Rosja w trakcie konfliktu syryjskiego chciała zachować swoje wpływy polityczne w tym kraju oraz utrzymać swoją bazę, która miała dla niej zarówno znaczenie strategiczne jak i prestiżowe. Zyskiwała też propagandowo bo jej działania, miały również wpływ na ochronę chrześcijańskiej ludności cywilnej w Syrii przed islamskimi rzeźnikami z Państwa Islamskiego. Aktualnie można jednak odnieść wrażenie, że dalsza obecność Rosji w Syrii polegać ma na testowaniu własnych systemów uzbrojenia i udoskonalaniem taktyki prowadzenia walki oraz powstrzymaniu Iranu przed dalszym wzmacniam swoich wpływów w Syrii. Rosja sprawia wrażenie kraju dogadanego z Turcją co do losów Syrii. Rosyjsko-turecki deal obejmuje wg mnie kwestię zajęcia prze Turków części terytorium Syrii zamieszkanego przez Kurdów i pacyfikacji ich. Pomimo wielowiekowych antagonizmów rosyjsko-tureckich, aktualnie i według mnie na szczęście przejściowo, car Rosji i sułtan Turcji są sobie potrzebni. Ta rosyjsko-turecka symbioza bokiem wyjdzie zarówno Syrii jak i Iranowi. Oficjalnie Rosja odprowadzi solidarną politykę z Iranem, wpierając go w konfrontacji z USA. Obydwa kraje od kilku miesięcy, wspólnie z Turcją i Chinami tworzą oś, której celem jest wyparcie wpływów USA z Azji. Niestety sama oś jest niespójna jak każda oś, a im w niej więcej państw, tym tarcia i rozbieżności większe. Turcja w grudniu ubiegłego roku poddała ostrej krytyce Izrael za masakrowanie Palestyńczyków, w zamian za co Erdogan został określony przez władze Izraela mianem antysemickiego dyktatora. Wiadomo jak działa żydowska machina, każdy kto poddaje ich krytyce staje się z automatu antysemitą, bo ta informacyjna broń ma w Europie i Północnej Ameryce siłę rażenia niewiele mniejszą od broni atomowej. W tym samym czasie Rosja zacieśnia relacje z Izraelem, sprzedając jeszcze broń Arabii Saudyjskiej, która również prowadzi politykę antyirańską. Rosja gra na dwa fronty. Oficjalnie wspiera Iran, równocześnie traktując go jako rywala. W tle jest nierozstrzygnięty konflikt o podział złóż ropy na Morzu Kaspijskim między obu krajami.

Pomimo pewnej poprawy relacji turecko-irańskich obydwa kraje mają do siebie ograniczone zaufanie, na skutek walki o wpływy w Syrii jak i Iraku. Właściwe jedynym pewnym partnerem dla Iranu są w tej chwili Chiny. Chiny i Persja to najstarsze cywilizacje w Azji, które dziś prowadzą udaną współpracę zarówno gospodarczą jak i wojskową. Iran dostarcza Chinom ropy i gazu a Chiny sprzedają Iranowi wyroby przemysłowe i broń wytworzoną dzięki tej ropie. Chiny są pewniejszym sojusznikiem dla Iranu od Rosji, bo choć prowadzą również ekspansyjną politykę zagraniczną, to linie ich interesów się nie krzyżują tak jak to ma miejsce, w przypadku Rosji i Iranu. Chiny kupują co prawda od Izraela sprzęt wojskowy, jednak w ogólnym bilansie zdecydowanie Iran jest dla nich istotniejszym partnerem. Poza tym na wypadek wojny z USA na Iran będą mogli liczyć a na Izrael na pewno nie.

Rosja brak konsekwencji we wspieraniu sojuszników wykazuje nie tylko wobec Iranu ale również Armenii, z którą serdeczne relacje przehandlowała na rzecz sprzedaży broni Azerbejdżanowi. To zaskakująca postawa, bo każdy kraj, zwłaszcza taki jak Rosja, wobec którego jest prowadzona zmasowana nagonka potrzebuje sojuszników, a Rosja traktuje ostatnio niemal wszystkich instrumentalnie. Chiny być może za dekadę albo dwie będą wstanie się przeciwstawić samodzielnie Stanom, ale nie Rosja, która potrzebuje trwałego sojuszu.