Dziwna to przedstawicielka dyplomatyczna Stanów Zjednoczonych. Wywodzi się z części amerykańskiego establishmentu zarówno politycznego jak i biznesowego. Nie ma doświadczenia dyplomatycznego. I wydaje się, że z tego powodu władze Polski będą miały z nią kłopoty. W kręgach amerykańskich jest bardzo dobrze znaną celebrytką, milionerką. Reprezentuje Partię Republikanów i przez Donalda Trumpa została mianowana na ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce.

Już podczas przesłuchania jej przed Senatem wywołała konsternację twierdząc, że antysemityzm  w Europie został wywołany ustawą o IPN. No cóż, przesłuchanie senackie to tylko czysta formalność i Georgette Mosbacher od lutego br. pełni funkcję ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce.

Teraz wywołała dyplomatyczne zamieszanie, wysyłając list do premiera Mateusza Morawieckiego, broniący niezależności mediów, a faktycznie dziennikarzy pracujących w stacji TVN należącej do amerykańskiego wydawcy. List jest arogancki, niechlujny i emocjonalny, co jest zadziwiające w języku dyplomatycznym. Mosbacher pomyliła funkcję premiera z ministrem, nieprawidłowo napisała nazwiska zarówno premiera, jak i ministra MSW, któremu zgubiła gdzieś imię.

Ambasador gościła  w tych dniach w Sejmie. Przysłuchiwała się obradom izby i spotkała się z członkami Zespołu Parlamentarnego Polska-Stany Zjednoczone. Po jej wypowiedziach do ataku ruszyła opozycja., która zrelacjonowała słowa pani ambasador. Według wpisu na Twitterze Agnieszki Pomaskiej: „Mosbacher ostrzegła, że w jednej sprawie nie będzie mogła Polsce pomóc, bo jest pełna zgoda co do tego w Kongresie. To atak na wolność mediów. I pyta, czy w Sejmie jest przygotowywana jakaś ustawa w tej sprawie”.

Ale to był dopiero wstęp do listu skierowanego do premiera, listu będącego politycznym kuriozum, niezgodnego z przyjętymi konwencjami i protokołem. Broni w nim przed polskimi władzami dziennikarzy pracujących w stacji TVN, mającymi jakieś związki z reportażem o urodzinach Hitlera. Całą sprawę bada prokuratura.

Dziennikarz śledczy Wojciech Biedroń ustalił, że do osobnika odpowiedzialnego za ten incydent we Wodzisławiu Śląskim zgłosiło się dwóch mężczyzn z propozycją urządzenia imprezy imieninowej Adolfowi Hitlerowi. W zamian dano mu 20 tys. złotych i zażądano uczestnictwa w imprezie dziennikarki z TVN. „Superwizjer TVN” wyemitował w kwietniu br. skandaliczny reportaż z tej uroczystości. Potem okazało się, że na imprezie lała się wóda strumieniami, a operator tej stacji fotografował się w geście hitlerowskiego pozdrowienia. Sprawa jest wyjątkowo ohydna i śmierdząca, mająca na celu  zepsuć wizerunek Polski, przedstawiając ją jako kraj odradzającego się faszyzmu.

Teraz ambasador Stanów Zjednoczonych występuje w obronie „niezależnych dziennikarzy”. Już nie mówiąc, że droga takiego listu jest niewłaściwa, bo powinien on trafić do rąk MSZ, a nie premiera i prezydenta, to kuriozalna wydaje się obrona rzekomej rzetelności tej stacji. Zanim pani Mosbacher usiadła do napisania podobnego listu, powinna się bliżej zapoznać z informacjami nadawanymi przez TVN. Wszystkim wiadomo, że z obiektywizmem i rzetelnością nigdy im nie po drodze.

Z ambasador Mosbacher władze polskie miały już inny kłopot. Wzywała do siebie ministrów i urzędników nowelizujących ustawy o podatku dochodowym, aby naciskać na nich w sprawie ustawienia amerykańskich firm działających w Polsce w uprzywilejowanej pozycji podatkowej.

Trudno się dziwić, że po ostatnich działaniach epistoralnych pani ambasador, minister Jarosław Gowin odwołał spotkanie z nią, na które Mosbacher nalegała.

Zadziwiająca jest reakcja na tę sprawę rzeczniczki amerykańskiego Departamentu Stanu Heather Nauert, która stwierdziła, że Georgette Mosbacher dobrze reprezentuje rząd Stanów Zjednoczonych w Polsce. Sprawę listu nie chciała komentować.

Oj, będziemy mieć jeszcze nie raz dużo kłopotu z nowojorską celebrytką biznesową panią ambasador Georgette Mosbacher.