W 2016 roku dla wszystkich w USA (od ekspertów po celebrytów, od demokratów do republikanów) było oczywiste, że wygra Hilary Clinton. Wszelkie badania i ekspertyzy wykluczały nie tylko zwycięstwo Trumpa, ale nawet to, że obecny prezydent może liczyć na większe poparcie wyborców. W filmie doskonale ukazane jest przekonanie (i zwolenników Clinton i zwolenników Trumpa), że wygra kandydatka demokratów, oraz nagły szok (dla dosłownie wszystkich, w tym i pewnie dla samego Trumpa) wywołany wygraną obecnego prezydenta.

 

Jak reżyser przypomina w swoim filmie, że pomysł na start w wyborach był początkowo żartem Trumpa. Obecny prezydent by zdobyć większą gażę za występy w telewizji NBC dla żartu zgłosił swoją kandydaturę w wyborach. Żart ten nie spodobał się stacji i ta zwolniła Trumpa. Obecny prezydent mile zaszokowany poparcie Amerykanów dla swojej kandydatury, postanowił naprawdę powalczyć o Biały Dom.

 

Decyzja Trumpa spodobała się mediom, które uznały, że ta niepoważna kandydatura to temat, który wzbudzi zainteresowanie widzów i zwiększy tym samym dochody z reklam. W czasie kampanii wszyscy świetnie się bawili, media zarabiały, Trump dokazywał, nikt nie postrzegał go jako prawdziwego kandydata – nikt prócz milionów Amerykanów, którzy dostrzegli w nim swego reprezentanta, nikt prócz milionów Amerykanów, których nikt z establishmentu nie słuchał ani nawet nie dostrzegał (i niestety których sam reżyser nie dostrzegł).

 

W czasie kampanii Trumpa nikt nie robił problemu z tego, że jest on zdaniem reżysera filmu zboczeńcem seksualnym obściskującym i zachwalającym walory seksualne swojej córki, i rasistą – nikogo to nie gorszyło bo Trump wszystko to robił publicznie.

 

Według Michaela Moorea rzekomy koszmar prezydentury Trumpa zapowiadało przejecie fotela gubernatora stanu Michigan przez bogatego i pozbawionego doświadczenia republikanina Ricka Snydera – przejawem hipokryzji Moorea jest to, że brak doświadczenia u republikanów jest zły, a u lewicowych ekstremistów z Partii Demokratycznej taki sam brak doświadczenia jest dobry. Snyder (tak jak później Trump) postanowił prowadzić swój stan jak firmę. Celem jego działań było usunięcie opozycyjnych lokalnych władz samorządowych i obsadzenie ich swoimi stronnikami, oraz prywatyzacja usług samorządowych by zarabiali na nich prywatni przedsiębiorcy. Największą zbrodnią Snydera było to, że zmarnował gigantyczne pieniądze na budowę nowego wodociągu by zaprzestać dostarczać do miasta Flint czystą zdrową wodę z jeziora, i zamiast niej dostarczać czarnoskórym mieszkańcom tego miasta zatrutą ołowiem wodę z pobliskiej rzeki. Celem takiego działania było, w opinii reżysera, poprzez zatrucie ołowiem murzynów zamieszkujących miasto Flint – zatrucie ołowiem wywołuje obniżenie poziomu intelektualnego i wywołanie zaburzenia emocjonalne. Kiedy okazało się, że zanieczyszczona woda uniemożliwia produkcje w fabryce General Motors dostarczanie czystej wody przywrócono tylko do fabryki, ale już nie mieszkańcom miasta. Jest to szokujące tym bardziej, że stan Michigan ma największe zasoby wody w USA i jest ona równocześnie najdroższa. Truciciela gubernatora Snydera poparł będący wielką nadzieją lewaków i kolorowych ówczesny prezydent Obama, co skutecznie zniechęciło kolorowych do popierania demokratów i umożliwiło wybór Trumpa. Ukoronowaniem postawy Obamy była organizacja we Flint manewrów wojskowych, które skutecznie zastraszyły mieszkańców i zniechęciły ich do protestów.

 

Według Michaela Moorea, Donald Trump nawoływał swoich białych zwolenników do prześladowania kolorowych i innowierczych przeciwników politycznych. Według reżysera drogę do prezydentury Trumpa utorował Obama, który zwalczał wolność słowa, prześladował imigrantów, wszczynał wojny, wysługiwał się korporacjom i był najhojniej opłacanym prezydentem przez Goldman Sachs.

 

W swoim filmie amerykański lewicowy propagandzista wskazał na amerykański system wyborów prezydenckich, który umożliwia wybór osobie, która realnie nie zdobyła większości głosów (w Polsce jest inaczej, prezydentem zostaje osoba, która realnie zdobyła większość głosów). Według reżysera politycy w USA nie dbają o Amerykanów – miliony z mieszkańców Stanów Zjednoczonych żyją w nędzy, bez opieki zdrowotnej, często w bezdomności, wyniszczani narkomanią.

 

Bardzo ciekawym motywem w filmie „Fahrenheit 11/9” jest ukazanie lewicowej tożsamości Stanów Zjednoczonych. Reżyser ''dokumentu'' przytacza w nim wiele badań opinii publicznych wskazujących na to, że Amerykanie mają bardzo lewicowe poglądy. Może się to wydawać Polakom karmionym proamerykańską propaganda kreującą Amerykanów na konserwatystów na lewicowe kłamstwa, niestety realia są takie, że lewicy udało się skutecznie lewicowo zdemoralizować Amerykanów. Na szczęście wbrew temu prezydentem został Trump, choć w bliskiej perspektywie czasowej może się okazać, że USA będą tęczowym imperium – już dziś w Polsce ambasada USA wspiera lewicową demoralizacje Polaków wspierając oficjalnie np. parady sodomitów.

 

Kolejnym ciekawym motywem obecnym w filmie „Fahrenheit 11/9” jest szczery opis patologii związanych z Partią Demokratyczną. Demokraci zaczęli wygrywać w USA wybory prezydencie kiedy jak republikanie dali się przekupić korporacjom. W interesie korporacji demokraci (pełniący w USA role lewicy) wspierali amerykański imperializm, amerykańskie agresje zbrojne na Bliskim Wschodzie co doprowadziło do zagłady tego rejonu.

 

Jednym z najbardziej szokujących wątków dla lewaków na całym świecie jest w filmie „Fahrenheit 11/9” historia sfałszowania przez establishment demokratów prawyborów na szkodę żydowskiego socjalisty Bernarda „Berniego” Sandersa, na czym skorzystała Hilary Clinton. Doprowadziło to zdaniem Michaela Moorea do kryzysu zaufania do demokratów i umożliwiło zwycięstwo Trumpowi.

 

Michael Moore nadzieje dla USA widzi w socjalistycznej rewolucji, w przejęciu władzy przez lewicowych ekstremistów, socjalistów, sodomitów, feministki - uważający, że republikanie i demokraci to takie samo zło. Taka ekstrema lewicowa, złożona też z dzieci i młodzieży przeciwnej posiadaniu broni palnej, nauczycieli, przedstawicieli wszelkich mniejszości, kolorowych, innowierców, ma zdaniem reżysera reprezentować ubogich Amerykanów. Jej orężem mają być powszechne strajki. Przeszkodą dla reżysera w przeprowadzeniu lewicowej rewolucji prócz republikanów, których przedstawia jako nazistów, jest też establishment demokratów nawołujący do odrzucenia radykalizmu i przeciwny skrętowi Partii Demokratycznej na lewo. Wrogiem na lewicy dla reżysera jest też establishment związków zawodowych, który zdradził interesy klasy robotniczej. Ukazana i gloryfikowana przez reżysera ekstrema lewicowa, wbrew temu co pokazuje Michael Moore, nie robi wrażenia spontanicznej, a wręcz przeciwnie wygląda na świetny produkt marketingowy.

 

Dla Michaela Moorea, Donald Trump to nowy Adolf Hitler (reżyser przemówienia Trumpa ilustruje archiwalnymi zdjęciami Hitlera i nazistów). Według twórcy filmu sytuacja w USA jest analogiczna z sytuacją w Niemczech nazistowskich. W 1932 roku nikt na zachodzie nie spodziewał się że Niemcy, jeden z najbardziej demokratycznych i rozwiniętych krajów, szanujący wolność słowa, ze wspaniałą kultura, nauką i techniką, zbuduje nazistowski totalitaryzm. Zdaniem reżysera tak jak Hitler w USA wprowadził dyktaturę, tak w USA Trump wprowadzi dyktaturę (już dziś Trump chwali Chiny, Korę i Turcję).

 

Trump podpadał Mooreowi tym, że wprowadził ulgi podatkowe dla milionerów, zlikwidował powszechną ochronę zdrowotną, zawiesił ograniczenia w działalności banków, obsadził Sąd Najwyższy konserwatystami, zerwał umowę pokojową z Iranem, sprywatyzował więzienia i wybudował mur na granicy, szerzy rasistowską i religijną nienawiść, podważa wiarygodność mediów. Reżysera przeraża też powszechne poparcie dla prezydenta, to, że jego zwolennicy są uzbrojeni i zapowiadają krwawą rozprawę z lewakami.

 

Reżyserem tego propagandowego filmu ''dokumentalnego'' jest Michael Moore (autor takich ''dokumentów'' jak „Zabawy z bronią” czy „Fahrenheit 9.11”) . Obraz w bardzo atrakcyjny sposób opisuje działalność polityczną takich osób jak: prezydent USA Donald J. Trump, reżyser filmów ''dokumentalnych'' Michael Moore, polityk demokratów Hillary Clinton, córka prezydenta Ivanka Trump, żona prezydenta Melania Trump, prezydent Rosji Władimir Putin, były prezydent USA Barack Obama, żona byłego prezydenta Michelle Obama, i były prezydent USA Bill Clinton.

 

Tytuł filmu odnosi się do daty 9 listopada 2016 (kiedy ogłoszono wygraną prezydenta Donalda Trumpa - wybory na prezydenta USA odbyły się poprzedniego dnia) i ma się kojarzyć z filmem „Fahrenheit 9/11” Moore'a z 2004 roku (który odnosi się do daty ataków z 11 września w Stanach Zjednoczonych). Oba tytuły są aluzją do powieści „Fahrenheita 451” z 1953 roku autorstwa Raya Bradbury'ego, która przedstawia totalitarne państwo w którym czytanie i posiadanie książek jest zakazane, książki są palone, pop kultura robi z ludzi prymitywne zwierzęta i rozbija rodziny- cenzura i rozbijanie rodzin to jednak na zachodzie domena lewicy, którą reżyser popiera.

 

Szkoda, że Michael Moore, który pomimo dostrzegania współodpowiedzialności establishmentu Partii Demokratycznej za patologie dręczące USA, jest tak zaślepiony swoimi lewicowymi zabobonami, że nie zauważa, że odpowiedz na wyzwania stojące przed Amerykanami nie musi być lewicowa i kosmopolityczna, tylko może być prawicowa i patriotyczna. Michael Moore ewidentnie nie jest też świadomy tego, że ekstrema lewicowa, którą tak wspiera, jest zdecydowanie bardziej antydemokratyczna niż środowiska, które reżyser określa mianem faszystów. Nie da bowiem ukryć, że wszelkie prawicowe reżimy zapewniały o wiele większy zakres wolności i poziom dobrobytu niż reżimy lewicowych ekstremistów, którzy mając usta pełne frazesów o demokracji i wolności, zawsze i wszędzie doprowadzają do niewyobrażalnej nędzy i totalitaryzmu. Reżyser nie dostrzega też tego, że czasami jedynym środkiem do uratowania kraju i obywateli przed lewicową nędzą i totalitaryzmem, jest prawicowy reżim.

 

Jan Bodakowski