki nauczą Włochów, jak wybierać. A co dopiero, gdyby antyimigranckiego koziołka chciała wywinąć jeszcze mała Słowenia.

Od partii Janeza Janšy, przywódcy Słoweńskiej Partii Demokratycznej (SDS), która adresowała kampanię do konserwatystów, zdecydowanie odcina się lewa strona sceny politycznej. Zapewniają, że nie zawiążą koalicji i nie zamierzają z SDS tworzyć rządu kompromisu. Tym bardziej, że SDS i Janšę popierał sam Viktor Orban, który przyjechał na wiec przedwyborczy i entuzjastycznie wychwalał to ugrupowanie.

Polaryzacja staje się problemem Słowenii. Nie chodzi tylko o to, że Słowenia potrzebuje jedności w rządzie lub stabilnego rządu, bo to oczywiste. Większy problem polega na tym, że poprzednie rządy nie zdołały rozwiązać anomalii występujących w Słowenii i może się to udać tylko jeśli partie pójdą w pewnych sprawach jednym frontem. Tymczasem programy wyborcze zostały skonstruowane antagonistycznie. W ten sposób, by tak zwany lewy blok miał ostrze wymierzone przeciwko partii Janša. Tym samym automatycznie tak zwany prawy blok przyciągnął wyborców ze strachu przed przytłaczającą siłą lewaków.

A Słoweńcy oczekują nie partyjnych i ambicjonalnych rozgrywek, lecz rozwiązania realnych problemów kraju: uporania się z gigantyczną szarą strefą, niepewnością zatrudnienia, kwitnącą korupcją czy naprawą kiepskiej opieki zdrowotnej. Kluczowym problemem, nietkniętym dotąd przez polityków, postaje niepewna praca, która ogranicza swobodę inicjatywy gospodarczej i wyhamowuje rozwój. I o nie koniec litanii bolączek ludności.

Wybory też pokazały na coraz grubsze i wyższe mury zbudowane między sektorem publicznym i prywatnym. Ciekawy jest skład wyborców lewicy i prawicy. O ile na lewicowe ugrupowania głosowali pracownicy administracji publicznej, od urzędników państwowych po samorządowe szczeble lokalne, czy nauczyciele –więc generalne- sfera budżetowej, to po drugiej stronie, rdzeniem partii SDS stał się sektor prywatny, ludzi niezadowolonych, którzy odczuli na własnych barkach skutki ostatniego kryzysu, koszty biurokracji i zwiększonych obciążeń podatkowych. Można by z tego koktailu oczekiwań i frustracji przygotować wspólny, dobry dla społeczeństwa program naprawy państwa. Jednak perspektywy na to są niczym miraże.

Wybory w Słowenii to głosowanie przedterminowe. Zostały ogłoszone w wyniku decyzji premiera Miro Cerara z lewicowo-liberalnej Partii Nowoczesnego Centrum, który w marcu tego roku złożył dymisję. W konsekwencji prezydent Borut Pahor zdecydował się rozwiązać parlament i rozpisać przedterminowe wybory.

Prezydent Pahor uznał za naturalne, że w pierwszym rzucie trzeba dać szansę stworzenia rządu zwycięskiej partii Janša, mimo że ma ona nikłe szanse na zawiązanie koalicji. Ktokolwiek jednak utworzy rząd w Słowenii musi pamiętać, że aż 25 proc. społeczeństwa powiedziało NIE polityce imigracyjnej UE. Słowenia była od 2015 roku terenem „wędrówki ludów”, świadkiem przemieszczania się przez jej terytorium ponad pół miliona podążających do Europy Zachodniej imigrantów. W obozach przesiedleńczych na jej terytorium pozostało jeszcze około tysiąca osób.

Nie chcą więcej.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

2 komentarze

2 Komentarzy

  1. michu

    9 czerwca 2018 at 20:51

    To nic że nie chce. Ciekawe kiedy będzie musiała ;).

  2. Bart

    10 czerwca 2018 at 02:50

    Ciekawe jak dalej sytuacja się rozwinie i czy pękną pod naporem finasowych „perswazji”.Słowenia sąsiaduje z Włochami, Węgrami i Austrią. Tam też nie chcą imigrantów za żadne pieniądze. Co ta Merkel zrobiła Europie i czy za to zapłaci. Skandal,że jeszcze jest u władzy ta lewacka kanclerz. Cały bajzel na kontynencie przez tę NRD-owską babę.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra