Według telewizji Republika, Gazety Polskiej czy skrajniackich portali typu Fronda, czy telewizja internetowa pewnego protestanckiego szarlatana z Lublina, tylko w tym roku Putin miał zamiar zaatakować Ukrainę, kraje nadbałtyckie i Polskę już kilkakrotnie. Były wyznaczane nawet konkretne terminy np. wrzesień. Po incydencie kerczeńskim znowu nakręcana jest wojenna spirala. I tu muszę zmartwić Sakiewiczów, Romaszewskich czy Gosiewskich bo wojny nie będzie ani na Ukrainie ani w Polsce. Wojny nie będzie bo ani Ukraina, ani Rosja nie jest do niej gotowa, choć oczywiście wkroczenie do Kijowa zajęłoby Rosjanom kilka dni.Inną kwestią jest to, że Rosji do niczego nie jest potrzebne zajmowanie kolejnych fragmentów Ukrainy. To co było strategicznie ważne i wartościowe już zajęli, reszta nie stanowi dla nich większej wartości a problemów mają na innych odcinkach swojej geopolityki. Zajmowanie krajów nadbałtyckich miałoby sens gdyby nie to, że Rosja ma Obwód Kaliningradzki, który jest silną bazą wojskową zarówno dla marynarki jak i wojsk lądowych. Rosja nie ma też żadnego interesu w atakowaniu i zajmowaniu Polski. Owszem nie można wykluczyć małego militarnego spięcia na terytorium Polski, którego beneficjentami byłaby zarówno Rosja jak i USA, bo błyskawicznie zdrożałaby ropa naftowa i gaz co byłoby na rękę obu tym krajom. Rosja przypuściłaby atak lotniczy i rakietowy na wybrane cele wojskowe lub strategiczne np. mosty, węzły kolejowe. Po normalizacji sytuacji Stany, a właściwe amerykańskie banki, w rękach ludu znad rzeki Jordan, udzieliłby nam wtedy kredytów na 100 lat, zarówno na odbudowę infrastruktury jak i na zakup sprzętu wojskowego, który stracilibyśmy na skutek tego ataku. Problem polega na tym, że trudno przewidzieć skutki rozgrzebania takiego konfliktu. Sytuacja mogłaby się wymknąć spod kontroli, a na to nie jest gotowa żadna ze stron. Rosja nie wysuwa żadnych roszczeń terytorialnych wobec Polski, nie posiadamy też niczego cennego jeśli idzie o surowce czego Rosja sama by nie miała. Poza tym zajęcie Polski to jedno a jej utrzymanie, to inna bajka. Żeby utrzymać pod kontrolą taki kraj jak Polska i taki naród jak Polacy, na terytorium Polski musiałaby stacjonować 200-300 tysięczna armia narażona stałe na ataki, dywersję i działania partyzanckie. Rosji po prostu na to nie stać ani finansowo ani mentalnie.

No właśnie analizując ten przypadek zadałem sobie pytanie kto dziś w świecie gotowy jest do wojny, które państwa gotowe są do wojny, wszystko jedno zaczepnej czy obronnej?Analiza wydała mi się zaskakująca. Do wojny na pewno nie jest gotowa Polska ale co może państwa zaskoczyć do wojny nie są też gotowe wszystkie czołowe stare mocarstwa, jak i wschodzące potęgi. Do wojny nie są gotowe Stany Zjednoczone mimo że wydają na zbrojenia 10 razy więcej niż Rosja, mało tego więcej niż Rosja, Chiny i Indie czy Francję. Stany mają na stare, niemodernizowane czołgi, starą marynarkę wojenną a i z lotnictwem nie jest słodko dość powiedzieć że jakiś czas temu na skutek wymiany masowej usterki w myśliwcach amerykańskiego nieba musiały strzec kanadyjskie myśliwce. Do wojny nie jest gotowa Rosja, która ma przewagę nad USA tylko w artylerii rakietowej, natomiast duże braki w lotnictwie, marynarce a czołgów choć ma najwięcej na świecie, to większość z nich nadaje się co najwyżej do okopania na stałe stanowiska artylerii, a nie do walki na pierwszej linii. Przy tym tempie modernizacji Rosja do wojny będzie gotowa za 10 lat. Do wojny nie są gotowe również Chiny mimo, że stale modernizują swoją armię. One również potrzebują jeszcze dekady żeby być gotowymi na konflikt z czołowymi graczami. Podobnie ma się rzecz z Indiami, Japonią, Turcją, Francją, Hiszpanię czy Wielką Brytanią, która jest cieniem samej siebie nie tylko sprzed II wojny ale nawet z okresu zimnej wojny. Do wojny nie jest gotowy Iran, choć straszony jest nim przez Trumpa cały świat. Ciekawym przykładem jest też Korea Północna, najbardziej zmilitaryzowane państwo z milionową armią z przestarzałym sprzętem wojskowym i morale o którym jedni specjaliści mówią, że jest bardzo wysokie a inni wprost przeciwnie twierdząc, że podczas ataku Północni Koreańczycy zaczęliby się masowo poddawać. Według mnie mimo wszystko to kolos na glinianych nogach.O stanie armii niemieckiej czy holenderskiej szkoda nawet wspominać. Niemcy mają kilkanaście sprawnych myśliwców i 200 czołgów, Holendrzy natomiast kilka lat temu uznali że czołgi to w ogóle przeżytek i je sprzedali a teraz dopiero wspólnie z Bundeswerą będą odbudowywać swoje pancerne bataliony. Nie widzę też ani jednego państwa w Afryce gotowego do wojny tym bardziej w obu Amerykach.

Przejdźmy więc do państw gotowych na wojnę. Dwa z wytypowanych przeze mnie państw znajdują się w Europie i ciekawe, że żadne z nich nie należy do NATO i formalnie zachowuje neutralność. Szwajcaria i Finlandia, bo o nich mowa to mistrzowie przygotowania do wojny obronnej. Wypracowane systemy wojny obronnej, w wypadku Szwajcarów powszechna dostępność do broni i strzelectwo, które jest integralną częścią życia społeczeństwa; w wypadku Finów doskonałe wykorzystanie atutu geograficznego i klimatycznego poparte jeszcze doświadczeniami z wojny fińsko-sowieckiej. Dwa pozostałe kraje znajdują się w Azji i te akurat są gotowe zarówno do wojny obronnej i zaczepnej. Pierwszy z nich to Izrael, który ze względu na swoją agresywną politykę wobec sąsiadów, która rozszerzyła się ostatnio również na państwa całego regionu ma doskonale przygotowaną armię, o wysokim stopniu wyszkolenia i morale wspieraną przez dobrze rozwinięty przemysł zbrojeniowy produkujący doskonała broń i amunicję. Drugim państwem jest Korea Południowa narażona od ponad półwiecza na atak ze strony północnego sąsiada. Armia Korei Południowej posiada wysokie morale, jest doskonale wyszkolona a kraj intensywnie rozbudowuje własny przemysł zbrojeniowy, z którego korzysta również Polska. Trzeba jednak jasno sobie powiedzieć, że zarówno Izrael jak i Korea Południowa swój potencjał obronno-zaczepny wypracowała dzięki wsparciu ze strony USA. Co ciekawe wysoki stopień przygotowania do wojny ma też Armenia, stale zagrożona ze strony swoich dwóch sąsiadów - Azerbejdżanu i Turcji. Armia Armenii posiada bardzo wysokie morale, jest bardzo liczna jak na potencjał ludnościowy państwa, jej mankamentem jest jednak brak środków finansowych na nowoczesne wyposażenie więc trudno uznać ją za w pełni przygotowaną do wojny. Oczywiście znajdą się tacy, którzy powiedzą, że zarówno III Rzesza jak i ZSRR zakładały gotowość do wojny ze sobą na rok 1945 a wojna między nimi wybuchła w 1941 roku więc i teraz mimo braku gotowości może wybuchnąć. Wtedy jednak Niemcy postanowiły ubiec ZSRR bo wygrać mogły z Sowietami tylko wojnę zaczepną a nie obronną. Dziś sytuacja jest zupełnie inna, rzeczywistość geopolityczna jest inna i inne są cele czołowych światowych graczy.